Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Czy Rosja właśnie formalnie zbankrutowała?

Putin pozwolił dekretem spłacać zobowiązania walutowe w rublach. Putin pozwolił dekretem spłacać zobowiązania walutowe w rublach. Maxim Shemetov / Reuters / Forum
Rosja nie zdołała spłacić zagranicznego zadłużenia. Czy stała się zatem państwem niewypłacalnym? Kreml temu zaprzecza. Zachodni analitycy twierdzą tymczasem, że to największy przypadek niewypłacalności w dziejach.

W nocy z 26 na 27 czerwca upłynął 30-dniowy okres karencji na uregulowanie przez Moskwę zobowiązań z tytułu obligacji skarbowych. Agencja Bloomberg poinformowała, że Rosja nie zdołała spłacić zadłużenia, czemu zaprzecza z kolei rosyjski resort finansów.

Rosja była zobowiązana uregulować wierzytelności z tytułu obligacji dolarowych (należnych w 2026 r.) i w euro (2036). To w sumie ok. 100 mln dol. Formalnie jest niewypłacalna, bo nie jest w stanie spłacić długu z przyczyn technicznych – w czerwcu zostały objęte sankcjami Krajowy Depozyt Rozliczeniowy oraz banki, uniemożliwiając walutowe transakcje między nimi.

Putin chętnie zapłaci. Ale w rublach

Kiedy stało się jasne, że Moskwa nie będzie w stanie spłacić zadłużenia w obcej walucie, resort finansów skorzystał z furtki, którą dał mu marcowy dekret prezydenta: Putin pozwolił regulować zobowiązania walutowe w rublach. Decyzja była jednostronna i niezgodna z warunkami kontraktów. W przypadku obligacji Rosja-2026 w grę wchodzą tylko dolary, euro, franki szwajcarskie i funty, w rublach kraj może wykupić euroobligacje Rosja-2036.

W sporze nie chodzi więc o to, czy Rosja ma wystarczające środki, lecz o to, że nie ma technicznych możliwości spłacić długu. Dlatego Kreml podkreśla, że nie można nazywać Rosji niewypłacalną. „To nie problem Moskwy, że środki nie zostały przekazane odbiorcom” – komentował rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow. „Zapewniamy posiadaczom naszych obligacji możliwość przyjmowania płatności w rublach z opcją późniejszej konwersji na własną walutę” – przekonywał z kolei minister finansów Anton Siłuanow na Międzynarodowym Forum Ekonomicznym w Petersburgu 16 czerwca. Sześć dni później Putin podpisał dekret określający szczegóły takich płatności. Zastrzegł, że ze względu na formę rozliczenia posiadacze obligacji muszą zrzec się najpierw przyszłych roszczeń wobec Rosji.

Czytaj też: Rozwód polsko-rosyjski? Biznesu i polityki nie da się rozdzielić

Największa taka niewypłacalność

Kreml jednocześnie zarzuca USA i Unii Europejskiej, że tworzą sztuczne przeszkody w obsłudze rosyjskiego długu zagranicznego po to, by uznać Rosję oficjalnie za niewypłacalną. Nastąpi to, jeśli jedna czwarta wierzycieli stwierdzi, że nie otrzymała należności – wówczas pozostałe obligacje zagraniczne Rosji także zostaną uznane za niewypłacalne, a wierzyciele będą musieli dochodzić praw w sądzie. – Kiedy pozwie nas te 25 proc., wystąpimy z kontrpozwem, argumentując, że mamy pieniądze, ale z przyczyn technicznych USA nie akceptują naszych płatności – wyjaśnia Georgij Ostapkowicz, dyrektor Centrum Badań Koniunkturalnych. I dodaje, że aby uniknąć długotrwałego procesu, zainteresowani mogą po prostu przeczekać i znaleźć inny sposób na odzyskanie pieniędzy.

Na to zresztą bardzo liczy Kreml. Status kraju niewypłacalnego przyznają agencje ratingowe, a szczególnie liczy się ocena trzech: Fitch, Moody’s i S&P. Obniżenie ratingu kredytowego utrudniłoby Rosji zaciąganie nowych kredytów i zniechęciło inwestorów. Co prawda tych ostatnich równie dobrze może zniechęcić agresja na Ukrainę.

Inaczej niż Kreml oceniają sytuację zagraniczni eksperci. „To będzie jeden z największych, przełomowych przypadków niewypłacalności w historii” – mówi Bloombergowi Hassan Malik, starszy analityk w Loomis Sayles & Company LP. „To bardzo, bardzo rzadka sytuacja, gdy rząd dysponujący odpowiednimi środkami zostaje zmuszony przez władze innego kraju do ogłoszenia niewypłacalności” – podkreślił.

Czytaj też: To miała być szybka wojna. Jak długo Rosja wytrzyma?

Sankcje przetrwaliśmy. Gorzej już nie będzie

Przytrafiło się to Rosji ponad sto lat temu – w 1918 r. bolszewicy odmówili uznania długu caratu. W podobnej sytuacji Rosja znalazła się w 1998 r. podczas szalejącego kryzysu rublowego. Z tą różnicą, że wówczas nie była w stanie spłacić długów krajowych, czyli wobec własnych obywateli, a zagraniczny regulowała terminowo. Druga różnica polega na tym, że o ile w tamtym czasie nie dysponowała wystarczającymi środkami, o tyle dzisiaj – jak podkreśla jej minister finansów – „ma pieniądze i jest gotowa płacić”.

Kreml uważa, że gorzej już i tak nie będzie. Rosja przetrwała pierwszą falę sankcji, a Zachód nie jest tak stanowczy, jak się wydawało na początku wojny. Ekonomiści z Yale University wyliczyli, że z rynku rosyjskiego wycofało się tylko 30 proc. firm amerykańskich i 5 proc. niemieckich, choć faktycznie wyszli najwięksi giganci.

Odcięcie powiązań gospodarczych i finansowych z Zachodem zrekompensuje zaś zbliżenie z Chinami i innymi krajami azjatyckimi. „Tam też Rosja może szukać możliwości kredytowych” – mówił agencji TASS Jacques Sapir z École des Hautes Études en Sciences Sociales we Francji. Tyle że kosztem przekształcenia się w zaplecze surowcowe i młodszego partnera chińskiego sąsiada.

Rosja. Wielka stacja benzynowa

Zdaniem Władisława Inozemcowa, dyrektora Centrum Badań nad Społeczeństwem Postindustrialnym, Rosja znajdzie z czasem alternatywne rynki zbytu surowców energetycznych i partnerów kredytowych gotowych podjąć z nią wymianę handlową. Chiny nie wypełnią jednak luki, bo nie dają dostępu do inwestycji i szans na nowoczesny rozwój. Pomoc Państwa Środka sprowadzi się wyłącznie do handlu. Pekin nigdy nie inwestował w Rosji na wielką skalę i nie zależy mu na wzmacnianiu gospodarczym Moskwy. Nie skorzystał z takiej okazji, nawet gdy miał ku temu lepsze warunki – podkreślał Inozemcow.

Rosyjska gospodarka rozwija się tymczasem wyłącznie siłą konsumpcji, nie przeszła też, inaczej niż Chiny, potrzebnej modernizacji. Nawet jeśli przetrwa sankcje, to stanie się gospodarką jeszcze bardziej prymitywną, niż jest – przewiduje z kolei Janis Kluge, ekspert Fundacji Nauki i Polityki w Berlinie (SWP), w rozmowie z „Deutsche Welle”. „Przy takim poziomie sankcji po prostu nie da się prowadzić gospodarki opartej na zaawansowanych technologiach” – uważa. W efekcie Rosja przekształci się w jeszcze większą „stację benzynową”, a zyskami będzie zaspokajać tylko bieżące potrzeby.

Przed gospodarką – jak od miesięcy przestrzega w mediach szefowa banku centralnego Elwira Nabullina – wiele krytycznych kwartałów. Jeśli kierować się przesądami Putina, trudny będzie teraz sierpień, miesiąc, w którym działy się przełomowe dla Rosji wydarzenia. Jak wojna kurska, druga wojna czeczeńska, wojna z Gruzją i zaraz potem uderzenie kryzysu finansowego w 2008 r.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Świat

Co z tymi czołgami? Niemiecka prasa o kolejnym sporze Warszawy i Berlina

Spór o Leopardy, obiecane ponoć Polsce w ramach „zamiany okrężnej”, zmienił się w kolejny punkt zapalny. Sprawa rozgrywana jest przez rząd PiS jak zwykle w pełnym świetle jupiterów.

Adam Krzemiński
07.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną