Zaczniemy jak zwykle od Donbasu, gdzie nie ustają walki. Wygląda na to, że nic się tam specjalnie nie zmieni. Ukraińcy skracają linie obrony, wycofując się z północnego brzegu Dońca pod Łymanem i pomału wydostając z Siewierodoniecka. Bardzo dobrze, że tak robią, uporczywe pozostawanie tam nie ma najmniejszego sensu. Szczególnie teraz, gdy Rosjanie nagromadzili wielkie siły artylerii, zwieźli wagony amunicji i strzelają na okrągło, nie oszczędzając dział ani własnych ludzi.
Emocje pierwszego i setnego dnia
Ale dziś nie będę pisał o tym, co się dzieje na frontach, bo dzieje się mimo wszystko niewiele. Można oczywiście jak mantrę powtarzać, że toczą się ciężkie walki, co ma znaczenie przede wszystkim dla tych, którzy w nich uczestniczą. Dla nich każda minuta i każda godzina każdego dnia nieustannej wymiany ognia jest czymś nieludzkim, niewyobrażalnym. To całe ich życie, które może się nagle zakończyć. Ciągłe czekanie na to, co się może wydarzyć, szalenie wyczerpuje psychicznie. I choć naprawdę można się do pewnego stopnia ogarnąć, a nawet jakoś przywyknąć, to człowiek nigdy tego mentalnie nie akceptuje, nie ma stanu pełnej rutyny, emocje towarzyszą w sytuacji bojowej i pierwszego, i setnego dnia, choć te z dnia pierwszego są oczywiście nie do zniesienia. Człowiek nauczy się nad nimi panować, ale nigdy ich nie okiełzna, nie zdusi, nie stłumi. Zawsze walczymy z własną słabością. Pamiętajmy o tym, czytając nudne wzmianki o tym, że ostatniej doby ciężkie walki znów toczyły się tu czy tam...
Zaskoczyć dał się nawet wywiad USA. Obecnie żąda się rozliczenia amerykańskich służb z dwóch oczywistych wtop: przecenienia możliwości i woli walki sił demokratycznych w Afganistanie i przecenienia potęgi rosyjskiej armii.