Dzięki masowym szczepieniom w USA powoli wraca normalność. Ze wszystkimi blaskami, ale i cieniami życia tego kraju. W czasie pandemii znacznie spadła liczba zbiorowych zabójstw z użyciem broni palnej, dokonywanych przez psychopatów z prywatnych, niejasnych pobudek albo ekstremistów motywowanych nienawiścią do wybranych, najczęściej etniczno-rasowych lub religijnych mniejszości. Zabójstw zbiorowych, tzn. takich, których ofiarami padają cztery–pięć osób (tak się umówiły tamtejsze media). Po rocznej przerwie Amerykanie znowu giną w ten absurdalny sposób.
Ponad tydzień temu w Atlancie 21-latek zabił osiem osób, w większości kobiet azjatyckiego pochodzenia. W poniedziałek w Boulder w stanie Kolorado młody mężczyzna, który jako trzylatek przyjechał do USA z Syrii, zastrzelił dziesięć przypadkowych osób w supermarkecie. A w minionym tygodniu w kraju zdarzyło się jeszcze kilka innych podobnych strzelanin, w których wielu zostało rannych, ale na szczęście nikt nie stracił życia. W sumie jest jak dawniej...
Jak zakazać broni w USA
Po ostatnim zabójstwie jak zwykle rozległy się głosy, że należałoby coś zrobić, żeby nie dochodziło do podobnych tragedii. Na lewicy znowu słychać apele, by ograniczyć dostęp do broni palnej. Joe Biden wezwał Kongres do uchwalenia ustawy o zakazie broni automatycznej typu wojskowego – takiej jak karabin AR-15, którym posłużył się morderca w Boulder – oraz magazynków amunicji o dużej pojemności (więcej niż 10–15 pocisków). Zakaz ofensywnej broni automatycznej obowiązywał po jego uchwaleniu w 1994 r.