Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

37. dzień wojny. Tajemniczy atak na Biełgorod w Rosji

Nad ranem pojawiła się informacja o wielkim pożarze składu paliw w Biełgorodzie w Rosji, nieco ponad 40 km od granicy z Ukrainą. Nad ranem pojawiła się informacja o wielkim pożarze składu paliw w Biełgorodzie w Rosji, nieco ponad 40 km od granicy z Ukrainą. AFP / Russian Emergencies Ministry / EAST NEWS
Nad ranem dotarła informacja o wielkim pożarze składu paliw w Biełgorodzie w Rosji, nieco ponad 40 km od granicy. Czy to faktycznie efekt działania ukraińskich sił, czy też znów wyłazi na jaw rosyjski bardak?

Sprawa jest niesamowicie ciekawa, zwłaszcza że rozpisują się o niej media rosyjskie, a ukraińskie milczą jak zaklęte: jest informacja o wielkim pożarze w składzie paliw, ale cicho o udziale sił Ukrainy. Przypomniano przy tej okazji wypowiedź doradcy Zełenskiego Ołeksija Arestowycza, że Ukraina broni się u siebie i nie atakuje przeciwnika na jego terytorium.

Wydaje się mimo wszystko, że precedensy były. Już 25 lutego, drugiego dnia wojny, dwie rakiety Toczka-U spadły na lotnisko Millerowo w rejonie Rostowa nad Donem. Spłonęły wtedy dwa samoloty myśliwsko-bombowe Su-30M (zdjęcia potwierdzają zniszczenie minimum jednego). Rosjanie informowali o dwóch rakietach balistycznych Toczka-U – Ukraińcy temu nie zaprzeczali, ale i niczego nie potwierdzili. A później pojawiło się oświadczenie Arestowycza, że nie atakują celów w Rosji. To jak jest naprawdę?

Czytaj też: Dlaczego Rosjanie popierają Putina i wciąż chwalą Stalina

Płonie rosyjski skład paliw

Najpierw podano, że Ukraińcy użyli teraz rakiet Toczka. Później ktoś popatrzył na mapę i stwierdził, że uwzględniając pozycje rosyjskiej 6. armii, która podeszła pod sam Charków, atak musiałby wyjść z rejonu na południe. To na granicy zasięgu rakiet w odmianie Toczka-U i poza zasięgiem „zwykłej” Toczki. Ukraina ma jedną i drugą wersję w uzbrojeniu.

Później ogłoszono, że chodzi o dwa śmigłowce szturmowe Mi-24. Byłem sceptyczny. Takie maszyny rzadko zapuszczają się tak daleko w głąb wrogiego terytorium, bo to misja niemal samobójcza. Do tego już 29 marca w Biełgorodzie wyleciał w powietrze skład amunicji, a wówczas o żadnym ataku się nie mówiło. Wyleciał, „bo tak”, na takiej samej zasadzie, na jakiej czasem wylatują w powietrze rosyjskie okręty, przypuszczalnie wskutek niedbalstwa i niewłaściwego obchodzenia się z amunicją wymagającą szczególnej troski.

Tym razem na niektórych filmach z kamer przemysłowych faktycznie widać śmigłowce Mi-24. Odpalają nawet rakiety niekierowane S-8 kal. 80 mm. Materiały nie są najlepszej jakości, ale po liczbie rakiet w salwie można wnosić, że to właśnie S-8.

Trzeba przyznać, że to niesamowite. Dwie (co najmniej) szalenie odważne załogi najpierw musiały przelecieć nad rosyjskimi wojskami gdzieś w rejonie Charkowa, a następnie dostać się do Biełgorodu. Pokonały minimum 70 km nad wrogim terytorium, lecąc z prędkością ok. 200–220 km/h. A to oznacza 19–20 minut lotu w jedną stronę – razem z atakiem to ok. 40 minut nad Rosją. W tym terenami gęsto obsadzonymi przez jej wojska, teoretycznie nasycone środkami przeciwlotniczymi.

Czytaj też: Dlaczego z rosyjskich czołgów wypadają wieże?

Gdzie są rosyjskie radary?

To znów obnaża słabość rosyjskiej machiny wojennej, w tym wypadku systemu obrony przeciwlotniczej wojsk i obrony powietrznej obszaru kraju. Gdzie są radary? Gdzie zautomatyzowany system dowodzenia obroną powietrzną? Jest wojna i nie pełnią dyżurów samoloty wczesnego reagowania A-50? To taki odpowiednik E-3 AWACS, latający radar pozwalający na obserwację dużych połaci przestrzeni powietrznej, w tym samolotów i śmigłowców poruszających się na bardzo małych wysokościach, trudnych do wykrycia dla naziemnych radarów.

Właśnie z tego powodu na Zachodzie już w latach 80. wprowadzono do użycia samoloty dozoru radiolokacyjnego, jak AWACS. Odtąd nieodłącznie uczestniczą we wszystkich konfliktach z udziałem NATO: od Zatoki Perskiej po Bałkany, a nawet Afganistan. AWACS-y, głównie odmiany E-3, ale też inne, nieustannie dyżurowały w powietrzu, zapewniając skuteczne zarządzanie niebem.

Rosjanie też dorobili się takiego samolotu – A-50 Szmiel (trzmiel). To potężny radar dozoru przenoszony przez duży samolot transportowy Ił-76. Chwalili się nim na paradach, a jakże. Ale gdy nadeszła wojna, A-50 gdzieś przepadł. Obecnie 19 takich maszyn używa 2457. Baza Wykorzystania Bojowego Samolotów Wykrywania Radiolokacyjnego Dalekiego Zasięgu, wyposażona w 13 sztuk A-50 i sześć ulepszonych A-50U, trzy inne samoloty tego typu są zmagazynowane. To ciekawe: odstawiać do rezerwy tak cenne samoloty? Można założyć, że zostały wybebeszone na części zamienne i stoją bezużyteczne w trawie.

Fiszer: Żołnierz na telefon, czyli dowodzenie po rosyjsku

Fronty w Ukrainie. Odwrót spod Kijowa?

Co na frontach w Ukrainie? Część rosyjskich wojsk wycofuje się z obszaru na zachód od Kijowa. Aktywność w eterze świadczy o dużym bałaganie, rosyjscy dowódcy bezskutecznie nawołują podwładnych i nie mogą znaleźć własnych pododdziałów, które poruszają się całkiem bezładnie. Wycofujące się oddziały należą do 35. i 36. armii oraz 76. Czernichowskiej Dywizji Powietrzno-Szturmowej Gwardii. Brak informacji o elementach 29. armii, która pozostaje w zachodnim sektorze i umacnia obronę. Pojawiają się doniesienia o wycofaniu żołnierzy z terenu Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej, a spółka EnerhoAtom opublikowała dokument o przekazaniu kontroli nad tym obszarem administracji ukraińskiej.

Swoją drogą pojawiły się i takie informacje, że Rosjanie nie tylko obsadzili najbardziej skażone tereny czarnobylskiej strefy wykluczenia, słynny już Czerwony Las, ale też zaczęli się tam okopywać, wywalając saperkami zwały silnie skażonej ziemi. Skończyło się tak, że odwożono ich do kliniki radiologicznej w białoruskim Homlu. Mądrość rosyjskich dowódców nie przestaje zadziwiać.

Ukraińskie kontrataki pod Czernihowem zaczynają przynosić efekty i wygląda na to, że okrążone miasto zostanie wkrótce odblokowane. Z dobrych wiadomości jest i ta, że 6. Lwowski Pułk Czołgów Gwardii z 90. Witebsko-Nowogrodzkiej Dywizji Pancernej Gwardii wydaje się całkowicie otoczony w kotle pomiędzy Bobrowicą, Nowym Basanem a Hoholiwem, mniej więcej na wschód od Kijowa. Pułk jest dość bierny, nie próbuje wydostać się z okrążenia, zapewne nie ma paliwa, a jest nadzieja, że kończy mu się także amunicja.

Najgorętszym miejscem pozostaje Izium. Ukraińcy prawdopodobnie bronią się już tylko w południowej części miasta, w dodatku w warunkach izolacji. Rosjanie wzmocnili się tu najpewniej częściami 1. Armii Pancernej Gwardii spod Sum i 6. armii spod Charkowa. Nadal robią powolne postępy na południe, ale nie opuszczają Kamianki (obwód charkowski) i Topolska.

.Karolina Żelazińska/Polityka.

Czytaj też: Ośli upór Rosjan. Nie ma co paplać, trzeba dozbrajać

Poborowi Rosji nie pomogą

Rosyjskie ministerstwo obrony poinformowało, że w atakach lotniczych zniszczono bazy ukraińskiej obrony przeciwlotniczej z wyrzutniami S-300. Nie ma na to jednak dowodów, a krążące w internecie zdjęcia pochodzą z okolic Dniepra w pierwszych dniach wojny. Wygląda na to, że jakiś sukces musi być, a front ich raczej nie dostarcza...

Z kolei Charków cały czas jest pod silnym ostrzałem. Według niektórych informacji zdaje się on zmniejszać. Tutaj głównym kierunkiem działań pozostaje Izium-Słowiańsk.

W obwodach donieckim i ługańskim trwają próby przerwania ukraińskiej obrony. Rosjanie atakują znów w miejscowościach Popasna i Rubiżne, co wydaje się typowym „wielokrotnym waleniem głową w mur”, w dodatku z coraz większą intensywnością. Morale sił Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej są skrajnie niskie, żołnierze oddają się więc często do niewoli. Ale że cieszą się wśród Ukraińców najmniejszym szacunkiem, to są traktowani jak zdrajcy (w 2014 r. niektórzy ukraińscy żołnierze przeszli na stronę separatystów). To kolejny kierunek, na którym spodziewane jest wzmocnienie rosyjskich sił, aczkolwiek przerzut wojsk przebiega zadziwiająco wolno. Wycofywane jednostki trzeba odtworzyć i uzupełnić ich stan, a za bardzo nie ma czym ani kim.

Ruszający 1 kwietnia pobór nie da Rosji gotowych do walki żołnierzy przynajmniej przez kilka miesięcy. Według prawa minimalny okres szkolenia przed wysłaniem żołnierzy na działania wojenne wynosi cztery miesiące, choć niewykluczone, że przepisy zostaną zmienione lub po prostu złamane. Tymczasem poborowi bez właściwego szkolenia mogą tylko pogłębić bałagan w rosyjskich szeregach, i tak już niemały.

Były prezydent Estonii: Rosję trzeba pokonać, zanim nas zniszczy

Heroiczna obrona Mariupola

W Mariupolu nie doszło do zawieszenia broni. Rosjanie zestrzelili nieopodal ukraiński śmigłowiec Mi-8, prawdopodobnie wracający z rannymi żołnierzami. Pojmano dwóch jeńców, nie jest jasne, czy należeli do załogi, czy byli pasażerami.

Heroiczna obrona Mariupola jest czymś absolutnie niewiarygodnym. Miasto wciąż blokuje główną drogę z Doniecka na Krym. Ukraińcy zapowiedzieli, że spróbują odblokować teren, niepodjęcie takiej próby nazywają nawet „hańbą”. Niestety, szanse na to są nikłe. Co prawda odbili kilka wiosek w obwodzie zaporowskim, ale do przełamania rosyjskiej obrony jest jeszcze daleko.

Czytaj też: Zagadka niemocy rosyjskiej armii? Korupcja

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
18.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną