Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Świat

Dyktator puścił się poręczy. Po co Łukaszence zwarcie z Polską

Alaksandr Łukaszenka może wywiera presję na Litwę, Łotwę i Polskę, ale sam też jest pod szeregiem presji. Alaksandr Łukaszenka może wywiera presję na Litwę, Łotwę i Polskę, ale sam też jest pod szeregiem presji. Shamil Zhumatov / Reuters / Forum
Przykład taktyki Łukaszenki pokazuje, że zazwyczaj najbardziej wygrażają otoczeniu reżimy zmagające się z fundamentalnymi słabościami. Szukają pól konfliktów, by odwracać uwagę poddanych od rzeczywistych problemów. Białoruski dyktator nieźle trafił, wybierając Polskę za cel.

Alaksandr Łukaszenka może wywiera presję na Litwę, Łotwę i Polskę, ale sam też jest pod szeregiem presji. Wywołując awanturę na granicy – to już czwarty miesiąc – wyruszył w rejs po nieznanych wodach. Przez niemal całe 30-letnie rządy starał się być lojalnym klientem Rosji (jej wola to presja największa), a na forum międzynarodowym siedział cicho i generalnie nie drażnił sąsiadów, trochę zgodnie z pierwszym wersem hymnu państwowego („My, Białorusini, jesteśmy pokojowymi ludźmi”).

Owszem, zdarzały mu się retoryczne wycieczki pod adresem Zachodu, osobliwe w okresach przykręcania śruby, ale po nich zawsze przychodziło odprężenie. Przyjęto za pewnik, że kieruje się strategią balansowania między Rosją a Zachodem, a później jeszcze Chinami. Dopiero zeszłoroczne protesty po ukradzionych wyborach prezydenckich, wsparte przez zagranicę, sprawiły, że dyktator puścił się poręczy, spalił mosty i poszedł na zwarcie z Polską, państwami bałtyckimi, Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi.

Dwie Białorusie: reżimowa i podziemna

Trudno oprzeć się wrażeniu, że migranci to w rękach Łukaszenki narzędzie osobistej zemsty za próbę obalenia go w kryterium ulicznym. Obmyślane jest jeszcze jako prezentacja sprytu i siły. Bo do tej pory reżim nie miał podobnych możliwości. Represje ostatniego roku z okładem to głęboka, bezlitosna czystka przejawów społecznej czy obywatelskiej niezależności. Liczba więźniów politycznych zbliża się do tysiąca, są śmiertelne ofiary pobić i postrzałów. Adwokaci broniący w najgłośniejszych procesach tracą prawo do wykonywania zawodu, przyznawane arbitralnie przez ministerstwo sprawiedliwości. Z niezależnych mediów pozostały niedobitki, rozpędzono organizacje pozarządowe, w tym skupiające pisarzy czy osoby chroniące ptaki, pozamykano liderów robotniczych, kandydatów na prezydenta, prześladowaniami objęto nawet badacza wilków. Milicja, KGB, inne służby i urzędnicy paranoicznie śledzą wszelkie zgromadzenia czy pojawiające się w przestrzeni publicznej biało-czerwono-białe barwy, odwołujące się do zakazanej symboliki narodowej.

Faktycznie są dziś dwie Białorusie – ta reżimowa i druga, podziemna, nazywana Nową Białorusią, zrodzona z nadziei politycznej i ekonomicznej emigracji uwięzionych i zwykłych obywateli. W kraju nie wolno prowadzić niezależnych sondaży, ale z tych dostępnych, uzupełnianych intuicją ekspertów, wynika, że zeszłoroczne wybory dyktator przegrał już w pierwszej turze, zadowolona jest z niego góra jedna trzecia społeczeństwa.

Reszta ma go dość. Obecnie zdani jesteśmy jedynie na intuicję w próbie rozpoznania, co zwykli Białorusini sądzą o wydarzeniach na granicy. Chętnie oglądana reżimowa telewizja – a także rosyjska, powszechnie dostępna – jest podstawowym źródłem informacji i każe wierzyć, że oto kierowane altruizmem władze w Mińsku jedynie próbują ułatwić umęczonym migrantom drogę na Zachód.

Czytaj też: Jak działa białoruska propaganda

Pogranicze widzi, że coś zgrzyta

Ale z nieocenionej pracy niezależnych reporterów, m.in. związanych z telewizją Belsat, wynika, że przynajmniej mieszkańcy pogranicza wychwytują fałsz reżimu. Orientują się, że migranci trzymani są w kotle, pod bronią i przebywają w strefie przygranicznej, do której zwykły białoruski śmiertelnik nie powinien się w ogóle zbliżać, no chyba, że zapragnąłby usiąść na ławie oskarżonych i zaryzykować długoletnie więzienie. Skoro pogranicze widzi, że coś zgrzyta, to reszta kraju też pewnie ma podstawy, by nie ufać w oficjalny przekaz.

Wątłe poparcie to zła wiadomość dla każdego reżimu, bo oznacza, że w próbach zachowania władzy trzeba się sprężać, wymuszać posłuszeństwo siłą albo obłaskawiać poddanych pieniędzmi. Tych Łukaszenka nigdy nie miał. Starał się budować państwo dobrobytu, tyle że do podziału – zwłaszcza po potrąceniu doli dla dyktatora i jego klanu – nigdy nie było dużo. Białoruska gospodarka, po części sowiecka, po części urynkowiona, działa trochę na własnych warunkach, balansuje na granicy niewypłacalności, utrzymywana jest przez rosyjskie subsydia, a w momentach kryzysu stabilizowana kroplówką doraźnych kredytów. Wyjazdy Łukaszenki po pieniądze do Moskwy (albo próby ich uzyskania w Pekinie czy, dawniej, przebąkiwanie o pozyskaniu ich na Zachodzie) przypominają peerelowskie opowieści o statkach z cytrusami płynącymi z Kuby.

Czytaj też: Łukaszenka i Putin grają migrantami. To broń obosieczna

Łukaszenka nieźle z Polską trafił

Owszem, udało się w ostatnich latach rozwinąć branżę IT, ale akurat po niej, w wyniku ucieczki specjalistów i kapitału, pozostały zgliszcza. Przy czym dla budżetu nieźle rokuje obecna koniunktura na rynku surowców energetycznych, bo podstawą eksportu jest przeróbka tanio kupowanej rosyjskiej ropy. Podobnie sprzyjają jej wielkie podwyżki cen nawozów, bo te potasowe to też hit eksportowy. Innych źródeł finansowania raczej nie będzie.

Białoruskie przedsiębiorstwa państwowe, które są głównymi dostarczycielami zysków z eksportu, nie dysponują oszałamiającymi technologiami. Dlatego dyżurną specjalnością reżimu Łukaszenki są próby robienia interesów z innymi międzynarodowymi pariasami, bez obaw o odległości czy egzotykę. Swego czasu – doszło wtedy do zadrażnień z Rosją – chciano ściągać ropę z Wenezueli, wielkie plany skończyły się na minimalnych dostawach. Ostatnio rynków zbytu szuka się m.in. w zrujnowanej wojną Syrii.

Czytaj też: Ostatni europejski kraj z karą śmierci

Przykład taktyki Łukaszenki z tej jesieni pokazuje, że zazwyczaj najbardziej wygrażają otoczeniu reżimy zmagające się z fundamentalnymi słabościami. Szukają pól konfliktów, by odwracać uwagę poddanych od rzeczywistych problemów. Trzeba przyznać, że łukaszenkizm nieźle trafił, zwłaszcza ekipie rządzącej w Polsce marzyło się bycie przedmurzem i tzw. zjednoczona prawica pewnie nie miałaby nic przeciwko temu, by hybrydowy konflikt graniczny z udziałem migrantów jeszcze trochę w obecnej formie potrwał.

Łukaszenka musi jedynie znać proporcje i wiedzieć, kiedy i jak konflikt zakończyć. Jeśli przesadzi, doprowadzi np. do wojennego chaosu albo sankcji godzących przede wszystkim w rosyjskie interesy, m.in. do blokady dróg transportowych do Europy, to jego rosyjscy sponsorzy zwolnią go z posady namiestnika Białorusi. Tej presji miński uzurpator ignorować nie może.

Czytaj też: Spotkanie w mroku. Czy polski patrol natknął się na specnaz?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Testy antygenowe i omikron. Jak poprawnie zrobić wymaz?

Testy antygenowe na koronawirusa mają tę zaletę, że są szybkie i można je zrobić samodzielnie, ale wiele wskazuje, że w dobie omikronu będzie trzeba zmienić sposób ich wykonywania. Większa skuteczność wykrywania infekcji jest szczególnie istotna w kontekście ostatniego komunikatu WHO.

Piotr Rzymski
12.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną