Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

69. dzień wojny. Rosyjski miszmasz. Na Zachodzie już się tak nie walczy

Rosyjscy żołnierze w Mariupolu. Maj 2022 r. Rosyjscy żołnierze w Mariupolu. Maj 2022 r. Peter Kovalev / TASS / Forum
Upór, z jakim Rosjanie usiłują przebić się do Donbasu, jest ogromny. Ciężkie walki trwają, a zdołali posunąć się naprzód tylko pod Limanem na północny wschód od Słowiańska. Warto wciąż przybliżać wadliwą strukturę ich wojsk.

Na froncie bez większych zmian, choć walki są niesamowicie zacięte. Pod Izium Rosjanie ściągnęli aż pięć armii! Na głównym kierunku naciera 1. Armia Pancerna Gwardii w pierwszym rzucie, a w drugim 20. Armia Gwardii. Prawe, zachodnie skrzydło osłaniają przetrzepane 35. i 36. armia, zaś lewe, wschodnie – 2. Armia Gwardii. Pchnięto tu także dwie elitarne dywizje powietrzno-desantowe (DPD): 76. Czernihowską DPD Gwardii i 106. Tulską DPD Gwardii.

A to tylko kierunek iziumski. Pod Limanem operuje 41. armia, pod Rubiżnem i Siewierodonieckiem – 5. armia. Na Popasną i z Doniecka naciera 8. Armia Gwardii, w stronę Zaporoża i na Hulajpole – 58. armia. Chersoń trzymają 49. armia i 22. Korpus, a na podejściach do Charkowa broni się 6. armia. Broni się, bo ukraińskie wojska powoli, ale systematycznie odzyskują pojedyncze wioski. 6. armia jest tak osłabiona, że nie zawsze zabiera ciała swoich zabitych. Ukraińcy odnajdują je na wyzwolonych terenach, niektóre leżą tu już dwa miesiące.

Czytaj też: To są ci najlepsi rosyjscy dowódcy?

Ługanda, Donbabłe i tajemnicze pożary

Jak pewnie państwo zauważyli, z układanki zniknęła 29. armia, która osłaniała prawe skrzydło natarcia na Kijów po zachodniej stronie Dniepru. Została zatrzymana pod Buczą i Irpieniem. Stoczyła dramatyczną walkę o utrzymanie dróg zaopatrzenia dla zgrupowania, nieustannie ostrzeliwanego przez ukraińską artylerię i atakowanego przez formacje zmechanizowane. Latały tu bayraktary, działały siły specjalne i weterani z Donbasu walczący w szeregach wojsk obrony terytorialnej od 2014 r. Ciężkie niedostatki zaopatrzenia legły u podstaw zatrzymania Rosjan pod Kijowem, a sama 29. armia poniosła takie straty, że najwyraźniej do Ukrainy już nie wróciła. Na niewiele się pewnie nada przez wiele miesięcy.

Oczywiście są jeszcze „armie” dwóch śmiesznych republik, Ługańskiej i Donieckiej, zwanych przez Ukraińców Ługandą i Donbabłe, ale mają raczej marną reputację. Na siłę wciela się do nich separatystów, którym separatystyczne uczucia minęły, gdy przekonali się, jaką bandycką władzę im zafundowano i jak marne stało się ich życie w nieuznawanej na świecie malutkiej republice, skąd nie sposób nawet wyjechać.

Tymczasem seria tajemniczych pożarów w całej Rosji stała się jakąś plagą. 1 maja groźny ogień zajął Permskie Zakłady Prochowe, które poza materiałami wybuchowymi produkują silniki rakietowe na stały materiał pędny wszelkich typów, w tym dla artyleryjskich zestawów rakietowych BM-21 Grad i Tornado, BM-27 Uragan i BM-30 Smercz, rakiet balistycznych Iskander, ale też rakiet strategicznych Topol-M, Jars i Buława. Prócz tego wytwarza się tu farby, lakiery i ceraty na stoły w ptaszki i kwiatki. Po pożarze może to być towar deficytowy, podobnie jak silniki dla rosyjskich rakiet bojowych.

Co szwankuje w strukturze rosyjskich wojsk

Dlaczego Rosjanom tak nie idzie? Część zagadnień wyjaśniłem wczoraj, ale to temat rzeka. Orkowie nie dostrzegli najwyraźniej ważnych zmian zachodzących w strukturze wojsk, dziś całkowicie zmotoryzowanych. Nie ma już formacji maszerujących na piechotę, jak jeszcze w latach 50., nie ma koni ciągnących działa, wozy taborowe, taczanki łączności, kuchnie polowe, sprzęt saperski… Nie ma zwiadowców na rowerach, nawet motocyklistów jest dużo mniej – jednoślady wyparły quady.

Cała piechota porusza się gąsienicowymi bojowymi wozami piechoty lub kołowymi transporterami, desantowcy poruszają się zaś lekko opancerzonymi samochodami terenowymi, zrzucanymi przez samoloty. Kawaleria powietrzna przemieszcza się śmigłowcami.

Kiedyś pułk piechoty miał kilkadziesiąt pojazdów. Współczesna brygada ma kilkaset, często co najmniej pół tysiąca. Siła ognia też niewspółmiernie wzrosła. Kompania z 10–14 bojowymi wozami piechoty to tyleż szybkostrzelnych działek i wyrzutni kierowanych rakiet przeciwpancernych, mających łącznie ok. 20 karabinów maszynowych, minimum dziewięć ręcznych granatników i z 70 karabinków automatycznych strzelających seriami. Taki arsenał zmiótłby z powierzchni ziemi drugowojenny batalion pieszy, pozbawiony działek szybkostrzelnych, kierowanych rakiet przeciwpancernych, mający najwyżej cztery lekkie działa przeciwpancerne, podobną liczbę słabszych granatników i jakieś 350 karabinów oddających pojedyncze strzały.

Kompania dziś ma ok. 120 ludzi, a drugowojenny batalion mógł mieć i 500. Dlatego bataliony zajmowały wąskie odcinki obrony, a nacierając w składzie pułku, tłoczyły się w niewielkim pasku. Pułk złożony z kilkunastu pojazdów, trochę koni i różnych zaprzęgów to kolumna długa na 3 km. Dzisiejszy rosyjski pułk, zachowujący „taktyczne” odstępy między pojazdami, to kolumna na 15 km. Zaopatrzenia pułk potrzebował kiedyś oczywiście dużo mniej niż batalion zmechanizowany. Paliwa dla kilkunastu pojazdów, nieco furażu dla koni, konserw i sucharów dla żołnierzy, trochę amunicji, bo i środków ogniowych było mniej – piechurzy strzelający dziś seriami z AK czy M16 wywalą pięć razy tyle pocisków co piechurzy oddający dawniej pojedyncze strzały z Mosina, Mausera czy Garanda.

Czytaj też: Imperium do rozbiórki. Putina trzeba osłabić już teraz

Brygada, batalion, kompania

Dlatego w kwestii organizacyjnej wszystko zeszło szczebel niżej. Dziś podstawową formacją taktyczną jest brygada, taki dawny pułk, ale wzmocniony elementami, które czynią ją samodzielną. Brygada planuje działania w sztabie pod kierunkiem szefa sztabu (zastępcy dowódcy brygady). Sztab ma sekcję operacyjną od wyznaczania zadań poszczególnym oddziałom (batalionom) i zarysowania sposobów ich wykonania (unikając nadmiernych szczegółów), sekcję rozpoznawczą do oceny przeciwnika, personalną do organizowania uzupełnień, łączności do kontaktu z podwładnymi (dowódca odpowiada za łączność z podwładnym, a nie odwrotnie), sekcję logistyczną do organizowania materiałowego zabezpieczenia działań itd.

Brygada może mieć do 2 tys. ludzi, a na jej czele stoi co najmniej pułkownik, często generał brygady. Batalionowa grupa bojowa wchodząca w skład brygady ma wszystko, czego jej potrzeba do samodzielnego działania w wyznaczonym pasie. Często nie ma kontaktu wzrokowego z sąsiednim batalionem, ale poważniejsze wsparcie organizuje dla niej dowództwo brygady. Batalion ma swój sztab, ale w formie szczątkowej, zamiast sekcji – po jednym oficerze, który doradza dowódcy. Na szczeblu batalionu planuje się bowiem szczegółowe działania na podstawie otrzymanych zadań i zastanych okoliczności. Batalionem dowodzi podpułkownik lub major. W kompanii z kolei nie ma sztabu – dowódca (kapitan lub major), opierając się na obserwacji terenu i rozkazach z batalionu, układa sobie wszystko w głowie (co notuje dla potomności pisarz kompanii).

W zachodnich armiach działaniami trzech brygad kieruje dowództwo dywizji, które działa dziś tak, jak kiedyś korpus, koordynując ich ruchy i udzielając niezbędnego wsparcia. Brygadom oczywiście stawia zadania, mając na uwadze cały obraz zaplanowanej operacji. Wyżej dziś jest korpus, który stał się związkiem operacyjnym, zdolnym do planowania nawet całych operacji, jak kiedyś dowództwo i sztab armii. Na bazie dowództwa korpusu można rozwinąć dowództwo komponentu lądowego sił połączonych (wojska lądowe, lotnictwo, marynarka wojenna) na teatrze działań wojennych (np. w Europie Środkowej). Szczebel armii na Zachodzie w ogóle nie występuje, nie licząc USA, gdzie na bazie dowództwa armii tworzy się dowództwo całego teatru wojny (Europa, Daleki Wschód lub Afryka i Bliski Wschód). Amerykańska armia wskoczyła szczebel wyżej – na poziom dawnej grupy armii.

Czytaj też: Ukraińska artyleria robi robotę. Rosjanie mogą się bać

Rosja chciała jak Zachód. Wyszedł chaos

A u Rosjan jest prawdziwy miszmasz. Kilkanaście lat temu planowano wejść w wojsku na znaczny poziom uzawodowienia (wprowadzono służbę szeregowych kontraktowych), z niewielką częścią mobilizowaną; wprowadzono pobór, by zyskać wyszkolone rezerwy. Miały być brygady zamiast dywizji i korpusy zamiast armii. Te z kolei miały wejść w skład okręgów wojskowych. Rosjanie chcieli pójść śladem Zachodu, pozbywając się nawet szczebla dywizji. I to był słuszny kierunek.

Można też było zrobić inaczej: zostawić tradycyjne nazewnictwo, ale uczynić z pułku namiastkę samodzielnego związku taktycznego. Należało tylko zmienić filozofię myślenia o planowaniu działań bojowych. Po prostu szczebel dywizji przejąłby funkcje dawnych korpusów – zachowując armię w dawnej postaci, mielibyśmy całkiem autonomiczne pułkowe grupy bojowe wystawiające semi-samodzielne batalionowe grupy bojowe.

Rosjanie zrobili oczywiście inaczej. Zostawili tradycyjne dywizje jako ciężkie, przeładowane sprzętem, nieruchliwe związki taktyczne, w których podstawowe grupy bojowe tworzy się na bazie pułków liczących po 2 tys. żołnierzy i 300–350 pojazdów, zamiast utworzyć batalionowe grupy bojowe po 400–500 żołnierzy i 60–80 pojazdów. Pułk z założenia jest niepodzielny, manewrowanie i zaopatrywanie takiego modułu to koszmar. Spróbujcie rozwinąć pułk z kolumny marszowej w szyk bojowy w reakcji na kontakt z wrogiem. Zajmuje to cztery–pięć razy więcej czasu niż rozwinięcie batalionu w szyki bojowe kompanii. Chaos i dezorganizacja.

Czytaj też: Polskie czołgi dla Ukrainy. Jak bardzo przydadzą się w walce?

Rosyjska drużyna do walki niezdolna

Swoje grzechy mają Rosjanie także na niższych szczeblach. Typowa zachodnia drużyna piechoty liczy 11–12 ludzi, jest tu trzech członków załogi wozu bojowego, dowódca, trzy–czteroosobowa sekcja wsparcia ogniowego (karabin maszynowy, granatnik) i czteroosobowa sekcja piechoty. Piechurzy mogą działać w parach. Dwóch wpada do ogródka czy pomieszczenia w zdobywanym budynku, a dwóch ich osłania. Skaczą do przodu na przemian, osłaniani ogniem karabinu maszynowego, w razie potrzeby wystrzałami z granatnika. Taka drużyna także w razie strat sobie poradzi.

Sowiecka drużyna też kiedyś miała 11 osób: dwóch członków załogi bojowego wozu piechoty, dowódcę drużyny i ośmiu żołnierzy, w tym dwóch strzelców rkm, do tego sekcję z granatnikiem (dwie osoby) i czterech piechurów. Ale doświadczenia bojowe pokazały, że wóz BMP-1 (znany u nas jako BWP-1) ma istotną wadę – jednoosobową wieżę, w której celowniczy, zarazem ładowniczy i obserwator pola walki, nie radził sobie ze wszystkimi obowiązkami.

Dlatego BMP-2 miał już dużą, dwuosobową wieżę z poprawionym uzbrojeniem, ale zmniejszyło się w przedziale desantowym miejsce dla ludzi (z ośmiu do sześciu). Dlatego drużynę ograniczono do siedmiu osób poza wozem – dowódcy drużyny (siedzi w wozie za kierowcą), trzech żołnierzy w sekcji wsparcia i trzech piechurów. To ograniczyło możliwości działania. Trzech piechurów nie będzie pracować w parach, w sekcji wsparcia mamy zaś albo dwa rkm, albo jeden rkm i granatnik. Rosyjska drużyna jest więc ciut za słaba, zwłaszcza gdy ponosi straty. Wtedy w ogóle staje się niezdolna do walki.

Czytaj też: Po co Ukraińcom tyle haubic? Tłumaczymy

Wojsko. Ani za dużo, ani za mało

Struktura organizacyjna w wojsku to nie efekt fantazji sztabu generalnego. Każdy pododdział ma jakąś funkcję do spełnienia i musi mieć wszystko, czego do tego potrzebuje, a jednocześnie nic ponadto, żeby się nie przeciążać. Na przykład pluton czołgów w zachodnich armiach nie przypadkiem ma cztery czołgi. W czasie marszu pierwszy obserwuje przednią półsferę, dwa kolejne lewy i prawy bok, ostatni tyły: czy ktoś się nie wyłoni, nie wyjdzie z ukrycia. Z kolei sześć dział w baterii powoduje, że salwa układa się mniej więcej w owal (mimo tych samych nastaw we wszystkich działach), mając po bokach po jednym pocisku, w środku zygzaczek z czterech, dwa dalej, dwa bliżej.

Układa się to oczywiście nieco przypadkowo, ale owal jest rozciągnięty mniej więcej na szerokość rozstawienia dział, a pociski padają dalej lub bliżej, bo moc ładunków miotających i stopień zużycia lufy nie są takie same. Takim owalem z baterii idealnie nakrywa się pozycję obronną plutonu, wrogą baterię dział albo odcinek drogi, po której posuwa się wroga kolumna. Zwiększając lub zmniejszając liczbę dział w baterii, zmieniamy pole owalu. Cztery działa to za mało, by skutecznie obezwładnić pluton wroga, z kolei osiem niepotrzebnie wyrzuca pociski na boki, bezproduktywnie ryjąc w puste pole.

W organizacji wojskowych jednostek nic nie jest zatem dziełem przypadku. Chyba że chodzi o niezwyciężone Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej.

Czytaj też: Donbas. Kąsanie na przeczekanie. Rosji nie wyszedł wielki plan

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Nowe szaty tyrana. Dlaczego Putin zaatakował i co go dziś przeraża?

Sergei Guriev, profesor ekonomii, były doradca prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i były główny ekonomista EBOiR, o tym, co może czekać Putina i Rosję pod jego dyktatorskimi rządami.

Jacek Żakowski
16.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną