Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

22,5 roku więzienia za zabójstwo George′a Floyda. Wielka zmiana w USA

Mural przedstawiający George'a Floyda przed sklepem Cup Foods, gdzie został zabity przed 13 miesiącami. Mural przedstawiający George'a Floyda przed sklepem Cup Foods, gdzie został zabity przed 13 miesiącami. Lorie Shaull / Flickr CC by SA
Skazanie w USA policjanta na tak poważną karę za brutalność z tragicznym skutkiem jest rzadkością, ale tym razem oczekiwano takiego werdyktu. Jak zabójstwo George′a Floyda zmieniło Amerykę?

Na 22,5 roku więzienia skazał w piątek sąd w Minneapolis byłego policjanta Dereka Chauvina, który w maju ubiegłego roku zabił czarnoskórego George′a Floyda podczas zatrzymania. Chauvin przez prawie 10 minut przyduszał kolanem jego szyję, chociaż mężczyzna nie stawiał oporu i był zakuty w kajdanki. Za okoliczności obciążające sąd uznał fakt, że policjant wykazał się szczególnym okrucieństwem, nie reagował na błagania zatrzymanego, że nie może oddychać, współdziałał w morderstwie z trzema innymi funkcjonariuszami i nie zważał, iż jego działaniom przypatrują się dzieci. Skazanie w USA policjanta na tak poważną karę za brutalność z tragicznym skutkiem jest rzadkością, ale tym razem oczekiwano takiego werdyktu.

Sprawa Georga′a Floyda. To był przełom

Zabójstwo Floyda okazało się wydarzeniem przełomowym, porównywanym do linczów z lat 40. i 50. To one stały się iskrą, która zapaliła płomień buntu przeciw segregacji rasowej i zapoczątkowała szeroki ruch walki Afroamerykanów o prawa obywatelskie. Po morderstwie w Minneapolis w całej Ameryce wezbrała fala protestów przeciwko rasizmowi policji, nadużywaniu przez nią siły i broni palnej. Inicjatorzy demonstracji – organizacja Black Lives Matter (BLM) – przypominali, że Floyd jest tylko kolejną czarną ofiarą policji, bo w ostatniej dekadzie doszło do całej serii podobnych incydentów, choć nie zawsze wina policjantów była tak oczywista.

Ruch protestu, do którego przyłączyły się setki tysięcy białych Amerykanów, przeważnie młodych, domagał się nie tylko ukrócenia samowoli policji, lecz także walki z „systemowym rasizmem”. Zwracano uwagę na takie zjawiska jak to, że Afroamerykanie nieproporcjonalnie częściej niż biali skazywani są za te same przestępstwa i wciąż jako społeczność plasują się w dolnych rejonach hierarchii dochodów i pozycji społecznej, co BLM i sojusznicy przypisują ukrytej dyskryminacji rasowej.

Demonstracje, z początku pokojowe, przybrały w niektórych miastach gwałtowny charakter – z plądrowaniem sklepów i atakowaniem posterunków włącznie. Ówczesny prezydent usiłował to wykorzystać jako straszak przed wyborami, przekonując, że krajowi grozi chaos i anarchia z winy popierających protesty demokratów. Okazały się one jednak przede wszystkim czynnikiem przebudzenia i mobilizacji czarnych wyborców, przyczyniając się do porażki Trumpa w walce o reelekcję.

Czytaj też: Sprawa śmierci Breonny Taylor i złe skutki polaryzacji

Ukrócić brutalność policji

Mający większość w Izbie Reprezentantów demokraci już w zeszłym roku uchwalili ustawę mającą zapobiegać nieuzasadnionej brutalności policji poprzez wprowadzenie takich restrykcji jak zakaz przyduszania czy nieuzasadnionego użycia siły i broni palnej. Ustawa utknęła w Senacie, zdominowanym wtedy przez Partię Republikańską (GOP), która argumentuje, że sankcje wiążące funkcjonariuszom ręce wywołają wzrost przestępczości.

Po wyborze Joego Bidena na prezydenta i przejęciu nieznacznej kontroli w Senacie przez demokratów pojawiły się szanse na przeforsowanie reformy policji. W czwartek, w przeddzień wyroku w Minneapolis, troje czarnoskórych polityków w Kongresie: demokratyczna kongresmenka Karen Bass, demokratyczny senator Cory Booker i republikański senator Tim Scott – jedyny czarny republikanin w tej izbie – ogłosili dwupartyjne porozumienie torujące drogę do uchwalenia takiej reformy. Nie podali jednak szczegółów.

Do niedawna główną kością niezgody między partiami była sprawa tzw. kwalifikowanego immunitetu, zabezpieczenia policjantów przed pozwami cywilnymi wnoszonymi do sądów przez rodziny zabitych lub ranionych w wyniku interwencji policji Afroamerykanów. Likwidacji immunitetu sprzeciwia się wpływowy związek zawodowy policjantów, popierany przez polityków GOP.

Do reformy ograniczającej w pewnym stopniu brutalność policji może w końcu dojść. Na fali protestów po zabójstwie Floyda niektóre miasta i stany wprowadziły już restrykcje na immunitet funkcjonariuszy od pozwów. Nie wiadomo jednak, czy uspokoi to nastroje w społeczności czarnych Amerykanów.

Czytaj też: Twarze czarnego buntu w USA

Walka o „sprawiedliwość rasową”

Antagonizm rasowy w USA podsycają ostatnio inicjatywy republikanów w niektórych stanach na rzecz zmian ordynacji wyborczych, w praktyce ograniczających możliwość głosowania Afroamerykanów. Starania demokratów w Kongresie, aby zneutralizować te tendencje na szczeblu federalnym, nie mają szans realizacji, ponieważ republikanie zapowiedzieli twardą opozycję przeciw projektowi odpowiedniej ustawy. Mogą ją blokować za pomocą tzw. filibuster, czyli niedopuszczania do głosowania przez przedłużanie debaty, której zakończenie wymaga większości minimum 60 głosów (na 100). Obecnie demokraci mają ich tylko 50 i dopiero głos wiceprezydent Kamali Harris rozstrzyga spory na ich korzyść.

Po prezydenturze Trumpa, który używał rasistowskich aluzji do nakręcania emocji swoich wyborców, w Partii Demokratycznej wzrosło poza tym poparcie dla ruchu „woke”, domagającego się masowego nacisku na rzecz „sprawiedliwości rasowej” i „krytycznej teorii ras”. Ten radykalny nurt postuluje np. obcięcie finansowania departamentów policji z przeznaczeniem zaoszczędzonych środków na cele socjalne, a także rewizję nauczania historii tak, aby położyć większy akcent na kilkaset lat niewolnictwa i segregacji rasowej, a z drugiej strony wkład czarnych w budowę i rozwój kraju.

Nasilają się postulaty reperacji za krzywdy Afroamerykanów i pojawiają się pomysły, aby obalać pomniki nie tylko generałów Konfederacji, co dzieje się już od roku, lecz także ojców założycieli USA, jak Waszyngton i Jefferson, ponieważ byli także właścicielami niewolników.

Czytaj też: Spike Lee o rasizmie w USA

Rasizm i antagonizmy

Drastyczne nierówności w USA, fakt, że wśród biednych nadreprezentowani są czarni Amerykanie, podobnie jak to, że to oni częściej niż biali chorowali na covid-19, ma przyczyny tylko częściowo rasowe. Ich przegrana pozycja w wyścigu ekonomicznym wynika z mechanizmów globalnej kapitalistycznej gospodarki, blokującej awans majątkowy i społeczny.

Tymczasem kampania radykałów, upierających się przy polityce rasowej tożsamości, dostarcza przede wszystkim argumentów prawicy. Zwraca ona uwagę, że osłabianie policji grozi wzrostem przestępczości – który już ma miejsce od paru lat – a nieustanne wytykanie białym rasizmu utrwala i zaostrza podziały w kraju.

GOP stara się przekonać Amerykanów, że poparcie demokratów dla ruchu woke – chociaż Biden i partyjny establishment dystansują się od jego bardziej radykalnych pomysłów – świadczy o ich oderwaniu od nastrojów większości społeczeństwa.

Czytaj też: Niespełnione marzenie Martina Luthera Kinga

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Historia

Sto lat, szmat czasu. Górnego Śląska trudny powrót do domu

Śląsk przechodził przez wieki z rąk do rąk. Dziwny, z niebem niegdyś zasnutym dymami, dziś bujny zielenią. Słyszał różne mowy – czeską, niemiecką, włoską, angielską, francuską, polską. Sam gada swoim językiem, który nie ma prawa głosu, choć uparcie się o ten głos upomina.

Jan Dziadul
25.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną