Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Przesilenie w wojnie? Rosjanie mówią o odwrocie spod Kijowa

Wiceminister obrony, gen. płk Aleksander Fomin Wiceminister obrony, gen. płk Aleksander Fomin Vladislav Timofeyev / TASS / Forum
Amerykanie wstępnie potwierdzają rosyjskie zapewnienia o początku wycofania spod Kijowa. Jeśli odwrót rzeczywiście się zaczął, można mówić o przesileniu, choć jeszcze nie o końcu wojny.

„Ministerstwo obrony Federacji Rosyjskiej w celu podniesienia poziomu wzajemnego zaufania, stworzenia warunków do dalszego prowadzenia rozmów oraz osiągnięcia celu, którym jest podpisanie porozumienia, podjęło decyzję o znacznym ograniczeniu działań wojskowych na kierunkach kijowskim i czernichowskim” – powiedział wiceminister obrony Aleksander Fomin po pierwszych od dłuższego czasu bezpośrednich rozmowach z delegacją ukraińską w Stambule.

Status wygłaszającego te słowa przedstawiciela rządu w Moskwie może nie był najwyższy, ale ich treść można uznać za przełomową na obecnym etapie wojny. Po raz pierwszy Rosjanie zadeklarowali, że rezygnują, a w każdym razie zmniejszają zaangażowanie na jednym z kierunków operacji, i to uznawanym za kluczowy.

Fiszer: Żołnierz na telefon, czyli dowodzenie po rosyjsku

Nowy cel „operacji specjalnej”

Może Rosjanie zmierzyli się z rzeczywistością i zdali sobie sprawę, że siłami wysłanymi na Ukrainę nie są w stanie zająć stolicy, a nawet jej okrążyć, co próbowali w zasadzie od początku inwazji. Najwyraźniej nie są też gotowi, przynajmniej jeszcze nie teraz, na strategiczne zwiększenie zaangażowanych sił, bo wymagałoby to mobilizacji i zgromadzenia wojsk wielokrotnie większych niż te, które mają do dyspozycji. A może postanowili zmienić narrację i wbrew faktom widocznym na ziemi podtrzymywać tezę, że głównym celem wkroczenia na Ukrainę nie była „denazyfikacja” i „demilitaryzacja”, czyli usunięcie legalnych władz, a wyłącznie ochrona – czytaj: zajęcie – tzw. donieckiej i ukraińskiej republiki ludowej.

Nie znamy jeszcze w pełni sytuacji wokół Kijowa, zmienia się ona dynamicznie, ale nawet jeśli Rosjanie rzeczywiście się wycofują, koniec wojny wcale nie musi być bliski. Zmniejszenie zagrożenia dla stolicy oznacza bowiem zwiększenie zagrożenia dla wschodniej Ukrainy – może tylko Donbasu, Ługańska oraz tzw. korytarza lądowego z Krymu do Rosji, a być może dla całej Ukrainy zadnieprzańskiej, czyli połowy kraju.

Czytaj też: Dlaczego Rosjanie popierają Putina i wciąż chwalą Stalina

Wracają Szojgu i Gierasimow

Sugestia skupienia się na Donbasie padła już w czasie piątkowej konferencji dowództwa operacji specjalnej, jak Rosja cały czas nazywa wojnę w Ukrainie. Występujący na niej przedstawiciel sztabu generalnego ogłosił pełną realizację celów pierwszej fazy, wystarczające osłabienie sił przeciwnika oraz właśnie przejście do „pełnego wyzwolenia Donbasu”. To jednak była deklaracja wyłącznie wojskowa, i to na niezbyt wysokim szczeblu – w konferencji nie uczestniczyli najważniejsi wojskowi Rosji, i to w sytuacji, gdy od kilku dni padały pytania, gdzie się podziali.

Może dlatego w poniedziałek ten sam komunikat powtórzył sam minister obrony, też niewidziany od dłuższego czasu Siergiej Szojgu. A żeby położyć kres wszelkim plotkom i pogłoskom, za stołem siedział również szef sztabu generalnego Walery Gierasimow, także od dawna niewidziany. Obecność tych dwóch szefów rosyjskiej obrony podnosi rangę oświadczenia dotyczącego Ukrainy i Donbasu. Trzeba zastrzec, że Szojgu nie odnosił się do sytuacji wokół Kijowa i nie wspominał o żadnym wycofaniu. Oświadczeniom tym nie wolno na słowo wierzyć, trzeba deklarowane intencje konfrontować z wydarzeniami faktycznymi – rosyjscy politycy i dyplomaci, a również wojskowi to zawodowi kłamcy i krętacze.

Bryc: Putin ma plan i go realizuje. Nie chodzi wcale o zdobycie Kijowa

Naprawdę się wycofują?

Ale właśnie dlatego interesujące były doniesienia dziennikarza CNN, głównego korespondenta do spraw obronnych, który w oparciu o amerykańskie źródła wywiadowcze sygnalizuje, że wycofanie Rosjan rzeczywiście się zaczęło. Jim Sciutto dodaje, że wywiad ma oceniać ruchy Rosjan nie jako tymczasowe i zmierzające do przegrupowania, ale długoterminowe i strategicznej natury. To oczywiście bardzo pospieszne analizy i nie całkiem wiadomo, na czym są oparte wyciągane z nich daleko idące wnioski.

Więcej na temat ruchów Rosjan dowiedzieliśmy się z wieczornego briefingu rzecznika Pentagonu. John Kirby przyznał, że departament obrony już zauważył pewne przemieszczenia wojsk, ale na niewielką skalę. Trudno z nich odczytać intencje Rosjan i na razie Amerykanie uznają je za przegrupowanie, a nie wycofanie. Przedstawiciel Pentagonu przestrzegł, by nie dawać się nabrać na rosyjskie zapewnienia, i podtrzymywał ocenę, że zagrożenie dla Kijowa wciąż istnieje.

„Cele Putina na pewno wykraczają daleko poza Donbas – mówił Kirby. – A ostatnie oświadczenia Kremla mogą oznaczać przedstawianie niepowodzeń jako kolejnej fazy operacji”. Kirby niechętnie, ale przyznał, że Rosjanie przez miesiąc nie odnieśli żadnego istotnego sukcesu. Na pewno jednak jest dziś za wcześnie, by Waszyngton uznał, że wycofują się spod Kijowa. „Najlepiej, żeby w ogóle wycofali swoje wojska do baz w Rosji” – odpowiedział Kirby na pytanie, co by przekonało USA.

Większą pewność co do prawdziwości rosyjskich deklaracji uzyskamy więc po kilku dniach, kiedy zdjęcia satelitarne oraz ukraiński zwiad potwierdzą opuszczanie przez Rosjan wcześniej zajętych pozycji. Równie istotny będzie kierunek przemieszczania się tych wojsk – czy wrócą do Rosji, czy zostaną wprost skierowane do wschodniej Ukrainy i ewentualnie dokąd konkretnie trafią.

Czytaj też: Zagadka niemocy rosyjskiej armii? Korupcja

Wierzyć czy nie wierzyć?

Wszyscy pamiętamy, jakie nadzieje na deeskalację były związane z ogłoszonym przez Rosję na tydzień przed inwazją wycofaniem spod granicy Ukrainy. Błędu nadmiernej ufności nikt tym razem nie powtórzy, bez dokładnego sprawdzenia nie będzie dalszych potwierdzeń. Rosja może akurat teraz opisywać rzeczywistość wymuszoną okolicznościami, co nie znaczy, że opisuje swoje rzeczywiste intencje.

Przedłużająca się wojna i coraz bardziej udane, choć mające wyłącznie taktyczny zasięg, kontrofensywy Ukraińców sprawiają, że sytuacja agresorów pogarsza się, zamiast poprawiać. Mimo dokonywanej przez Rosję rotacji pododdziałów zastój na frontach operacji ukraińskiej widoczny był od kilku tygodni, Rosjanie po prostu nie byli w stanie skutecznie nacierać jednocześnie z wielu kierunków przy tak silnym i skutecznym oporze.

Rosji potrzebna jest dłuższa pauza i solidniejsze przegrupowanie, narracja o koncentracji na Donbasie może się Kremlowi wydawać najbardziej wiarygodna, a zarazem nie oznacza wycofania z Ukrainy. To na razie oznacza wyłącznie większe kłopoty dla obrońców ukraińskiego Donbasu i więcej czasu na przygotowanie kolejnej fazy operacji przez Rosjan.

Czytaj też: Ośli upór Rosjan. Nie ma co paplać, trzeba dozbrajać

Zaczną się prawdziwe rozmowy?

W kwietniu ma się zacząć w Rosji pobór, a do armii trafi ponad 130 tys. rekrutów. Jeśli nie będzie masowej ucieczki przed przymusem pod wpływem strachu przed wysłaniem na ukraiński front, za kilka miesięcy Rosja będzie mieć do dyspozycji świeże siły. Dochodzą również pogłoski o jakiejś „cichej” mobilizacji rezerwistów, którzy mogą nie palić się do armii, ale mogą nie mieć wyboru.

Obniżenie intensywności walk i ich ograniczenie do wschodniej części Ukrainy może więc być przykrywką dla zgromadzenia nowych lub większych zasobów. Bijąca się w tym czasie o Donbas armia ukraińska będzie z jednej strony bardziej wyczerpana, ale może otrzymać o wiele więcej zachodniego uzbrojenia i przeszkolić dziesiątki tysięcy ochotników.

Dla oceny, w którym kierunku prowadzi to przesilenie – w stronę pokoju czy trzeciej ofensywy – ważne też będzie to, co wydarzy się na froncie dyplomatycznym. Wiceminister Fomin powiedział, że Rosja wycofa się spod Kijowa, by doprowadzić do porozumienia. A zatem po potwierdzeniu wycofania należy oczekiwać decydujących rozmów, a nie tylko takich, które będą utrzymywać negocjacje w toku. Dopiero połączenie obniżenia intensywności i obszaru walk z czytelnymi pozytywnymi intencjami doprowadzenia do rozejmu będzie stanowić podstawę nadziei na pokój.

Czytaj też: Imperium znów atakuje. Co jest ostatecznym celem Putina?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną