Rabaty na prenumeratę cyfrową Polityki

40% lub 50%

Subskrybuj
Świat

Kto bił brawo Morawieckiemu? Z kim PiS przyjaźni się w Europie?

Niewielu eurodeputowanych w Strasburgu klaskało na dźwięk słów Mateusza Morawieckiego. Niewielu eurodeputowanych w Strasburgu klaskało na dźwięk słów Mateusza Morawieckiego. POOL / Reuters / Forum
Debata o Polsce w Parlamencie Europejskim oprócz demonstracji rządowej demagogii pokazała jeszcze jeden wymiar polskiego dystansu do Zachodu: sojusz PiS z koalicją antyliberalnych radykałów.

Niewielu eurodeputowanych w Strasburgu klaskało Mateuszowi Morawieckiemu. Prawie cała sala potępia politykę polskich władz, podkopujących wspólne fundamenty UE. Nawet wśród tradycyjnych konserwatystów, kontestujących czasem idee federalistyczne, próżno szukać entuzjastów konfrontacyjnego kursu, jaki przyjął rząd PiS.

Europejscy „przyjaciele” PiS

Głosy poparcia były rzadkie. Nie należy ich lekceważyć, bo wyraźnie pokazują, po jakiej orbicie krąży teraz polska władza. Choć europarlamentarna reprezentacja nowych przyjaciół PiS, owszem, jest mikra, nie znaczy to, że to margines. Przeciwnie, często ich minimalne znaczenie w Europie jest odwrotnie proporcjonalne do pozycji na krajowej scenie. Tak jest w przypadku Braci Włoskich, na forum UE reprezentowanych przez ośmiu posłów, ale we Włoszech najpopularniejszych. Mają w sondażach 21 proc. poparcia, więcej niż ich główni rywale na prawicy: Liga byłego wicepremiera Matteo Salviniego (20 proc.) i współrządząca krajem centrolewicowa Partia Demokratyczna (20 proc.).

O sobie mówią, że odnoszą się do tradycji i konserwatywnych wartości, ale nietrudno dopatrzeć się w ich polityce elementów ekstremistycznych, wręcz neofaszystowskich. W 2019 r. z ramienia Braci Włoskich do PE próbował się dostać Gajusz Juliusz Cezar Mussolini, potomek włoskiego dyktatora i apologeta międzywojennego faszyzmu. Na inaugurację kampanii zorganizował wieczór z wyborcami, w czasie którego planowano odczyt dzieł Giovanniego Gentilego, głównego ideologa włoskiego faszyzmu. Do odczytu nie doszło, właściciel lokalu wycofał zgodę. Informacja poszła jednak w świat – Bracia Włoscy wyciągają faszyzm z szuflady.

Czytaj też: Rząd PiS odmawia Unii i stawia na konfrontację

Brat bliźniak PiS

Ślady flirtu z tą ideologią widać również w biografii Giorgii Meloni, liderki ruchu. Dawna członkini postfaszystowskiej partii Alleanza Nazionale zorientowała się, że do mainstreamu ciężko będzie się przebić z radykalnymi hasłami. Poszła więc na kompromis, przejmując w 2008 r. ministerstwo ds. młodzieży w rządzie Silvio Berlusconiego – miała zaledwie 31 lat.

Nie porzuciła jednak marzeń o własnej formacji, którą założyła niemal dosłownie na gruzach Forza Italia dawnego szefa. Podobnie jak Salviniemu pomogła jej retoryka antyimigracyjna. Nad byłym wicepremierem ma też tę przewagę, że nigdy nie rządziła, więc nie miała okazji wcielić w życie swoich idei. Salvini miał – i zaliczył kolosalną wpadkę, bo dużo mówił o ograniczeniu migracji, ale nic nie zdziałał.

Meloni jest sprawną krytyczką kolejnych rządów, zwłaszcza w trakcie pandemii. Ostatnio usiłuje zbić kapitał na antyszczepionkowcach i przeciwnikach paszportów covidowych, przypominając m.in., że od migrantów w tymczasowych ośrodkach relokacyjnych nikt szczepień nie wymaga, co jej zdaniem dowodzi, że władze własnych obywateli traktują gorzej.

Bracia Włoscy nie chcieliby wyjść z UE, pod tym względem PiS znalazł więc sobie brata bliźniaka. Choć Meloni Brukseli nienawidzi i otwarcie ją kontestuje, ma ten sam problem co Jarosław Kaczyński – jej wyborcy, głównie z klasy ludowej i biednego, subsydiowanego przez Unię południa, popierają wspólnotę. Meloni gra więc tymi samymi kartami co Morawiecki – testuje cierpliwość Brukseli, ale wie, że ma ograniczone pole manewru.

Czytaj też: Wojna PiS z UE może być jeszcze droższa

Brexit, polexit, frexit

Inną celebrytką w tej radykalnej koalicji jest Marine Le Pen. Europosłowie z jej Zjednoczenia Narodowego popierają stanowisko PiS w walce z Unią, choć sam Kaczyński kilka lat temu stanowczo zaprzeczał, by ich partie miały ze sobą coś wspólnego. Le Pen akurat szerzej przedstawiać nie trzeba, nie jest też w swoim kraju politycznym planktonem. W przyszłym roku stoczy zapewne bój o prezydenturę z Emmanuelem Macronem, chyba że zostanie wyminięta z prawej strony – zagroził jej Eric Zemmour, prawicowy komentator telewizyjny, znany z ksenofobicznych, rasistowskich i seksistowskich wypowiedzi.

Sama Le Pen jest w klinczu, znowu: doskonale znanym z Polski i Włoch. Póki była bohaterką radykalnej prawicy, mogła swobodnie szerzyć antyeuropejskie poglądy. Tak było w okolicach brexitu, kiedy krzyczała, że Paryż jest następny w kolejce do rozwodu. Kiedy na horyzoncie pojawiła się szansa na wygranie wyborów, złagodziła przekaz, próbując zdobyć przyczółki nawet na lewicy, wśród dawnego elektoratu Partii Komunistycznej. Nie było to wbrew pozorom abstrakcyjne; prawicowych radykałów z ekskomunistami łączy często frustracja ekonomiczna i niechęć do imigrantów.

Le Pen zapłaciła za to utratą monopolu wśród macierzystych wyborców. Robert Oulds, szef konserwatywnego think tanku Bruges Group, stwierdził niedawno, że „nie można jej ufać” w kwestii frexitu, bo niepowiedziane, że byłaby w stanie do niego doprowadzić – za bardzo polega na sondażach, jest niewolnicą preferencji wyborców.

Czytaj też: Polexit w mentalności PiS dawno się zaczął

Orbán wyprzedza Kaczyńskiego

Inni zwolennicy PiS w Europie w mniejszym lub większym stopniu powielają schematy widoczne u Meloni czy Le Pen. Węgierski Fidesz, sprzymierzony z PiS – choć wciąż chyba nie tak bardzo, jak PiS by chciał – obiera teraz kurs na USA. Viktor Orbán namiętnie sprasza do siebie ideologów i popintelektualistów alt-prawicy związanych z Donaldem Trumpem. Niektórzy z nich nawet dla amerykańskiej Partii Republikańskiej są już trudni do przetrawienia. Jak chociażby Rod Dreher, religijny fundamentalista, nawołujący chrześcijan do „wycofania się ze społeczeństwa XXI w.” i powrotu do kontemplacyjnego, ascetycznego modelu wiary. W Polsce pochlebną recenzję jego książki opublikował portal „Do Rzeczy”.

Dreher przeniósł się w tym roku do Budapesztu, by zbudować przyczółek dla amerykańskiej prawicy. I okazał się skutecznym zwiadowcą – kilka miesięcy później ściągnął tu Tuckera Carlsona, twarz Fox News. To jemu wywiadu w czasie niedawnej wizyty w USA udzielił Andrzej Duda, ściągając na siebie gromy krytyki. Fox News Orbána eksponuje mocniej, wmontował nawet jego twarz do czołówki programu Carlsona na cały tydzień – to kolejny dowód, że węgierski premier w byciu forpocztą europejskiego antyliberalizmu wyprzedza prezesa PiS o lata świetlne. Na Węgry regularnie podróżuje też były wiceprezydent USA Mike Pence i Jeff Sessions, prokurator generalny z czasów Trumpa.

Wszyscy oni chwalą Orbána za twardą politykę antyimigracyjną, przywiązanie do chrześcijańskich wartości, prorodzinną politykę i poszanowanie wolności, w tym wolności słowa. Oczywiście ta ostatnia definiowana jest zarówno przez Węgrów, jak i Amerykanów wybiórczo. Trumpistom zdaje się też nie przeszkadzać, że Orbán zlikwidował wolne media.

Węgierski premier jest wyraźnie zorientowany na globalną ekspansję. Europa robi się dla niego za mała, a kopanie się pod stołem z Brukselą nie przynosi ani ekscytacji, ani spodziewanych rezultatów. Znowu widać, że choć Fidesz łączą z PiS cele, to węgierska partia umierać za polskie sądownictwo nie będzie.

Czytaj też: Mimo groźby polexitu PiS wciąż rośnie w sondażach

Ekstremiści, eurosceptycy

Do tego grona można dopisać jeszcze wiele ugrupowań. Austriacka Partia Wolnościowa, niemiecka AfD, belgijska Vlaams Belang – wszystkie albo otwarcie propagują elementy ideologii faszystowskiej, albo mają w szeregach polityków z takimi poglądami, od których nigdy się nie odcięły. Są radykalne, a dalej jest już tylko ekstremizm.

Cas Mudde, holenderski politolog, badacz populizmu i skrajnej prawicy, zauważa, że radykałowie akceptują jeszcze ideę demokracji, choć kwestionują zasady jej liberalnej formy, zwłaszcza niezależność instytucji, wolność słowa i praworządność. Ekstremiści idą krok dalej, negując demokrację jako ustrój sam w sobie. Od jednych do drugich droga nie tak krótka, pisze Mudde, ale możliwa do przebycia. Niektórzy europejscy przyjaciele PiS już idą w tym kierunku. Nie jest powiedziane, że polska partia rządząca do nich nie dołączy.

Danuta Hübner o tym, czy grozi nam polexit

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Arabowie szukają mistrzów

Siła nauki arabskiej w okresie klasycznym to otwartość na zmiany, ale też zwykła ciekawość świata.

Mateusz Wilk
06.05.2014
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną