Świat

Czy Karlsruhe wywróci wielki Fundusz Odbudowy UE?

Kanclerz Niemiec Angela Merkel Kanclerz Niemiec Angela Merkel Henning Schacht / Forum
Bruksela żyje nadzieją, że niemiecki Trybunał Konstytucyjny pozwoli na sztandarowy koronakryzysowy projekt UE. Ale nie ma pewności, czy nie dojdzie do znacznych opóźnień.

Wynegocjowany w zeszłym roku Fundusz Odbudowy (FO) jest wart 750 mld euro (390 mld dotacji plus 360 mld tanich kredytów), z czego Polsce przypadłoby najpewniej 27 mld dotacji i 32 mld pożyczek. Pierwsze wypłaty powinny zacząć się latem, ale najpierw wszystkie kraje muszą ratyfikować umowę o dochodach Unii (o „zasobach własnych”), potrzebną niezbyt pilnie budżetowi wspólnoty (na lata 2021–27), za to bardzo pilnie Funduszowi, który bez tego nie ruszy. Do niedawna najpóźniejszej ratyfikacji oczekiwano w Austrii (w połowie maja), a choć Polska i Węgry w ogóle nie zadeklarowały się co do terminów, do tego Warszawa ma problem m.in. w rządzącej Zjednoczonej Prawicy, to Bruksela liczy na ich podpisy jeszcze w kwietniu.

Szkopuł w tym, że nad tym całym harmonogramem Funduszu Odbudowy nagle zawisło pytanie o Niemcy. Trybunał Konstytucyjny z Karlsruhe nakazał 26 marca prezydentowi Frankowi-Walterowi Steinmeierowi wstrzymanie się z ratyfikacją – już przegłosowaną przez obie izby parlamentu.

Czytaj też: Fundusz Odbudowy. W co gra PiS, a w co opozycja

Czarny scenariusz. Brak niemieckiego podpisu

Nie dość, że sędziowie z Karlsruhe przyjęli skargę grupy działaczy kierowanych przez Bernda Luckego na domniemaną niekonstytucyjność FO, to jeszcze w trybie doraźnym zażądali od Steinmeiera, by poczekał, aż zdecydują, w jakim trybie będą rozpatrywać skargę i czy w ramach środka tymczasowego przedłużą zakaz sygnowania ustawy ratyfikacyjnej.

W scenariuszu optymistycznym (i zdaniem wielu ekspertów dość prawdopodobnym), którego kurczowo trzyma się teraz Bruksela, Karlsruhe już w maju zezwoli Steinmeierowi na podpis i dalej na spokojnie będzie rozpatrywał skargę, co może zająć nawet kilkanaście miesięcy. W scenariuszach znacznie gorszych sąd może utrzymać środek tymczasowy, ale rozpatrywać skargę w ekspresowym tempie (kilka miesięcy), co i tak poważnie opóźniłoby Fundusz. W czarnym scenariuszu Karlsruhe może zaś uznać FO za sprzeczny z konstytucją, zakazać Berlinowi uczestnictwa w tym projekcie i już drugi raz pójść na otwartą konfrontację między prawodawstwem UE i niemieckim.

Zdaniem grupy Luckego Fundusz Odbudowy podpada pod kryterium ultra vires, czyli zakłada wykroczenie instytucji UE poza kompetencje przyznane im w traktatach. Chodzi o to, że Komisja Europejska ma pożyczyć 750 mld euro na rynkach pod gwarancje z unijnego budżetu (możliwe dzięki nowej umowie o „zasobach własnych”). Takie zaciąganie długów narusza „tożsamość konstytucyjną” Niemiec, a konkretnie autonomię budżetową ich parlamentu w ramach UE.

Z brukselskiego punktu widzenia wszelkie zastrzeżenia w tej sprawie powinny być rozpatrywane przez Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. A jeśli już podejmuje się tego sąd krajowy (choćby i konstytucyjny), to optymalną drogą byłoby skierowanie do TSUE pytania prejudycjalnego, czyli prośby o wiążącą wykładnię prawa Unii.

Czytaj też: Państwo Przyłębscy – dobrana para

Sprawa politycznie wybuchowa

Szkopuł w tym, że niemiecki TK ma już za sobą precedensową decyzję o jawnym i jednoznacznym odrzuceniu wyroku TSUE. Otóż sędziowie z Karlsruhe w maju 2020 r. uznali odpowiedź na ich pytanie prejudycjalne (dotyczące polityki monetarnej Europejskiego Banku Centralnego) za... ultra vires, czyli wykraczającą poza kompetencje TSUE. Wprawdzie Niemcy szybko zażegnały wszelkie doraźne zagrożenia płynące z tej decyzji dla polityki monetarnej, ale Komisja Europejska – najpierw nie wykluczywszy wszczęcia postępowania przeciwnaruszeniowego – wciąż „analizuje” otrzymaną w lutym odpowiedź rządu Angeli Merkel, jak zachować prymat prawa unijnego w Niemczech.

Sprawa napięć między UE i Karlsruhe jest politycznie wybuchowa i uwikłana w tradycję prawną powojennych Niemiec. Owszem, TSUE jest powszechnie uważany za najwyższego arbitra w dziedzinie unijnego prawa, z kolei krajowe sądy konstytucyjne i najwyższe – w dziedzinie prawa nieunijnego (np. karnego). Tarcia zdarzają się na pograniczu, gdy – to rzadkie – trzeba rozsądzić, czy dane przepisy należą do kompetencji unijnych, czy krajowych.

Czytaj też: Ziobro poskarży się na Unię do Trybunału Przyłębskiej

PiS klaszcze, Niemcy się nie cieszą

Niemiecki TK od wielu lat zastrzega sobie prawo do kontroli aktów UE pod kątem ich zgodności z prawami podstawowymi, kompetencjami traktatowymi i pod względem ochrony własnej „tożsamości konstytucyjnej”. Orzeczenia polskiego Trybunału Konstytucyjnego sprzed 2016 r. także wpisywały się w taki „pluralizm konstytucyjny” zakładający, że granice kompetencyjne wykuwają się w dialogu (ale przy możliwe najbardziej prounijnej interpretacji krajowych konstytucji).

Uznanie wyroku TSUE za ultra vires („wykraczający poza uprawnienia”) przez trybunał największego kraju Unii miało nieporównanie większe znaczenie od poprzednich takich „wypadków” z ostatniej dekady, gdy unijnym orzeczeniom w wielu drobniejszych sprawach przeciwstawiały się sądy konstytucyjne Danii czy choćby Czech (chodziło o emerytury poczechosłowackie). Zresztą władze tych krajów dość szybko wprowadziły przepisy, dzięki którym spory stały się bezprzedmiotowe.

Tuż po zeszłorocznej decyzji Karlsruhe w sprawie EBC sędziowie z niemieckiego TK obruszali się na pisowskie „brawa z niewłaściwej strony”, a ówczesny prezes Andreas Vosskuhle nazwał polski TK „atrapą”. Mimo to fakt orzekania przez Karlsruhe w sprawie podstaw prawnych (lub ich braku) dla działań instytucji UE, a zwłaszcza Trybunału Sprawiedliwości UE, jest wymarzonym przykładem dla Trybunału Julii Przyłębskiej. Choć to niezamierzony efekt uboczny.

Czytaj też: Sztuka dzielenia. Rząd PiS daje swoim samorządom

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Szkoła bardzo szkodzi. Uczniom, demokracji, światu

Rozmowa z dr. Mikołajem Marcelą o fatalnych skutkach kultywowania XIX-wiecznej formuły szkoły, wychowywaniu do autorytaryzmu i o tym, jak można to zmienić.

Jacek Żakowski
18.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną