Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

134. dzień wojny. Rozpoznanie NATO pomaga Ukrainie. Jakie cenne dane przekazuje?

Kwatera Główna Połączonych Sił Zbrojnych w Europie (SHAPE) w pobliżu Mons Kwatera Główna Połączonych Sił Zbrojnych w Europie (SHAPE) w pobliżu Mons Nic Edouard Bocquet / Forum
Mimo powtarzających się oficjalnych informacji o pauzie operacyjnej wojsk rosyjskich częstotliwość ataków, które przeprowadzają, nie spadła. Widoczne jest głównie przegrupowanie na kierunku Lisiczańsk–Siewiersk. W międzyczasie ukraińska artyleria łupie coraz celniej, także dzięki informacjom otrzymanym od NATO.

Jedynie intensywność ostrzału rakietowego wydaje się spadać, ale może mieć to związek z wyczerpaniem zapasu rakiet Kalibr na okrętach podwodnych na Morzu Czarnym. Nie wiadomo, czy zapasy te można jeszcze uzupełnić. Kiedy po intensywnym i bezproduktywnym użyciu rakiet wszelakich – od balistycznych, lecących jak rakieta kosmiczna szerokim łukiem, po lecące jak samolot bez pilota na małej wysokości pociski skrzydlate – ta intensywność odpaleń drastycznie spadła, wszyscy uważaliśmy, że zapasy tych pocisków w Rosji po prostu się kończą. Tymczasem Rosjanie wciąż je wystrzeliwują, co prawda w liczbie po kilka i kilkanaście sztuk, sięgając także po stare i mało użyteczne pociski Ch-22, pozbawione satelitarnych układów nawigacyjnych, oraz rakiety przeciwokrętowe w awaryjnym trybie ziemia–ziemia lub woda–ziemia. Celność zarówno tych starszych, jak i przeciwokrętowych w zwalczaniu celów naziemnych nie jest porażająca. Jednak precyzja uderzeń nigdy nie była mocną stroną ani Rosji, ani poprzedniczki – ZSRR. Pamiętam z lat mojego dzieciństwa, jak krążył taki dowcip. Wietnamczycy otrzymali z ZSRR kolejną partię rakiet przeciwlotniczych z adnotacją: „Wysyłamy wam sto rakiet ziemia–powietrze”. Ale Wietnamczycy odesłali je z powrotem, dołączając następ.”

Czytaj także: Walka z Rosją będzie długa i ciężka. Kluczowe są rezerwy

Jeśli już jesteśmy przy rakietach, to działająca pod Biełgorodem rosyjska 448. Brygada Rakietowa im. S. P. Niepobiedimogo z 20. Armii Gwardii odpaliła kilka pocisków Iskander-M w kierunku Charkowa. Dwie rakiety się jednak popsuły i po wykonaniu kilku wesołych fikołków na niebie wokół Biełgorodu spadły niedaleko wyrzutni. Pozostaje pytanie, czy to kwestia przechowywania tych pocisków w warunkach polowych oraz zawilgocenia układów elektronicznych, czy może to rakiety z nowo wyprodukowanej partii, w których pokładowe komputery wykonano z użyciem dostępnych i nie najlepszych procesorów.

Jednym z wyjaśnień, dlaczego Rosjanie wciąż mają możliwość odpalania niewielkiej liczby nowoczesnych rakiet kierowanych przeciwko Ukrainie, jest to, że udaje im się kontynuować produkcję nowych pocisków na ograniczoną skalę z wykorzystaniem zgromadzonych zapasów części i komponentów lub zastępczych mikroprocesorów.

A na frontach bez zmian

Kierunek charkowski pozostaje kierunkiem drugorzędnym dla obu stron. Lokalne walki toczą się w miejscowościach Sosniwka i Switłychne i ograniczają się przede wszystkim do wymiany ognia artyleryjskiego. Rosjanie, mając niewielką przewagę w artylerii, prowadzą ostrzał głębszej przestrzeni, obejmującej obszar od linii frontu do północnej granicy Charkowa. Po stronie rosyjskiej ostrzał prowadzi głównie 244. Niemańska Brygada Artylerii z 11. Korpusu Armijnego z Kaliningradu oraz 856. Kobryński Pułk Artylerii Samobieżnej Gwardii ze 144. Jelnińskiej Dywizji Zmechanizowanej Gwardii z 20. Armii Gwardii. Kilka dni temu pod kontrolę rosyjską wróciło Rubiżne, ale dopiero teraz można ten fakt potwierdzić. Mimo przeniesienia ciężaru walk na zachodni odcinek nie wydaje się, aby linia frontu miała się w najbliższej przyszłości zmienić, choć Charków nadal pozostaje celem Rosjan. Co ciekawe jednak, poza 6. Armią, która zebrała tu potężne cięgi, do działań wprowadzono tu elementy 20. Armii Gwardii oraz cały 11. Korpus Armijny z Obwodu Kaliningradzkiego.

Według komunikatu ukraińskiego Sztabu Generalnego po raz kolejny doszło do próby ataku z kierunku Izium na Słowiańsk, a atakowana miała być Mazaniwka, co oznacza, że miejscowość ta wróciła pod kontrolę ukraińską. Atak 36. Łozowskiej Brygady Zmechanizowanej Gwardii z 29. Armii Wschodniego OW zakończył się fiaskiem. Według źródeł nieoficjalnych Mazaniwka pozostaje pod ukraińską kontrolą. Kolejny nieudany atak miał przeprowadzić 12. Szepietowski Pułk Czołgów Gwardii z 4. Kantemirowskiej Dywizji Pancernej Gwardii z 1. Armii Pancernej Gwardii na miejscowość Bohorodycze. Ten odcinek również jest intensywnie ostrzeliwany przez obydwie strony, a w lasach na zachód od Iziumu prawdopodobnie nadal działają ukraińskie siły specjalne. Załamanie się ukraińskiej obrony na tym odcinku mogłoby być katastrofalne w skutkach, bo otwarta zostałaby dla Rosjan droga na Słowiańsk. Ale na to się na szczęście nie zanosi. Nie widać zmian w rosyjskiej taktyce, atakowane są dokładnie te same miejsca, a postępów praktycznie brak.

Najgorętszym odcinkiem pozostaje linia obrony Siewiersk–Sołedar–Bachmut. Mimo bardzo ciężkiego ostrzału artyleryjskiego Ukraińcy zdołali przeprowadzić lokalny kontratak i odzyskali Bilohoriwkę, miejscowość leżącą w połowie drogi między Siewierskiem a Lisiczańskiem, niedaleko od rzeki Doniec. Dokonała tego prawdopodobnie 4. Brygada Szybkiego Reagowania im. Bohatera Ukrainy sierż. Siergija Michalczuka Gwardii Narodowej. Mimo że jest to jednostka Gwardii Narodowej, to ma w swoim składzie dwa zmotoryzowane bataliony operacyjne i batalion czołgów, przypomina więc lekką brygadę zmechanizowaną z wojsk operacyjnych.

Czytaj też: Lisiczańsk, miasto umarłych. Zostać tu to prosić się o śmierć

Oczywiście po północnej stronie tego frontu Rosjanie są mało aktywni, tak jak przewidywaliśmy – przegrupowują się do dalszych ataków. To spowolnienie, przy jednoczesnym spadku aktywności na południowym odcinku frontu od Doniecka po Enerhodar oraz po północnej stronie Dniepru w rejonie Chersonia, skłoniło niektórych analityków do oceny, że właśnie następuje dłuższa rosyjska przerwa operacyjna. Ale przeczą temu doniesienia z południowego skrzydła frontu w Donbasie, z rejonu Bachmutu.

Najsilniejszy atak Rosjanie wyprowadzili w miejscowości Wierchnokamiańskie. Próby natarcia dokonuje 24. Brandenburska Brygada Specnazu Gwardii GRU (stacjonuje pod Czytą) wsparta Grupą Wagnera, 39. Brygadą Zmechanizowaną z 68. Korpusu Armijnego z Sachalinu i 394. Pułkiem Zmechanizowanym ze 127. Dywizji Zmechanizowanej z 5. Armii Wschodniego OW. Mimo dużej koncentracji sił obrona ukraińskiej 17. Kriworyskiej Brygady Pancernej im. Konstantina Piestuszka wsparta Legionem Międzynarodowym oraz 81. Brygadą Aeromobilną pozostaje na pozycjach i odpiera ataki. Obydwie strony ponoszą ciężkie straty, choć po stronie ukraińskiej wynikają one bardziej z ostrzału artyleryjskiego niż z bezpośrednich starć. Sukcesem okazał się rosyjski szturm na Spirne. Miejscowość została zdobyta i trwają próby przesuwania się naprzód, do miejscowości Iwano-Dariwka. Biorąc pod uwagę koncentrację sił na tym odcinku, trudno to w ogóle nazwać sukcesem.

Ciekawe rzeczy dzieją się pod Chersoniem. Według niepotwierdzonych na razie źródeł ukraińskie wojska są już kilometr od miasta. Należy spodziewać się serii rosyjskich kontrataków, mających na celu odtworzenie tu sytuacji.

Czytaj także: Drony do broni. Na wojnie są tak ważne jak kiedyś czołgi

Rosyjskie pociski spadły na miejscowość Nieczajanie, ok. 30 km na zachód od Mikołajowa. Według dostępnych danych nie ma tu żadnych instalacji wojskowych, najważniejszym obiektem jest duża świniarnia. Niewykluczone jednak, że ukraińskie wojska miały tu obóz i że to właśnie w nie celowano, choć po Rosjanach wszystkiego można się spodziewać. Świniarnia jako cel jak ulał pasuje do wyobrażeń o wojskach rosyjskich, które same zdołały o sobie wykreować.

Rozpoznanie NATO – na ile pomaga?

Dostępne siły NATO prowadzą intensywne rozpoznanie obszarów południowej Ukrainy i Krymu bez wlatywania w ukraińską, a tym bardziej w rosyjską przestrzeń powietrzną. Z wyjątkiem oczywiście rozpoznania satelitarnego, które jest wszechobecne. Tyle tylko że rozpoznanie satelitarne wielu państw sojuszu jest zasobem narodowym, a nie sojuszniczym. Oczywiście w zakresie rozpoznania satelitarnego główne skrzypce odgrywają Stany Zjednoczone, a tam zajmuje się tym National Geospatial-Intelligence Agency (NGA), która podlega pod Departament Obrony. Obrobione materiały ze zdjęć pochodzących z satelitów obecnie podległych Wojskom Kosmicznym USA mogą być za pośrednictwem łączności satelitarnej wysyłane od razu do dowództwa Supreme Headquarters Allied Powers Europe (SHAPE) NATO w Mons w Belgii. Tutaj zapewne jest hub, w którym zbierane są wszelkie dostępne informacje rozpoznawcze dotyczące działań w Ukrainie. To bardzo ważne dowództwo i choć w latach 90. skrót SHAPE rozwijano jako Super Holliday At Public Expense (superwakacje na koszt publiczny), to jednak dziś dowództwo to, jako Allied Command Operations – ACO, czyli dowództwo operacyjne NATO w Europie, odgrywa wielką rolę w koordynacji pomocy wojskowej dla Ukrainy. Zakładamy, że stąd przygotowane pakiety informacji rozpoznawczych są przekazywane do Biura Łącznikowego NATO, które funkcjonowało w Kijowie już przed wojną. Na początku konfliktu biuro zostało ewakuowane do Lwowa, ale niewykluczone, że obecnie ponownie jest w Kijowie. Albo za jego pośrednictwem, albo za pośrednictwem wybranej ambasady dane rozpoznawcze, zapewne transmitowane głęboko szyfrowanymi łączami satelitarnymi, trafiają do Sztabu Generalnego Ukrainy.

Czytaj także: Czy NATO ma asa w rękawie? Nawet cztery

Poza satelitami NATO ma do dyspozycji bezpilotowe aparaty latające RQ-4 Global Hawk, samoloty rozpoznania radiolokacyjnego E-8C Joint STARS, samoloty rozpoznania radioelektronicznego RC-135V/W i najnowszy Bombardier ARES, patrolowe samoloty US Navy P-8 Poseidon.

Najpoważniejszym uzupełnieniem rozpoznania satelitarnego jest tu rozpoznanie radioelektroniczne SIGINT (Signal Intelligence). Są to odbiorniki i namierniki pasywne, które odbierają, namierzają, analizują i identyfikują wszelkie środki radioelektroniczne. Mogą to być radiostacje, radary, systemy nawigacyjne, systemy transmisji danych, a nawet telefony komórkowe. Współczesne jednostki wojskowe używają bardzo wiele takiego wyposażenia elektronicznego, a poszczególne typy są charakterystyczne dla określonych środków. Ponadto jednostki do łączności używają określonych, przydzielonych im pasm częstotliwości, a zatem po samych pogaduszkach można narysować ugrupowanie określonego batalionu. Takim namierzaniem i klasyfikowaniem środków radioelektronicznych zajmuje się ta część SIGINT, która jest znana pod nazwą ELINT – Electronic Intelligence. Ale jest jeszcze COMINT, czyli Communication Intelligence. To nieco wyższa szkoła jazdy, bowiem polega na przechwytywaniu, nagrywaniu, rozszyfrowywaniu i interpretacji samej treści prowadzonej korespondencji. Można się z takiej korespondencji wiele dowiedzieć, ale współczesne komputerowe szyfrowanie jest sporym wyzwaniem. Jak jednak wiadomo, powstają też oprogramowania do łamania szyfrowania i jest wieczna, nigdy nierozstrzygnięta walka „pocisku z pancerzem”.

Z kolei rozpoznanie radiolokacyjne to nic innego jak latające radary do obserwacji celów naziemnych czy nawodnych. Dzięki samolotom takim jak Joint STARS możemy zajrzeć na odległość do 200 km. Jeśli więc taki samolot przeleci 100 km od Krymu nad wodami międzynarodowymi, to może obserwować każdy pojazd stojący czy poruszający się 100 km od brzegów Krymu, może narysować jego niemal fotograficzny obraz dzięki technice znanej jako SAR (Synthethic Aperure Resolution), czyli tworzeniu brył na podstawie bardzo precyzyjnych pomiarów radarowych do różnych punktów obserwowanego obiektu. To zadziwiające, ale radar pracujący na zakresie SAR (i pochodnych, takich I-SAR) potrafi pokazać przypominający nieco niewyraźną czarno-białą fotografię obraz celu, widząc ten obiekt z odległości nawet 100–200 km.

Czytaj także: Po szczycie NATO Rosja pręży muskuły i straszy. Czyli standard

Jakie cenne informacje może otrzymywać Ukraina?

Dzięki opisanemu wyżej rozpoznaniu można np. ustalić położenie składów amunicji. W jaki sposób? Zastanówcie się: co jest charakterystyczne w składach amunicji? Muszą być odpowiednie magazyny do przechowywania amunicji, najlepiej zabezpieczone naokoło wałami ziemnymi. Do takich składów wciąż przyjeżdżają ciężarówki, a sam przeładunek następuje z zachowaniem odpowiednich środków ostrożności, ciężarówki podjeżdżają więc pojedynczo. W dodatku są to specjalne wozy amunicyjne. Łatwo je poznać po tym, że wydech z silnika mają wyprowadzony z przodu, gdzieś pod kabiną, a nie pod skrzynią, by nie podgrzewać przewożonego ładunku. Na zdjęciach satelitarnych od razu takie składy rzucają się w oczy. Jeszcze łatwiejsze do rozpoznania są składy materiałów pędnych i smarów, tu są często zbiorniki gumowe, zbiorniki stałe, beczki itp. No i oczywiście jest tu duży ruch cystern. W obu przypadkach w pobliżu nie ma zbyt wielu żołnierzy.

Czytaj także: Satelita nie pokaże, co boli Rosjanina. Jak poznać zamiary wroga?

Najłatwiej jest wykryć czynne stanowisko dowodzenia. Może być ono rozmieszczone w zabudowaniach albo w lesie w kontenerach. W obu przypadkach towarzyszy mu jednak duża liczba środków łączności pracujących na różnych częstotliwościach w szerokim zakresie różnych fal radiowych.

Oczywiście cenne są też informacje o położeniu lądowisk śmigłowców, o ruchach wojsk i ich rozmieszczeniu, a także o położeniu polowych baz remontowych. Wszystkie te dane, kiedy trafią do ukraińskiego dowództwa, pozwalają na precyzyjne niszczenie najważniejszych obiektów. Po drugie, informacje o ruchach wojsk, ich koncentracji, pozwala na przewidywanie, skąd należy się spodziewać nieprzyjacielskiego ataku i gdzie trzeba wzmocnić obronę.

Oczywiście Ukraina ma swoje rozpoznanie. Są to jednostki rozpoznawcze realizujące zwiad naziemny, źródłem informacji są też bezpilotowe aparaty latające oraz meldunki od własnych wojsk. Atutem uzupełniającym rozpoznanie jest ukraiński wywiad osobowy, który działa wyjątkowo skutecznie w oparciu o informatorów pozostających na okupowanych terytoriach (z Krymem włącznie), ale też na terytorium Rosji. Po złożeniu tych puzzli z wszystkich dostępnych kawałków Ukraina ma pełny obraz sytuacji w skali operacyjnej. Dlatego też ich wojska są w stanie działać tak skutecznie.

Czytaj także: NATO robi remanent po raz pierwszy od zimnej wojny. Co się zmieni?

A rola informacji na wojnie jest jak możliwość podglądania kartki przeciwnika w znanej, choć dziś już rzadko pamiętanej, gry w okręty. Pewna informacja daje niewyobrażalną przewagę. To, że NATO wykorzystuje swoją machinę rozpoznawczą, przekazując dane Ukrainie, jest dla Ukrainy wielką, choć mało docenianą pomocą. To jeden z czterech natowskich asów w rękawie w wojnie o wolność Ukrainy.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną