Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Świat

Wielka Brytania się otwiera, świat patrzy z przerażeniem. Wszyscy za to zapłacimy?

Wielki napis „Witajcie z powrotem” na Piccadilly Circus w Londynie Wielki napis „Witajcie z powrotem” na Piccadilly Circus w Londynie Stephen Chung / Zuma Press / Forum
Choć liczba nowych zakażeń rośnie na Wyspach prawie najszybciej na świecie, Boris Johnson zdecydował się na zniesienie ostatnich pandemicznych restrykcji. Przyznaje, że to posunięcie ryzykowne, w dodatku jego skutki sam oglądać będzie w autoizolacji.

Brytyjczycy na ten dzień czekali tak długo, że powstało wokół niego już nawet coś na kształt narodowej mitologii i pandemicznego symbolizmu. Nazywany od tygodni „Dniem Wolności” pierwotnie wydarzyć miał się 21 czerwca – wtedy właśnie, zgodnie z ustalonym wiosną kalendarzem stopniowego eliminowania podyktowanych zarazą ograniczeń, życie społeczne w Wielkiej Brytanii miało wrócić do czasów przedpandemicznych. Chociaż władze przywracały je do normy stopniowo od miesięcy, nadal nie można było swobodnie i bez limitów spotykać się pomiędzy rodzinami, zamknięte – ciągiem od marca 2020 r. – pozostawały też dyskoteki i kluby nocne. Zwłaszcza właściciele tych ostatnich głośno sprzeciwiali się utrzymywaniu restrykcji, podkreślając, że ich lokale nie stanowią większego zagrożenia epidemicznego od restauracji czy obiektów sportowych, a przedłużanie zamknięcia powoli wykrwawia ich biznes.

Czytaj także: Wielka Brytania była liderem szczepień. Więc co poszło nie tak?

„Dzień Wolności” przesunięty o miesiąc

I kiedy sporo brytyjskich redakcji miało już przygotowane specjalne ramówki na „Dzień Wolności”, Boris Johnson nieco niespodziewanie go odwołał. A dokładnie – przesunął o miesiąc, zaalarmowany wzrostem zakażeń, większą liczbą hospitalizacji i przede wszystkim coraz szybciej rozprzestrzeniającym się wariantem delta. Przedsiębiorcy i niektórzy szeregowi posłowie Partii Konserwatywnej kręcili nosem, argumentując, że premier dożyna gospodarkę. Naukowcy chwalili go za rozsądną decyzję, opozycja krytykowała za zbyt opieszałe zamknięcie granic dla podróżujących z Indii, w czym upatruje się praprzyczynę brytyjskich problemów z deltą.

Polityczne spory napędzał jeszcze konflikt premiera z byłym już ministrem zdrowia Mattem Hancockiem, którego na wypuszczonych do mediów zapisach rozmów na WhatsAppie Johnson miał określać mianem niekompetentnego i nieradzącego sobie z pandemicznymi wyzwaniami. Nie pomagało też Euro 2020, w trakcie którego kibice, również zagraniczni, mieszali się ze sobą w sposób niemal niekontrolowany. Politycy puszczali pod swoim adresem sarkastyczne komentarze w mediach, a zakażenia wciąż rosły. Nagle z globalnego punktu odniesienia, chwalonego za szybko i sprawnie przeprowadzoną kampanię szczepionkową, Wielka Brytania stała się krajem, który wzbudza co najmniej spore zaniepokojenie.

Mimo to Boris Johnson zdecydował się trzymać planu i zgodnie z obietnicą 19 lipca otworzył Wielką Brytanię – w całości i bez ograniczeń. O północy z niedzieli na poniedziałek po prawie półtorarocznej przerwie otworzyły się na Wyspach kluby. Bardzo wiele z nich przygotowało na ten dzień specjalną ofertę imprezową, a naród tłumnie stawił się na parkietach i przy barach. Nie ma też już ograniczeń w spotykaniu się pomiędzy mieszkańcami różnych gospodarstw domowych. Zniknął również obowiązek noszenia maseczek, chociaż w niektórych miejscach – transporcie publicznym, zamkniętych przestrzeniach – są one rekomendowane. Życie w Wielkiej Brytanii ma teraz wyglądać tak, jak w lecie 2019 r., ostatnim przed wybuchem zarazy.

Czytaj też: Delta rozlewa się po świecie. Komu znów grozi lockdown?

Wielka Brytania drugim epicentrum covid-19

Problem w tym, że nawet jeśli władzom i mieszkańcom uda się osiągnąć ten cel, może być to zwycięstwo bardzo krótkotrwałe. Zniesienie restrykcji odbywa się bowiem równolegle z powrotem Wielkiej Brytanii na czoło globalnych statystyk pandemicznych. 18 lipca, w niedzielę, a więc dzień z tradycyjnie niższą liczą pozytywnych przypadków, stwierdzono ich aż 48 tys. W perspektywie tygodniowej – 316 tys., co daje ponad 43-procentowy wzrost. W podobnych zakresach rosną też statystyki śmiertelności i hospitalizacji. Dane te sprawiają, że na Wyspach jest w tej chwili drugie największe epicentrum pandemii covid-19 (po Indonezji).

Co gorsza, perspektywy na najbliższe tygodnie nie są wcale optymistyczne. Według prof. Neila Fergusona z Imperial College London, autora najważniejszych symulacji rozwoju zarazy, na podstawie których rząd Johnsona dotychczas podejmował decyzje, dojście do poziomu 100 tys. nowych przypadków dziennie jest w przypadku Wielkiej Brytanii nieuniknione. Z kolei Instytut im. Adama Smitha podaje, że już w tej chwili w izolacji z powodu kontaktu z osobą zakażoną koronawirusem na Wyspach jest aż 1,73 mln osób. Do połowy sierpnia, a więc do szczytu sezonu urlopowego, liczba ta może wzrosnąć nawet trzykrotnie, do około 5,2 mln mieszkańców. W izolacji przebywa zresztą sam premier, który przez dziesięć dni musi separować się od społeczeństwa po kontakcie z Saijdem Javidem, umieszczonym na stanowisku ministra zdrowia w miejsce Hancocka. Choć początkowo spekulowano, że uniknie kwarantanny, bo bierze udział w pilotażowym programie codziennego testowania izolowanych osób, jednak ostatecznie NHS nakazał mu dziesięciodniowy pobyt w odosobnieniu.

W Wielkiej Brytanii rosną niemal wszystkie statystyki pandemiczne, chociaż przyznać należy, że liczba zgonów pozostaje na relatywnie niskim poziomie, zwłaszcza w porównaniu z innymi krajami, w których zaraza się rozwija: Indonezją, Rosją, Brazylią, a nawet Stanami Zjednoczonymi. To oczywiście zasługa masowej kampanii szczepień – pełną odporność ma już 68,2 proc. dorosłych Brytyjczyków. Wszystkich problemów to jednak nie rozwiązuje, bo tak długo, jak będą istnieć ograniczenia dla osób zakażonych lub niezaszczepionych, o powrocie do przedpandemicznej normalności nie może być mowy.

Czytaj też: Dla kogo certyfikaty covidowe? Jak je pobrać?

Świat ostrzega, ekipa Borisa Johnsona idzie w zaparte

Decyzja o otwarciu kraju (choć tylko wewnętrznie, restrykcje dotyczące podróży zagranicznych są nadal bardzo silne) wzbudza ogromne kontrowersje, nie tylko zresztą w Wielkiej Brytanii. Laburzyści uważają, że to posunięcie nieodpowiedzialne, za ktore Brytyjczycy zapłacą kolejnym lockdownem na jesieni. Johnson i Javid odpowiadają, że kiedyś przecież trzeba zdjąć ograniczenia, a teraz jest na to najlepszy moment. Premier dodaje, powielając do pewnego stopnia argumenty Donalda Trumpa z marca 2020 r., że jeśli zrobi to o innej porze roku, wirus będzie miał „przewagę zimnej pogody”. I idą w zaparte, twierdząc, że lepiej naród hartować, niż izolować.

To podejście nie podoba się nie tylko brytyjskiej lewicy, ale też wielu zagranicznym liderom. Większość krajów nie ma aż tak wysokiego odsetka wyszczepionej populacji, więc wzrost zakażeń deltą na poziomie nawet zbliżonym do brytyjskiego może być katastrofalny w skutkach, bo najpewniej przyniesie kolejny masowy lockdown. Krytyka pod adresem Johnsona płynie ze wszystkich stron: od amerykańskich wirusologów, nowozelandzkiego ministerstwa zdrowia, władz Taiwanu i całej masy europejskich polityków. Ich komentarze utrzymane są w zgodnym tonie: Brytyjczycy zachowują się egoistycznie, ich polityka zagraża globalnym postępom w walce z pandemią.

Boris Johnson zdaje się jednak nie przejmować tym ostrzałem. Nie zamierza schodzić z obranego kursu, nawet jeśli dane na razie nie są po jego stronie. I trudno w tej chwili oceniać, czy ma rację. Na razie próbuje dowieść, że i tak wszyscy musimy nauczyć się żyć z covid-19, a społeczeństwo musi normalnie funkcjonować. I o ile trudno się nie zgodzić z tym, że cykliczne lockdowny problemu nie rozwiążą, o tyle trudno uwierzyć, że zrobi to brytyjski skok na główkę do pandemicznego basenu – zaraz może się okazać, że niestety wody w nim niewiele.

Czytaj też: Nieuchronnie nadciąga czwarta fala epidemii

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną