Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

59. dzień wojny. Trwa wyścig z czasem, Ukraina czeka na broń

Brażkiwka, 21 kwietnia 2022 r. Brażkiwka, 21 kwietnia 2022 r. Efrem Lukatsky/AP Photo / EAST NEWS
Bitwa o Donbas wkracza w decydującą fazę, a pod Iziumem nastąpiło niebezpieczne włamanie. Ukraina odbiera tymczasem dostawy broni z Zachodu. Czy zdąży jej użyć do opanowania trudnej sytuacji?

Sytuację na froncie przełamuje się w 24–72 godziny, w przeciwnym razie to tylko pełzanie przez kolejne rubieże obrony przy znacznych stratach. W tym wypadku straty są znaczące z obu stron, a Rosjanie, choć płacą krwawą cenę, pchają swój walec powoli na południe.

Włamania dokonano w rejonie Brażkiwki. Rosyjskie wojska podeszły do Słowiańska od północnego zachodu na ok. 5 km. Niejasna była sytuacja w Barwenkowie, a to dość ważny węzeł drogowy. Ostatecznie Rosjanie zostali tu odepchnięci. Według najnowszych doniesień walki toczą się teraz w miejscowości Krasnopilja ok. 15 km od Słowiańska. I choć sytuacja wydaje się opanowana, wciąż jest bardzo niebezpiecznie. Najeźdźcy zgromadzili tutaj wielkie siły.

Czytaj też: Putin to notoryczny kłamca. Maskirowka Rosję zgubi

Paliwo, amunicja, pralki i psie budy

W normalnej sytuacji włamanie miałoby znaczenie wyłącznie lokalne, ale stało się niemal hubem, przez który można wozić zaopatrzenie. Przypomnijmy, że nacierają tu pododdziały 1. Armii Pancernej Gwardii, a jej dwie sztandarowe dywizje mogą wystawić osiem–dziewięć batalionowych grup bojowych (2. Tamańska Dywizja Zmechanizowana Gwardii) lub pięć–sześć (4. Kantemirowska Dywizja Pancerna Gwardii). Jedna taka grupa to ok. 30 czołgów, dziesięć bojowych wozów piechoty, 18–36 dział samobieżnych, kilkanaście innych pojazdów pancernych, do 50 ciężarówek. Czołg zużywa dziennie ok. 600 l paliwa na samo funkcjonowanie systemów i manewrowanie, zakładając, że jest aktywny przez 15–20 godzin. Działo samobieżne podobnie. Dodajmy pozostałe pojazdy opancerzone i ciężarówki – 40–50 tys. l.

Do tego amunicja – dla samych czołgów 1,2–1,3 tys. naboi, ze skrzyniami to jakieś 50 ton. Drugie tyle dla artylerii (jeśli nie więcej), nie licząc innego uzbrojenia. Lekko licząc, batalionowa grupa bojowa potrzebuje codziennie 150–200 ton amunicji, czyli 20–25 ciężarówek, no i z dziesięciu cystern samochodowych (wojskowych, na terenowych podwoziach).

W sumie do każdej grupy powinno dojechać codziennie minimum 35 ciężarówek. Jeśli walczą trzy, wychodzi ponad setka. Która musi przejechać z Kupiańska, gdzie zaopatrzenie dowozi kolej, a to 120 km. Tu z kolei samochody trzeba załadować. Jeśli droga jest zawalona batalionowymi grupami bojowymi, to w czasie przepraw przez Doniec w Iziumiu staje się mocno obciążona i wrażliwa na ostrzał. Jeśli faktycznie Rosjanie wepchnęli tu 25 batalionowych grup bojowych, a w walce uczestniczy np. sześć naraz, to muszą wysłać dziennie ponad 200 ciężarówek z zaopatrzeniem dla walczących i kolejne 200 dla reszty, która nie walczy na pierwszej linii, ale potrzebują paliwa, amunicji, racji żywnościowych itd. Do tego pododdziały wsparcia i zabezpieczenia. Musi tu krążyć 600 ciężarówek, w jedną stronę wożąc zapasy, z powrotem skradzione pralki, lodówki, telewizory, dywany, rowery i psie budy. Licząc załadunek i rozładunek, jedna ciężarówka zrobi maksymalnie kurs na dobę.

.Karolina Żelazińska/Polityka.

Bryc: Zagadka niemocy rosyjskiej armii? Korupcja

Czy broń dotrze do Ukrainy na czas?

Tymczasem do Ukrainy zaczyna docierać nowa partia uzbrojenia z Zachodu. Najważniejsze są teraz amerykańskie haubice kal. 155 mm (plus 40 tys. pocisków). Kolejnych 37 haubic, tym razem holowanych typu M777, ma dosłać Kanada, pierwsza bateria jest już w drodze. Jeśli Ukraina zdoła wprowadzić pod Iziumem jeszcze jeden czy dwa dywizjony artylerii, to z własnymi jednostkami i za pomocą bezpilotowców, takich jak flyeye firmy WB Electronics z Ożarowa, może srogo poharatać wroga i jego zaopatrzenie. Gdyby się nagle okazało, że Rosjanie muszą oszczędzać amunicję, to znów mogliby ponieść poważne straty.

Wydaje się, że ponownie jako pierwsze dotarło lekkie uzbrojenie, głównie przeciwlotnicze zestawy rakietowe bliskiego zasięgu odpalane z ramienia, znane jako MANPADS (Man Portable Air Defense System – Indywidualny System Przeciwlotniczy). To amerykańskie stingery, brytyjskie starstreaki, polskie gromy i ich rozwinięcie piorun (jeden z najlepszych tego typu na świecie; dzięki celownikowi noktowizyjnemu można strzelać z niego w nocy – produkt MESKO ze Skarżyska Kamiennej). Pociski te, a także używane przez Ukraińców starsze, postsowieckie igły, mają zasięg do ok. 5 km, zwalczany samolot nie może lecieć wyżej niż 3–3,5 tys. m. Dziś używa się ich głównie do walki ze śmigłowcami bojowymi i większymi dronami, zostawiającymi tzw. ślad termiczny w podczerwieni (mają gorące elementy, np. silnik). Samoloty bojowe latają na wysokości 8–12 tys. m, obserwują cele przez kamery w zasobnikach celowniczych i używają precyzyjnego uzbrojenia kierowanego. Ale Rosjanom najwyraźniej brakuje zarówno zasobników celowniczych (co z ich zapowiadaną produkcją?), jak i amunicji kierowanej, którą zdążyli w większości zużyć. Dlatego muszą używać uzbrojenia lotniczego tej generacji, jakiej Zachód po raz ostatni użył na większą skalę w czasie „Pustynnej Burzy” ponad 30 lat temu, gdy wyzwalano Kuwejt spod irackiej okupacji. A żeby takiej amunicji używać i jeszcze w coś trafić, to trzeba schodzić nisko, chroniąc się przed ogniem. Dlatego jak ulęgałki spadają nawet najnowsze rosyjskie bombowce Su-34 czy wielozadaniowe Su-30SM i Su-35.

Na lądzie rosyjska koncentracja pod Iziumem jest jednak przytłaczająca dla obrońców. Zmagają się z olbrzymią masą wciąż groźnych czołgów i walczą pod ogniem artylerii, która na szczęście tłucze bardziej powierzchniowo. Korygowanie ognia z dronów u Rosjan nieco kuleje. I nic dziwnego, skoro ich podstawowy aparat rozpoznania taktycznego Orłan 10 produkowany w Sankt Petersburgu i sprzedawany wojsku za mniej więcej 100 tys. dol. lata z aparatem Canon EOS 750D, jaki na Allegro można kupić za 2,5–3 tys. zł. Oczywiście na aparacie jest system wysyłania fotografii na naziemne stanowisko dowodzenia. Dowcip polega na tym, że do tego celu wykorzystuje się komercyjne modemy, zakłócane przez Ukraińców.

Czytaj też: Rosyjska mentalność, dusza. Dlaczego jest, jaka jest?

Artyleria – Bóg wojny

Celna artyleria to skarb. Musi działać jak dobrze naoliwiona maszyna – drony, radary namierzające wrogie działa i moździerze, kodowane systemy transmisji obrazu z jednych i drugich, komputerowy system kierowania ogniem, który przeliczy wszystkie dane, dobrze wyszkolone dywizjony. A gdzieś w tej pętli dowódca związku taktycznego, który wskaże, co zniszczyć najpierw, a co może poczekać. Coś takiego budowali Ukraińcy, którzy od ładnych paru lat szkolili się pod okiem NATO. Teraz ta artyleria, ich własna, a wkrótce, miejmy nadzieję, także ta wysyłana przez Zachód, pomoże im wykrwawić przeciwnika. Będzie kąsała boleśnie, niszcząc kolumny wojsk, które zatrzymały się w ciasno upchanej formacji; od wybuchu jednego pojazdu będzie zapalał się drugi. Będą wylatywać w powietrze ciężarówki z amunicją.

Postawcie się na chwilę w roli kierowcy trójosiowego, ciężkiego urala, załadowanego 5 t pocisków do czołgów. Zbliżacie się do przeprawy w Iziumiu. Obok pontonowego mostu, przez który macie przejechać, tryska woda. Salwa... Widzicie z daleka błyski na moście, rozszarpują ciężarówkę jadącą 2 km przed wami. Po chwili słyszycie przejmujący huk… Tylko na filmach błysk i huk są jednocześnie. Każdy, kto widział wojnę z bliska, wie, że jest jak w czasie burzy. Najpierw błyski, kilka sekund później huk. A teraz, Saszka, twoja kolej. Teraz ty masz przejechać przez ten cholerny most. Co czujesz, prowadząc urala z 5 t amunicji za plecami? A przecież dalsza droga też nie jest usłana różami...

Czekam, aż Ukraińcy dostaną działa. Byle tylko wytrzymali ten potworny napór żelaznej hordy. Najgorzej jest pod Iziumem, Krasnopilją i Brażkiwką. Od południa ruszył atak w rejonie Huljapoła. Tam też nie jest lekko. Trwają walki na ulicach Popasnej i Rubiżnego. Tutaj ukraińskie wojska się trzymają, nie dają się wypchnąć. Ale siły rosyjskie znów podchodzą pod Zariczną, niedawno odzyskaną. Tym razem od północy, od strony Terni, podchodzi tu 74. Zwienogrodzko-Berlińska Brygada Zmechanizowana Gwardii, zaś od wschodu, od Kreminnej – pułki 90. Witebsko-Nowogrodzkiej Dywizji Pancernej Gwardii, jednostki syberyjskie z Centralnego Okręgu Wojskowego. Sama Zariczna jest twardo trzymana, walki są niezwykle zacięte. I wszędzie śmierć zbiera żniwo, po obu stronach.

Thomas Piketty: To jest wojna imperialna z poprzedniej epoki

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną