„Polityka”. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

SUBSKRYBUJ
Świat

Pomagał uchodźcom, skazał go sąd. Francuskie zmagania graniczne

Cédric Herrou przed sądem w Nicei, 2016 r. Cédric Herrou przed sądem w Nicei, 2016 r. Stephane Mahe / Forum
We Francji w zasadzie nie powinno się ścigać nikogo, kto działa bezinteresownie, a pilnie potrzebna pomoc polega na dostarczeniu żywności, mieszkania czy leków. W praktyce różnie z tym bywa.

Wiadomo niestety, że nasze władze nie tylko nie dopuszczają pomocy humanitarnej do nieszczęśników na granicy polsko-białoruskiej, a jeszcze nękają i zastraszają porządnych ludzi, którzy starają się działać na własną rękę. Niedawno dwie dzielne wolontariuszki z pozarządowych organizacji udzieliły pomocy ciężko chorej kobiecie, wezwana karetka odwiozła ją do szpitala, ale straż graniczna wlepiła Polkom mandat karny, a co gorsza, sąd w Sokółce – rzekomo w majestacie prawa – nie uchylił tej grzywny.

W podobnym postępowaniu decyzja sądowa w Polsce jest już niezaskarżalna. Jak się ma do tego artykuł kodeksu karnego (162) przewidujący surową karę dla każdego, kto – uwaga – nie udzieli pomocy człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym utratą życia albo ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu – naprawdę trudno pojąć.

Czytaj też: Zbrodnia na granicy. Będzie skarga do Trybunału w Hadze

Osiem miesięcy za pomoc uchodźcom

Chcę przypomnieć podobne zdarzenia z Alp Nadmorskich na pograniczu Francji i Włoch. To teren trudny, zwłaszcza w zimie; temperatury tam spadają znacznie niżej niż na granicy białoruskiej. Kilka tysięcy uciekinierów z krajów afrykańskich, nieraz odległych o tysiące kilometrów, od lat próbuje przedostać się tamtędy do wymarzonej Francji albo Wielkiej Brytanii. W 2016 r. zetknąłem się ze sprawą 37-letniego wówczas rolnika Cédric Herrou, który gospodaruje w górach. Rozwozi po okolicy nie tylko miód z własnej pasieki, oliwę z oliwek i jaja, ale zbierał po górskich drogach uchodźców właśnie. Mniej pilnowanymi szlakami przewoził ich do siebie lub sąsiadów. Nawet założył nielegalny obóz dla kilkudziesięciu uchodźców w opuszczonym ośrodku wakacyjnym. Herrou stanął przed sądem rejonowym w Nicei za ułatwianie nielegalnego pobytu obcokrajowcom we Francji. Na rozprawie niczemu nie zaprzeczał. Tak, przez kilka miesięcy przewiózł ok. 200 osób, uciekinierów z Erytrei i Sudanu, tak, żywił ich u siebie w dwóch przyczepach kempingowych i namiotach, tak, zainstalował dużą grupę uciekinierów na górskim dworcu kolejowym.

„Czemu pan to robi?” – pytał sędzia. „Jestem przecież Francuzem – odparł Herrou. – Widziałem dzieci przestraszone, odwodnione na poboczu drogi, w górach w nocy, to rozwściecza”. Prokurator przyznał, że działania oskarżonego są „szlachetne”, ale prawa trzeba przestrzegać. Zażądał ośmiu miesięcy więzienia, „oczywiście w zawieszeniu” – podkreślił. Sąd rozprawę odroczył. Dalej goszczę u siebie uchodźców. Uważam, że powinienem tak robić. Dewiza Republiki mówi o braterstwie, prawda? – powiedział mi wówczas Herrou czekający na wyrok.

Czytaj też: Toksyczne słowo „zdziczenie”

Ścigani za nieposłuszeństwo

Sprawa ciągnęła się cztery lata. Apelacja, nawet kasacja. Czytelnicy lokalnej gazety „Nice-Matin” wybrali Herrou człowiekiem roku Lazurowego Wybrzeża. Do pomocy przyłączali się inni sąsiedzi. Wspólnota obywatelska doliny Roya prowadziła stronę internetową wzywającą do składek, zresztą ku publicznemu niezadowoleniu lokalnych władz. Przewodniczący regionu PACA (Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże) potępił działania „stowarzyszeń nieodpowiedzialnych aktywistów”, lokalny poseł republikanów mówił o rzucaniu wyzwania władzom, o „fałszywej szczodrości” i „próbie narzucania polityki sprzecznej z interesami Francuzów”, a nawet zniewadze policjantów, żandarmów i celników, którzy pilnują granicy. W październiku ubiegłego roku rada departamentalna – w której większość mają republikanie – uchwaliła sprzeciw wobec przyjmowania uchodźców. Nad doliną unosił się więc duch obywatelskiego nieposłuszeństwa.

W początkach stycznia 2017 r. przed sądem stanął oceanograf z uniwersytetu w Nicei Pierre-Alain Mannoni, złapany na przewożeniu kilkorga Erytrejczyków, którym chciał udzielić schronienia. Prokurator żądał sześciu miesięcy w zawieszeniu, ale sąd nie wymierzył żadnej kary. Sam proces zmobilizował kadrę uniwersytetu do wystosowania uroczystego listu do prezydenta Republiki w obronie kolegi, a przy okazji licznych obywateli, którzy świadczą pomoc uchodźcom w tym granicznym regionie. Naukowcy nie stronili od wielkich słów. Ściganie gestów humanitarnych depcze fundamentalne wartości Republiki, prawo azylu i prawa człowieka w ogólności – pisali.

Czytaj też: Macron chce zreformować islam

Wolność, równość... braterstwo?

Jeszcze w 1995 r., kiedy mnożyły się procesy Francuzów pomagających tzw. sans-papiers, przybyszom bez dokumentów, czyli nielegalnym, nazwano takie postępowanie „przestępstwem solidarności”. Po zwycięstwie Hollande’a w 2012 r. Manuel Valls, ówczesny minister spraw wewnętrznych, obiecał zniesienie tego przepisu, ale skończyło się na rozszerzeniu grona osób niepodlegających karze: w zasadzie nie powinno się ścigać nikogo, kto działa bezinteresownie, a pilnie potrzebna pomoc polega na dostarczeniu żywności, mieszkania czy leków.

Tymczasem nie tylko policja nęka kontrolami, ale kilka osób zostało ukaranych grzywną bądź aresztem w zawieszeniu. Dlaczego więc Herrou czy wspomniany wykładowca w ogóle są ścigani? Bo państwo dąży do uszczelnienia granic i nasilenia kontroli, a ci romantycy utrudniają to nie tylko na poziomie praktycznym, ale przede wszystkim ideologicznym, powołując się w dodatku na świętości republikańskie (braterstwo) i chrześcijańskie (pomoc i miłosierdzie).

To długa historia, ciągnąca się właściwie do dziś. Ale przynajmniej dla Cédrika Herrou – i wszystkich francuskich prawników – zakończyła się zwycięstwem. Po czterech lata postępowań sąd kasacyjny odrzucił skargę prokuratora generalnego z Lyonu na uwolnienie rolnika od wszelkiego dalszego nękania.

Ale najważniejsze: jak wiadomo, Republika Francuska ma w swej dewizie znane wszystkim hasło „wolność, równość, braterstwo”. Francuska Rada Konstytucyjna – z grubsza odpowiednik naszego dawnego prawdziwego Trybunału Konstytucyjnego – na podstawie rozpatrzenia tzw. priorytetowej kwestii konstytucyjnej wydała orzeczenie na temat „przestępstwa solidarności”. Otóż stwierdziła w istocie, że słowo „braterstwo” w dewizie nie może być puste. Orzeczenie sprowadza się do podkreślenia, że każdy, kto udziela pomocy człowiekowi polegającej na poradzie prawnej, dostarczeniu pożywienia, schronienia, noclegu, opieki medycznej i – uwaga – każdej innej pomocy zmierzającej do zagwarantowania godnego życia, nie może być karany, jeśli to czyni pro bono, czyli bez wynagrodzenia. Prawnicy uznali, że to orzeczenie – z 6 lipca 2018 r. – ma znaczenie historyczne.

Czytaj też: Eric Zemmour. Wieszcz skrajnej prawicy

„Militaryzacja na granicy” zawsze źle wróży

Francja nie jest żadnym rajem. W Alpach Nadmorskich prawa człowieka dalej są łamane, policja i żandarmeria – jak twierdzą wolontariusze organizacji pomocowych – używają przemocy wobec otwarcie nielegalnych imigrantów. Ale są też policjanci i żandarmi, którzy po cichu wspierają wolontariuszy, kierując się pobudkami humanitarnymi. Dwaj profesorowie zdrowia publicznego we Francji – sami jeżdżący pomagać uciekinierom – napisali list do władz wskazujący, iż „militaryzacja na granicy” niczego dobrego nikomu nie przynosi.

Mam nadzieję, że czytelnicy sami dostrzegą zarówno podobieństwa, jak i różnice sytuacji w obu krajach.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Wymarsz z religii

W szkołach średnich, w dużych miastach, uczestniczący w lekcjach religii to już mniejszość. Topniejąca z roku na rok.

Joanna Podgórska
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną