Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

130. dzień wojny. Armia na kroplówce. Jak Rosjanie marnują swoje zasoby?

Rosyjscy oficerowie uczestniczą w ceremonii zakończenia studiów w instytucie wojskowym w Omsku, 12 czerwca 2022 r. Rosyjscy oficerowie uczestniczą w ceremonii zakończenia studiów w instytucie wojskowym w Omsku, 12 czerwca 2022 r. Alexey Malgavko / Forum
Najważniejszą wiadomością jest już potwierdzone planowe wycofanie się wojsk ukraińskich z Lisiczańska. Dzięki niemu uniknięto okrążenia i drugiego Mariupola. Tymczasem istnieją doniesienia o podjęciu przez Rosjan tajnej mobilizacji rezerw osobowych, głównie z dalekich prowincji. Oczywiście, od razu rzucają owe rezerwy do walki.

Wycofanie z Lisiczańska to w zaistniałej sytuacji rozsądny ruch. 2 lipca Rosjanie zaatakowali miasto z trzech kierunków – od południa, od wschodu i od północy, ale wszystko wskazuje na to, że trafili w próżnię – na pokazanych zdjęciach z centrum Lisiczańska śladów walk nie ma. W czasie walk wzięto niewielu jeńców z wojsk Ukrainy, ale co ciekawe, schwytano kilku Brazylijczyków z Legionu Międzynarodowego. Potraktowanie ich tak samo jak Brytyjczyków, czyli skazanie na śmierć, może zantagonizować jednego z nielicznych sojuszników Rosji – Brazylię.

Czytaj także: Łysyczańsk, miasto umarłych. Zostać tu to prosić się o śmierć

Obecnie, po zajęciu Lisiczańska, Rosjanie nacierają na zachód, wypychając obrońców z worka, w którym nie zdołali ich okrążyć. Ataki są prowadzone na trzech kierunkach: od Szypiliwki na Bilohoriwkę (tutaj nocny atak został odparty), wzdłuż Dońca, na jego południowym brzegu, z rafinerii Lisiczańsk w kierunku na Wierchnokamiańskie oraz z Mikołajiwki na Spirne i Berestowe. Do chwili obecnej Rosjanie nie poczynili znaczących postępów na żadnym z kierunków.

Przewidywana ukraińska linia obrony będzie raczej oparta o Siewiersk, Soledar i Bachmut, które leżą w dolinie rzeki Bachmutki. Nie jest to ostatnia linia obrony Donbasu, jednak po jej osiągnięciu cały obwód ługański znajdzie się pod okupacją, co na pewno wykorzysta rosyjska propaganda. Tymczasem w okolicach Popasnej Ukraińcy ostrzelali rosyjski magazyn amunicji, niszcząc go i doprowadzając do dużego pożaru. Najpewniej był to kolejny precyzyjny atak ukraińskiej artylerii, która działa coraz lepiej.

Rosjanie po jednodniowej przerwie wznowili ataki spod Iziuma w kierunku na Słowiańsk, tym razem atakując nieco dalej na zachód, w stronę wsi Mazaniwka. Tradycyjnie już ich atak został odparty. Jednocześnie ukraińskie ataki na linie zaopatrzenia do Iziuma przybrały formę ostrzałów artyleryjskich, ale prowadzonych precyzyjne. Celami były m.in. jedna ze stacji kolejowych oraz pozycje rosyjskich wojsk w Sulihiwce, w miejscu, gdzie koncentrowały się one do ataku na Słowiańsk.

Czytaj także: Co ważniejsze na polu walki – pancerz czy pocisk?

Od południa Rosjanie podjęli próbę ataku na Nowomichaijiłwkę, atak został powstrzymany. Wokół Adwijiwki, nieco na północ od Doniecka, Rosjanie ostrzeliwali oraz bombardowali pozycje ukraińskie, jednak są one w tym miejscu bardzo rozbudowane, gdyż istnieją od 2015 r. Ataki na tym kierunku nabiorą znaczenia po ewentualnym załamaniu się drugiej linii obrony w Donbasie (Bachmut – Siewiersk). Linia Gorłowka–Drużiwka–Kramatorsk–Słowiańsk stanowi trzecią linię ukraińskiej obrony. Rosjanie po jej osiągnięciu będą zmuszeni do przerwy operacyjnej i przegrupowania wzdłuż całej linii frontu, aby wznowić natarcie na całej jej szerokości. Najpewniej zostanie to ogłoszone jako zwycięstwo i zakończenie I fazy „specoperacji”. Kolejnym celem będzie natarcie na Dniepr, co dla Rosjan byłoby wielkim wyzwaniem. Nie są w stanie tego rozpocząć od razu, dlatego zapewne po zajęciu Donbasu znów nastąpi przerwa operacyjna na odtworzenie stanów wojsk rosyjskich, które znajdują się obecnie w coraz gorszym stanie.

Wokół Charkowa zasadniczo bez zmian. Rosjanie w ciągu dnia próbowali atakować w Dementiiwce oraz w Prudiance, ale bez sukcesów. Kontynuowali także ślepy ostrzał artyleryjski okolic. Chociaż wiele wskazuje na to, że jak na razie nie zamierzają wznowić ofensywy w tym rejonie, to jednak zawzięcie bronią swoich pozycji. Używają systemów walki radioelektronicznej, którymi zakłócają ukraińską łączność, a także sygnały GPS. Głównym zadaniem Rosjan na tym kierunku jest obrona linii zaopatrzenia i dopóki trwa bitwa o Donbas, nic się nie zmieni. Charków jest obecnie celem drugorzędnym, jednak Rosjanie nie zrezygnowali z możliwości ataku na miasto w przyszłości.

Znów najmniej wiadomo o froncie południowym. W rejonie Chersonia ukraińskie wojska zdobyły wieś określoną jako Iwaniwka na północny-zachód od Chersonia, ale problem polega na tym, że w okolicy znajdują się co najmniej trzy wsie o tej nazwie, więc trudno dokładnie powiedzieć, o którą z nich chodzi.

Czytaj także: Rosjanom słabo idzie na wodzie. Czy to przełom na Morzu Czarnym?

Spod Zaporoża z kolei nadal żadnych wieści nie ma. Ale przypuszczalnie panuje tu spokój, bowiem na mapie pożarów NASA nie ma ich tu zbyt wiele. Dużo więcej pożarów pojawia się w Donbasie, szczególnie w okolicach Iziuma, Lisiczańska, ale też pod Rubiżnem po rosyjskiej stronie, gdzie zapewne coś padło ofiarą ukraińskiej artylerii.

Mobilizacja po rosyjsku

Pojawiły się doniesienia o formowaniu nowych batalionów rosyjskich na miejsce tych, które musiały zostać rozwiązane w związku z poniesionymi przez nie stratami. Na przykład w 200. Pieczengskiej Brygadzie Zmechanizowanej (arktycznej) utworzono dodatkowy batalion piechoty zmechanizowanej złożony z funkcjonariuszy żandarmerii wojskowej, załóg okrętów Floty Północnej, różnych żołnierzy garnizonów Murmańsk i administracji wojskowej, ale też i rezerwistów, którzy się zgłosili na ochotnika. Mimo najlepszych chęci taka zbieranina nie będzie bez odpowiedniego przeszkolenia sprawnie funkcjonować jako piechota zmechanizowana.

Ale jednocześnie też próbuje się potajemnie ogłosić mobilizację w wybranych rejonach na dalekiej prowincji, powołując żołnierzy, podoficerów i oficerów rezerwy na ćwiczenia, a następnie po przeszkoleniu przymusowo kierując ich na front, gdzie rzuca się ich w formie uzupełnienia do pokiereszowanych jednostek. W ten sposób rosyjskie formacje otrzymują swoistą kroplówkę podtrzymującą ich w stanie życia, choć kondycja tych jednostek systematycznie słabnie z powodu dość mizernego wyszkolenia owych rezerwistów.

90. dzień wojny: Mobilizacja na łapu-capu. Jacy Rosjanie pójdą w kamasze?

Ściągana w różny sposób rezerwa nie jest gromadzona, by formować nowe jednostki. Nie ma sygnałów o tym, że bazy materiałowo-techniczne są rozwijane w nowe brygady zmechanizowane czy pancerne, których wprowadzenie na front mogłoby bardzo przyspieszyć operacje wojsk rosyjskich. Rzucenie do walki nowych, w pełni skompletowanych jednostek zawsze wpływa na wyraźną zmianę stosunku sił. Ale Rosjanie nie gromadzą rezerw w sposób planowy, nie formują nowych brygad, zamiast tego tych rezerwistów, których udaje im się ściągnąć podstępnie, wysyłają na front do istniejących jednostek, gdzie bardzo często idą do walki niedługo po przybyciu. Ci, którzy są na froncie od jakiegoś czasu, z reguły wiedzą, jak unikać ostrzału, gdzie należy się ukryć przy ostrzale artyleryjskim, jak nie wleźć na minę czy nie wystawić się na strzał snajpera. I choć nie gwarantuje to im pełnego bezpieczeństwa, to jednak prawdopodobieństwo śmierci czy zranienia jest istotnie zredukowane. Młodzi żołnierze bez odpowiedniego przeszkolenia takich nawyków po prostu nie mają, więc częściej stają się Gruz 200 lub przy odrobinie szczęścia Gruz 300 (rosyjskie kody na zabitych i rannych).

Taką metodą Rosjanie nie osiągną nic. Do pewnego momentu są w stanie trzymać pod respiratorem własne jednostki coraz bardziej wykrwawiane w toku walk, ale ogólnie jest to jednak marnotrawienie posiadanego potencjału. Gdyby zaś udało się sformować nowe brygady, dać im wyposażenie i solidnie je przeszkolić, to po wprowadzeniu do działań owe brygady byłyby, jak to się dziś mówi, game changerem.

Mobilizacja powszechna i tajna

Teorię mobilizacji, która z pewnymi modyfikacjami obowiązuje w Rosji do dziś, opracował w latach 30. marszałek ZSRR Borys Szaposznikow. Był dobrze wykształconym pułkownikiem rosyjskiego carskiego Sztabu Generalnego, a w toku późniejszej służby w Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej nosił już tylko stopnie generalskie. Mimo że był wysokim stopniem oficerem rosyjskich wojsk imperialnych, przez Stalina był niezwykle ceniony i szanowany, był jednym z nielicznych ludzi, do których Stalin zwracał się per „pan” (po rosyjsku to po imieniu i tzw. otczestwie, czyli w tym wypadku „Borysie Michaiłowiczu”), zamiast zwyczajowego per „towarzyszu” (np. „towarzyszu Jeżow”) lub „na ty”. Od sierpnia 1940 do lipca 1941 r. był zastępcą ministra obrony ZSRR, od lipca 1941 do maja 1942 r. – szefem Sztabu Generalnego RKKA, a od maja 1942 do czerwca 1943 r. – ponownie zastępcą ministra obrony ZSRR. W latach 1943–45 r. był komendantem Wyższej Akademii Wojskowej im. Klimenta Woroszyłowa, nosząc tytuł profesora, co było dla niego odpowiednim zajęciem po 60. Zmarł na nieuleczalną wówczas gruźlicę w marcu 1945 r.

Szaposzników napisał książkę „Mózg armii”, która zasadniczo dotyczyła dowodzenia wojskami na szczeblu sztabu generalnego. Trzecią część książki poświęcił w niej jednak mobilizacji i uzupełnieniu zasobów. Opisał, jak należy kompletować rezerwy ludzkie i materiałowe, jak należy przestawiać przemysł na tory wojenne i jakiego przemysłu powinno to dotyczyć. Najważniejsze jest jednak to, że Szaposznikow zaproponował podział mobilizacji na część tajną (ograniczoną) i jawną (powszechną). Początkowo należy ściągać przeszkolonych rezerwistów na ćwiczenia wojskowe. Ćwiczenia należy przedłużać, a po ich zakończeniu rezerwistów nie zwalniać, lecz pozostawiać w szeregach. Istniejące jednostki wojskowe należy organizować tak, by w każdej jeden z oddziałów był mobilizowany. Zwykle wojsko ma typową organizację trójkową, a zatem w dywizji miały być dwa pułki piechoty rozwinięte i jeden skadrowany, mobilizowany. Co znaczy skadrowany? To znaczy, że w służbie czynnej pozostaje dowódca danej jednostki, jego zastępcy i szef sztabu oraz dowódcy batalionów i kompanii. Okresowo przyjmują oni rezerwistów, którzy wypełniają stany plutonów, kompanii, batalionów i całego pułku, w tym także sztabów tych jednostek. Czyli poza żołnierzami w kompanii pojawiają się oficerowie – dowódcy plutonów, zastępca dowódcy kompanii itd., a w sztabie pułku wypełniają się oficerami rezerwy wszystkie stanowiska – oficera operacyjnego, rozpoznawczego, logistyki, łączności itd. Po ćwiczeniach znów pozostaje szkielet takiej jednostki.

Czytaj także: Rosyjski targeting, czyli kulą w płot. Dosłownie

W Polsce w okresie PRL też mieliśmy takie skadrowane jednostki, zwane przez żołnierzy „wykastrowanymi”. Istniały one głównie w drugorzutowym Warszawskim Okręgu Wojskowym, który na wypadek wojny wystawiał 4. Armię. W formie skadrowanej funkcjonowały 3. Pomorska Dywizja Zmechanizowana im. Romualda Traugutta z Lublina i 9. Drezdeńska Dywizja Zmechanizowana w Rzeszowie. W czasie pokoju całe wspomniane dywizje liczyły ok. 2,3 tys. oficerów i żołnierzy, a na wypadek wojny ich stany rosły pięciokrotnie. Ich pułki pancerne, 5 Sudecki Pułk Czołgów Średnich z Włodawy dla dywizji lubelskiej i 26. Pułk Czołgów Średnich z Sanoka dla dywizji rzeszowskiej aż do 1986 r. używały słynnych „kaczuszek”, czyli stareńkich czołgów T-34-85. Produkowano je w Polsce dość długo, aż do 1956 r., i to właśnie te powojenne egzemplarze z Huty Łabędy w Gliwicach zapełniały owe trzeciorzędne, mobilizowane jednostki.

W Rosji obecnie też istnieją takie „wykastrowane” brygady – noszą one nazwy „baza materiałowo-techniczna”. Część z nich jest całkowicie „na workach”. Czyli poza personelem pilnującym zakonserwowanego sprzętu w magazynach, garażach i na placach nie ma w nich nikogo, a dokładnie rzecz biorąc, oficerowie i żołnierze są w workach. W formie kart powołania mobilizacyjnego, które na odpowiedni rozkaz otwiera się i rozsyła lub wręcza osobiście, za pokwitowaniem.

Tajna mobilizacja jest prowadzona w sposób ograniczony i po cichu, choć w Rosji nawet tajna jest bezprawna. Dlatego kilka dni temu Duma zmodyfikowała prawo, zezwalając władzom na podjęcie środków niezbędnych do wspierania „operacji specjalnej” w Ukrainie. Teraz na przykład firmy, także te prywatne, nie mogą odmawiać w przypadku otrzymania zamówienia na produkty czy usługi na potrzeby „operacji specjalnej”. Także zmieniono zasady służby poza granicami Rosji, dzięki czemu możliwe jest wysłanie do działań w Ukrainie powołanych „na ćwiczenia” rezerwistów.

O czym zapomniał Putin?

Władimir Putin zapomniał właśnie o naukach Szaposznikowa, który napisał m.in.: „aby wygrać wojnę, potrzebny jest wysiłek nie tylko całej armii, ale całego kraju, całej ludności, przemysłu, transportu, rolnictwa itd.”. Nie zapomniał o tym prezydent Wołodymir Zełenski, przestawiając Ukrainę na tory wojenne. Ale Putin założył sobie, że samo wysłanie wojsk rosyjskich do Ukrainy spowoduje szybki upadek tego kraju. Ponadto Szaposznikow napisał: „ciągła koncentracja sił społecznych na przygotowaniach do wojny rujnuje kraj. Dlatego w czasie pokoju armia i przemysł zbrojeniowy powinny zużywać minimum zasobów. Konieczne jest jednak przygotowanie kraju, jego mieszkańców, aparatu administracyjnego, przemysłu, transportu, rolnictwa, systemów komunikacyjnych, aparatu ideologicznego itd. do najszybszego i najpełniejszego przejścia od reżimu pokojowego życia do reżimu wojny”. A do tego Putin najwyraźniej się zupełnie nie przygotował. Wygląda na to, że ludzie w Rosji też nie są gotowi mentalnie na mobilizację. Kiedy tylko pojawiają się plotki o takiej możliwości, zaczynają płonąć biura rekrutacyjne, a w internecie pojawiają się zapytania o „wyreklamowanie” się od służby wojskowej. Jednym ze sposobów jest załatwienie sobie zaświadczenia o niezdolności do służby wojskowej, co w Rosji kosztuje podobno 500–700 zł (od 7 tys. do 10 tys. rubli). W przypadku ogłoszenia jawnej, powszechnej mobilizacji cena zapewne znacznie wzrośnie, ale prawdopodobnie pojawią się też przypadki samookaleczania się, a także wykorzystania innych możliwości, np. podjęcie pracy tam, gdzie pracownicy z mobilizacji są w znacznym stopniu zwolnieni – np. na kolei albo w zakładach zbrojeniowych.

Czytaj także: Płoną wojenkomaty. Młodzi Rosjanie nie chcą walczyć dla Putina

Jednocześnie jednak Szaposznikow ostrzegał, że: „mobilizacja to przejście całego kraju ze stanu pokojowego do działań militarnych. Mobilizacja jest nieodwracalna i nieodwołalna”. Chodziło mu też o to, że mobilizacja powszechna powoduje rujnowanie gospodarki kraju, należy więc po jej ogłoszeniu jak najszybciej wygrać konflikt zbrojny, po czym ponownie wrócić do stanu pokojowego, odbudowując zrujnowaną gospodarkę.

Tymczasem Putin stoi w rozkroku. Rozpoczął wojnę, która zamiast błyskawicznego rozstrzygnięcia przerodziła się w długotrwały konflikt. A Rosja nie zmobilizowała swojej gospodarki. Nie przestawiła się na tor wojenny. Teraz ma dwa wyjścia: albo przyznać się do porażki, ogłosić stan wojny i powszechną mobilizację, wystawić wiele nowych jednostek z powołanych rezerwistów i ze zgromadzonych zapasów sprzętu, a przy tym do reszty zrujnować podupadającą już gospodarkę nagłym wojennym szokiem, albo trzymać się półśrodków i powolutku upuszczać z gospodarki krew, jednocześnie trzymając posiadane siły „na kroplówce” aż do ich pokonania przez zmobilizowane wojska ukraińskie. Pierwsze rozwiązanie jest dla Rosji niezwykle ryzykowne, bowiem taki szok dla gospodarki i sprzeciw społeczeństwa może wywołać naprawdę poważne zamieszki, które nie będą łatwe do opanowania. Zostałby bowiem przekroczony pewien Rubikon, przy którym rosyjskie społeczeństwo przestałoby się bać represji. Co za różnica bowiem zginąć w Ukrainie czy dostać się na kilka lat do kolonii karnej.

A nie ma w zasadzie żadnych wątpliwości, że Ukraina szkoli znaczne liczby nowych formacji. Ilości sprzętu otrzymanego z zachodu są bardzo znaczne, ale w większości tego sprzętu na froncie nie widać. Używa się jego śladowe ilości, by poznać jego możliwości i właściwości w warunkach bojowych, w warunkach ukraińskich. Zebrane doświadczenia pomagają w szkoleniu tych jednostek, które mają tego sprzętu użyć w sposób bardziej zmasowany.

Czytaj także: Ukraina dostanie rakiety, które kiedyś rozpętały rewolucję

Tylko trzeba być cierpliwym i mieć nadzieję, że Putin nadal będzie stał w rozkroku, sącząc do wojska uzupełnienia stopniowo, w niewystarczających ilościach, jednocześnie marnotrawiąc swoje zapasy.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną