Świat

Bez atestu, bez problemu? Europa w kolejce po szczepionki z Rosji i Chin

Dostawa chińskiej szczepionki przeciwko covid. Lotnisko w Budapeszcie Dostawa chińskiej szczepionki przeciwko covid. Lotnisko w Budapeszcie KKM / Reuters / Forum
Węgry jako pierwsze w UE wprowadziły do obrotu preparat z Chin. Inne kraje ustawiają się w kolejce, rośnie też zainteresowanie szczepionką Sputnik V. Co na to Unia?

Romans Europy z preparatami chińskiej produkcji zaczął się poza wspólnotą: w Serbii. Wolna od traktatowych zobowiązań decyzję o dopuszczaniu szczepionek do obrotu mogła podjąć samodzielnie, nie oglądając się na procedury Europejskiej Agencji ds. Leków (EMA). Tam obywatele sami zaznaczali w formularzu, jaki środek chcą otrzymać.

Serbia targuje się z Chinami

A pula była całkiem różnorodna. Znalazły się w niej najbardziej znana i pierwsza podawana na masową skalę szczepionka Pfizera/BioNTechu, rosyjski Sputnik V czy preparat chińskiej firmy Sinopharm. W pierwszych dwóch miesiącach roku Pekin wysłał Serbom 1,5 mln dawek, kolejne pół miliona dotrze w marcu. Sukces bardzo szybko znalazł ojca. Prezydent Aleksandar Vucic, pytany o przebieg negocjacji i powody silnego porozumienia z Chinami, za sprawcę cudu uważa sam siebie. „Skontaktowałem się z Xi Jinpingiem już w październiku i cena preparatów znacznie spadła – chwalił się dziennikarzom. – Kiedy zobaczycie, ile zapłaciliśmy za szczepionki, zechcecie postawić mi pomnik” – podsumował w iście trumpowskim stylu, śmiertelnie poważnie i bez cienia zażenowania.

Wpisane w szerszy kontekst geopolityczny partnerstwo Serbii i Chin nie powinno dziwić. W tym bałkańskim kraju od dawna swoje wpływy poszerzają zarówno Pekin, jak i Moskwa. Pojawienie się tam ich szczepionek było właściwie kwestią czasu. Zwłaszcza że Unia, sparaliżowana chaosem decyzyjnym, łamaniem zakupowej solidarności przez kolejne państwa i przerwami w dostawach, nie miała mocy przerobowych ani zasobów, by zająć się sytuacją w swoim bliskim sąsiedztwie.

Czytaj też: Chiny obierają kurs na ostrą dyplomację

Sinopharm i Sputnik V lądują w Europie

Ważniejsze z politycznego punktu widzenia jest pojawienie się preparatu Sinopharm we wspólnocie. Jako pierwsi do obrotu wprowadzili go Węgrzy, kontraktując 5 mln dawek. A chętnych nie brakuje. 31 stycznia niemiecki minister zdrowia Jens Spahn oświadczył, że jest „otwarty” na szczepionki z Rosji i Chin. Wtórowali mu samorządowcy, twierdząc, że zamówionych przez Unię europejskich i amerykańskich preparatów jest za mało, żeby zaszczepić cały kontynent. Zakupy od Sinopharm rozważają też Czesi, a ostatnia fala zarazy dotknęła ich mocno – pod względem liczby nowych przypadków zakażenia na 100 tys. mieszkańców kraj w lutym zajmował pierwsze miejsce na świecie.

Do listy dopisać należy Słowację, gdzie już wylądowały pierwsze transporty szczepionki Sputnik V. Kraj jako drugi w UE decyduje się więc na preparat, który nie dostał akceptacji EMA. Kontrakt opiewa na 2 mln dawek i był długo trzymany w tajemnicy. Rząd w Bratysławie, który traci poparcie przez zdrowotny kryzys i musi odpierać ataki opozycji, nie mógł już czekać na dostawy z unijnych kontraktów. A czekał długo, wetując pierwszy plan zakupu Sputnika V. Postawieni pod ścianą Słowacy w końcu zwrócili się po pomoc do Rosji. Jak wynika z deklaracji ministra zdrowia Marka Krajciego, pierwsze dawki preparatu zostaną podane w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

Czytaj też: Szczepionki na covid. Komisja Europejska ostrzega koncerny

Czy Polska kupi szczepionkę z Chin?

W gronie krajów, które rozważają zakup od Sinopharm, jest m.in. Polska. Jak informował minister w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Szczerski, o takiej możliwości rozmawiali Andrzej Duda i Xi, a polski prezydent „z zadowoleniem przyjął deklarację chińskiego przywódcy o gotowości Pekinu do uczynienia z produkowanych przez chińskie firmy szczepionek przeciw covid-19 globalnego dobra publicznego”. Nie precyzował, kiedy ani w jakim trybie szczepionki miałyby trafić nad Wisłę.

Preparat Sinopharmu też nie dostał atestu EMA. Tymczasem minister zdrowia Adam Niedzielski stwierdził, że bez badań na poziomie europejskim chińska szczepionka nie trafi do polskich pacjentów.

Węgrzy i Słowacy ten warunek zignorowali. Pytany o ewentualne skutki ze strony Unii Viktor Orbán niespecjalnie się przejął. Jak stwierdził w radiu Kossuth, nie sądzi, by „brytyjscy, amerykańscy czy unijni specjaliści byli bardziej wykwalifikowani od węgierskich” w ocenie skuteczności szczepionek. Na zgody UE czekać nie zamierza, bo nie chce ryzykować życia obywateli. W podobnym tonie wypowiadają się praktycznie wszyscy politycy, którzy zakontraktowali chińskie i rosyjskie preparaty lub to planują. Unia obiecała zastrzyki, obietnicy nie spełniła, musimy radzić sobie sami.

Nie ma atestu, nie ma problemu?

Najciekawsze, że szczepionkowych renegatów Unia dotychczas nie skrytykowała i sama chyba nie wie, jak podejść do tematu. Wprawdzie przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zaprosiła wszystkich producentów szczepionek do ubiegania się o atest EMA, ale poddała w wątpliwość skuteczność Sputnika V (bez podania dowodów naukowych). Chaos potęguje też prezydent Francji Emmanuel Macron, który powątpiewa z kolei w bezproblemowe działanie preparatu AstraZeneki.

Na poziomie UE znów brak jednego głosu na temat strategii wychodzenia z pandemii. Jeśli Węgry, Słowacja i inni stosujący preparaty bez atestu EMA nie zostaną przez Brukselę ukarani ani nawet skrytykowani, będzie to kolejny cios dla von der Leyen i unijnej solidarności. Miały być tylko wspólne zakupy – skończyło się na indywidualnych, zakulisowych negocjacjach. Miały być tylko wybrane szczepionki – dziś każdy kupuje taki preparat, jaki jest w stanie zdobyć. Dla Unii to fiasko za fiaskiem.

Czytaj też: Izrael szybko się szczepi. Co stoi za tym sukcesem?

Tymczasem Chińczycy uprawiają szczepionkową dyplomację. Jak donosi Al Jazeera, Pekin wysłał w świat dziesięć razy więcej dawek, niż podał własnym obywatelom: od Serbii po Zjednoczone Emiraty Arabskie, od Ekwadoru po Tajlandię. I choć wciąż w wielu miejscach chiński produkt jest mniej popularny od Pfizera, Moderny czy AstraZeneki (na Węgrzech Sinopharm wybrałoby tylko 27 proc. respondentów, jak informuje Euronews), to sytuacja jest dynamiczna. Bo szczepionek może po prostu zabraknąć – i wtedy Europa nie będzie miała wyboru. Pekin i Moskwa tylko na to czekają, gotowe ruszyć z pomocą. Polityczne koszty takiej pomocy będą jednak ogromne.

Czytaj też: Jak szczepi się świat

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Tata Maty: Młodzi ludzie są mądrzejsi, niż my myślimy, że są

Z prof. Marcinem Matczakiem o tym, dlaczego nie warto być zbyt posłusznym.

Martyna Bunda
07.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną