Świat

Angela Merkel w Warszawie. Polska szybko za nią zatęskni

Z Angelą Merkel spotka się tylko premier Mateusz Morawiecki. Z Angelą Merkel spotka się tylko premier Mateusz Morawiecki. Dawid Żuchowicz / Forum
Angela Merkel przyjeżdża z ostatnią wizytą do Polski nie dla przyjemności, ale dla podtrzymania dialogu. PiS powinien się pożegnać ciepło, bo jej następca tyle cierpliwości do Jarosława Kaczyńskiego i jego ekipy mieć raczej nie będzie.

Pani kanclerz kończy 16-letnie urzędowanie serią zagranicznych wizyt, podczas których nastroje bywają bardzo różne. W lipcu była w Londynie i Waszyngtonie – u sojuszników, którzy Angelę Merkel z pewnością szanują mimo istotnych różnic. Boris Johnson nie jest człowiekiem bliskim niemieckiej kanclerz, dla której brexit był z pewnością ciosem, jednak przyjął ją iście po królewsku. Joe Biden zadbał, żeby Angela Merkel odwiedziła Biały Dom za jego prezydentury jako pierwsza z czołowych europejskich polityków. Chciał zatrzeć fatalne wrażenie, jakie na Merkel pozostawił jego poprzednik. Co prawda Stany Zjednoczone i Niemcy wciąż dzieli kwestia gazociągu Nord Stream 2, ale Biden – w geście dobrej woli, a tak naprawdę w imię przyszłych stosunków niemiecko-amerykańskich – zrezygnował z forsowania sankcji przeciw Berlinowi. Dla Bidena Niemcy mają być filarem polityki europejskiej, zwłaszcza że na ich wschodniego sąsiada liczyć z pewnością nie może.

Czytaj też: Jak Merkel zrobiła muzułmanów chadekami

Angela Merkel w Polsce. Duda nie znalazł czasu

Dużo mniej przyjemne dla Merkel były wizyty sierpniowe – w Moskwie i Kijowie. Jej relacje z Władimirem Putinem zawsze były trudne, a uwięzienie Aleksieja Nawalnego jeszcze je pogorszyło. Z kolei Ukraińcy nie mogą Niemcom wybaczyć Nord Streamu (w wersji pierwszej oraz drugiej) i słusznie boją się, że Rosjanie wykorzystają go, by jeszcze bardziej pogrążyć ich kraj. Także wizyta w Warszawie znajdzie się wśród tych na pewno mniej przyjemnych dla Merkel.

Tematami będą przede wszystkim sytuacja na granicy polsko-białoruskiej i coraz bardziej stanowcza postawa Komisji Europejskiej, która nie zamierza dalej tolerować już nie tylko łamania przez PiS zasad praworządności, ale także jawnego lekceważenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Sama wizyta Merkel nie będzie mieć zresztą najwyższej rangi. Spotka się z nią tylko premier Morawiecki, a prezydent Duda ostatecznie nie znalazł czasu. Ponoć dlatego, że Niemcy zbyt późno wystosowali prośbę.

Być może to forma zemsty za fakt, że w czerwcu nie doszło do wizyty polskiego rządu w Berlinie i wspólnych obchodów 30-lecia traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Polacy na takie wydarzenie nalegali, ale Niemcy go nie chcieli. I trudno im się dziwić, bo co tu świętować? Fakt, że stosunki między krajami są najgorsze od chwili podpisania tegoż traktatu?

Czytaj też: Niemiecka armia znów z poboru?

PiS znów straszy Niemcami

Po co odchodzącej kanclerz takie wizyty jak w Polsce, skoro mogłaby przyjemniej spędzić ostatnie tygodnie swojego urzędowania, jeżdżąc tylko do tych, którzy ją podziwiają czy wręcz hołubią? A tych na świecie nie brakuje. Do tego grona z pewnością nie należy Jarosław Kaczyński i jego partia, tradycyjnie strasząca Polaków Niemcami – ze szczególnym natężeniem podczas kampanii wyborczych. Niemcy symbolizują przecież dla PiS Zachód: zgniły moralnie, zlaicyzowany, obrzydliwie poprawny politycznie, promujący „ideologię LGBT” i pouczający nas, dumnych Słowian, którzy przecież pielęgnują prawdziwe ideały wolności i solidarności. Jednak Merkel nie byłaby przez 16 lat kanclerzem, gdyby prowadziła politykę na wzór PiS, rozmawiając tylko z tymi, których lubi i z którymi się zgadza.

Angela Merkel kontynuuje tak naprawdę tradycję niemieckiej dyplomacji, której podstawowym celem jest utrzymywanie kanałów komunikacji ze wszystkimi – sojusznikami, wrogami i fałszywymi sojusznikami. Leży to po prostu w interesie niemieckiej racji stanu – z powodów zarówno politycznych, jak i gospodarczych. Niemcy to przecież potęga eksportowa, obecna przez swoje koncerny na całym świecie, a rolą każdego niemieckiego przywódcy jest wspierać firmy inwestujące za granicą. To dlatego Niemcy nie są nigdy pierwsi w żądaniu sankcji gospodarczych.

Czytaj też: Kto po Merkel? Kandydatka Zielonych wchodzi do gry

Niemcy nie trzaskają drzwiami

Jedni z podziwem nazwą taką postawę pragmatyzmem, inni powiedzą z obrzydzeniem o oportunizmie. Jednak Niemcy jako gospodarczy potentat i jako faktyczny, chociaż nieformalny, lider Unii Europejskiej nie lubią trzaskać drzwiami. Wolą niezadowolenie wyrażać w bardziej zawoalowany sposób.

Angela Merkel ma tę przewagę choćby nad Jarosławem Kaczyńskim, że rządziła, zawsze kierując się w jak najmniejszym stopniu emocjami, a w jak największym stopniu logiką i racją stanu swojego państwa. To dlatego mimo wielu afrontów rozmawiała np. z Donaldem Trumpem, starając się jak najlepiej przeprowadzić stosunki amerykańsko-niemieckie przez burzliwe cztery lata. Trump przeminął, a silne więzy między Berlinem i Waszyngtonem pozostały. Skoro nawet postawa byłego amerykańskiego prezydenta Merkel nie wyprowadzała z równowagi, tym bardziej nie przejmowała się faktem, że polski PiS chętnie obrażał ją na użytek wewnętrzny.

Olaf Scholz nie będzie dla PiS tak wyrozumiały

Na specjalnie ciepłe pożegnanie w Warszawie niemiecka kanclerz z pewnością nie liczy. Tymczasem rządzący Polską mogą za nią dość szybko zatęsknić. Wiele wskazuje, że fotel kanclerski w Niemczech po zaplanowanych na 26 września wyborach parlamentarnych obejmie socjaldemokrata Olaf Scholz. Jego cel to budowa koalicji z udziałem SPD, Zielonych i liberałów (FDP). Nie da się wykluczyć też jeszcze bardziej lewicowej konstelacji SPD, Zielonych i Lewicy (partii częściowo o rodowodzie postkomunistycznym).

Nowy niemiecki rząd może być jeszcze mniej tolerancyjny dla poczynań PiS niż odchodząca koalicja chadeków i socjaldemokratów. Angela Merkel przez długi czas starała się wypracować kompromis między Warszawą a Brukselą i zrezygnowała dopiero, gdy zrozumiała, że to niemożliwe. Olaf Scholz na rząd PiS będzie od początku patrzył dużo mniej przychylnie, chociaż jedno na pewno się nie zmieni. Także on wie, że w interesie Niemiec jest rozmawiać ze wszystkimi. Bo rozmowa jest zawsze lepsza niż jej brak.

Czytaj też: Czy Niemcy poradzili sobie z uchodźcami?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Polska ma ludzi na sumieniu. A ja? Co z moim sumieniem?

Taktyka stanu wyjątkowego i bezwzględnych pushbacków nie przyniosła spodziewanych rezultatów. Łukaszenka nadal prowadzi swój sabotaż, a nawet go nasila. Polska ma ludzi na sumieniu. A ja? Co z moim sumieniem?

Renata Lis
23.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną