Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

144. dzień wojny. Celem Rosji nie tylko Donbas. Czy inicjatywa na wojnie ma znaczenie?

Pierwsze użycie zaawansowanego amerykańskiego systemu rakietowego M142 High Mobility Artillery Rocket Systems (HIMARS) przez siły ukraińskie. Zdjęcie udostępnione przez Sztab Generalny Ukrainy 4 lipca 2022 r. Pierwsze użycie zaawansowanego amerykańskiego systemu rakietowego M142 High Mobility Artillery Rocket Systems (HIMARS) przez siły ukraińskie. Zdjęcie udostępnione przez Sztab Generalny Ukrainy 4 lipca 2022 r. Sztab Główny Sił Zbrojnych Ukrainy / Forum
Rosyjskie ministerstwo obrony ogłosiło koniec przerwy operacyjnej, co dało się już zaobserwować na frontach. Przy okazji potwierdzono dziwną organizację rosyjskiego dowodzenia w Ukrainie. Jakie znaczenie na wojnie ma przejmowanie inicjatywy?

Koniec przerwy obwieścił sam Siergiej Szojgu, który najwyraźniej wciąż zachowuje swoje stanowisko. Przy okazji podał on, że wojskami Południowej Grupy Wojsk dowodzi gen. armii Siergiej Surowikin, zaś wojskami Centralnej Grupy Wojsk – gen. płk Aleksandr Lapin. Obaj dowódcy korzystają zapewne ze sztabów odpowiadających im okręgów wojskowych – Południowego OW i Centralnego OW. Dziwi, że nie zorganizowano jednolitego dowodzenia operacją w Ukrainie, tak by całością zaangażowanych wojsk kierował jeden dowódca wraz z odpowiednim sztabem.

Czytaj także: Słabszy też może wygrać. Kluczem jest koncentracja sił

Przygotowanie sił i dowodzenie operacjami wojskowymi

Problem polega na tym, że rosyjska filozofia dowodzenia nie przewiduje posiadania takich dowództw. W armiach NATO są dowództwa odpowiedzialne za przygotowanie sił i oddzielne dowództwa operacyjne, tak jak na przykład w Polsce. Jest Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych, które w czasie pokoju zawiaduje całością sił, odpowiada za zorganizowanie, przygotowanie, wyszkolenie, wyposażenie i utrzymanie gotowości bojowej jednostek operacyjnych Wojska Polskiego (za wyjątkiem WOT). A na wypadek wojny dowództwo to odpowiada za generowanie nowych sił, a także za wyszkolenie rezerw do uzupełnienia wojsk operacyjnych. Natomiast Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, z racji skrótu zwane „dorszem”, w czasie pokoju zarządza jedynie siłami wojska operującymi za granicą w ramach różnych operacji pod flagą ONZ czy NATO. Odpowiada też za przygotowanie planów obronnych kraju, a na wypadek wojny dowodzi przydzielonymi siłami. Taki rozdział pozwala, by DORSZ koncentrował się na kierowaniu operacjami wojskowymi, zaś kwestie administracyjne, takie jak szkolenie wojsk, uzupełnianie, zakwaterowanie, tyłowa logistyka (zakupy sprzętu, gromadzenie zapasów, remonty), po prostu go nie obchodziły. Dowództwo Operacyjne RSZ może zająć się wyłącznie kierowaniem wojskami i orientowaniem się w sytuacji na polu walki, ewentualnie bieżącym zaopatrywaniem wojsk poprzez odbieranie zapasów od jednostek podległych Inspektoratowi Wsparcia Sił Zbrojnych i przekazywanie ich jednostkom walczącym na froncie. Dowództwo Generalne RSZ równocześnie szkoli i wyposaża nowe jednostki, przeszkala rezerwy dosyłane jako uzupełnienie do walczących wojsk oraz organizuje integrowanie dosyłanych przez NATO sił jako przedstawiciel państwa gospodarza (HNS – Host Nation Support), zaś Inspektorat Wsparcia SZ kieruje przestawioną na tory wojenne gospodarką w części militarnej, gromadząc zapasy, organizując poważniejsze remonty i produkcję wojenną.

Czytaj też: Jak NATO może pomóc Ukrainie wygrać

I tak cała machina kierowania wysiłkiem obronnym kręci się bez zarzutu, a każdy ma swój obszar, za który odpowiada. Roboty jest dość dla wszystkich.

Rosyjska filozofia dowodzenia

A u Rosjan jest inaczej. Dowódca każdego szczebla odpowiada dosłownie za wszystko. Za wyszkolenie bojowe i za pomalowanie bramy jednostki. Za stan uzbrojenia i pilnowanie magazynów, za gotowość bojową i drożność toalet w koszarach. W ten sposób się nie da dowodzić, bo nie można skoncentrować się na rzeczywiście ważnych rzeczach. Na niższych szczeblach to dopuszczalne, bo wiele funkcji logistyczno-administracyjnych biorą na siebie zakontraktowane firmy cywilne, trzeba jedynie umieć radzić sobie w warunkach polowych, co jest okresowo ćwiczone. Jednak kiedy dochodzimy do szczebla korpusu i wyżej, w armiach NATO funkcje szkolno-administracyjne i czysto operacyjno-bojowe rozdziela się. Dlatego w Poznaniu Amerykanie umieszczają dowództwo V Korpusu bez wojsk, bo wojska na wypadek wojny, przygotowane i wyszkolone, dostanie od III Korpusu z Fort Hood w Teksasie lub XVIII Korpusu Powietrzno-Desantowego z Fort Bragg w Północnej Karolinie, które właśnie odpowiadają za przygotowanie sił, ale nie za dowodzenie w walce.

Teoretyczny zamysł Rosjan od czasów II wojny światowej był taki, że dowództwa okręgów wojskowych na wypadek wojny rozpączkowują się w dowództwa frontów (jak na przykład 2. Front Białoruski w II wojnie światowej) oraz szkieletowe elementy administracyjne pod starą nazwą okręgu wojskowego. Czyli że z okręgu wydzielany jest element dowódczy pod nazwą „front”, zaś element administracyjny pod nazwą „okręg wojskowy” zostaje na miejscu i generuje nowe siły na potrzeby uzupełnień frontów. Wszystko wskazuje na to, że i tym razem tak właśnie uczyniono, wydzielając z obu okręgów sztab dowodzenia i tworząc tzw. grupy wojsk. Mało kto pamięta, ale w czasach Układu Warszawskiego w odniesieniu do wysuniętych ku NATO zgrupowań wojskowych nie używano mogącej drażnić nazwy „front”, ale „grupa wojsk”. Była zatem Północna GW w Polsce, Zachodnia GW w NRD, Centralna GW w Czechosłowacji i Południowa GW na Węgrzech.

W przypadku Południowego OW na czele dzisiejszej Południowej GW stoi gen. armii Siergiej Surowikin, choć teoretycznie etatowym dowódcą Południowego OW jest Aleksandr Dwornikow. Wcześniej krążyły plotki o jego odwołaniu, m.in. za nadużywanie alkoholu. Oskarżenie o nadużywanie alkoholu w Rosji jest o tyle niezwykłe, że na coś takiego naprawdę trzeba sobie zapracować. Mamy jednak pewne podejrzenie, że gen. armii Surowikin stanął na czele wydzielonej z okręgu Południowej GW, zabierając ze sobą 8. Armię Gwardii, 49. Armię, 58. Armię i 22. Korpus Armijny (z Krymu) i dodatkowo dostając 5. Armię (ze Wschodniego OW), zaś pozbawiony wojsk Południowy OW jako jednostka czysto administracyjno-tyłowa pozostał pod dowództwem gen. armii Dwornikowa, co i tak byłoby dla niego sporą degradacją. Oba sztaby, Południowej GW i Południowego OW, mogą pozostać w Rostowie nad Donem, tak jest wygodnie. Natomiast gen. płk Aleksandr Lapin mógł stanąć na czele sztabu dowodzenia Centralnej Grupy Wojsk, wydzielonego z jego własnego Centralnego OW, zostawiając na stanowisku dowódcy OW sprowadzonego do roli administracyjnej niższego stopniem oficera. Ponieważ sztab Centralnego OW mieści się w Jekaterynburgu na Uralu, zapewne sztab Centralnej GW umieszczono gdzieś bliżej rejonu działań, prawdopodobnie w Biełgorodzie. Podporządkowano jej 1. Armię Pancerną Gwardii (z Zachodniego OW), 2. Armię Gwardii (własną), 6. Armię (z Zachodniego OW), 20. Armię Gwardii (z Zachodniego OW), 29. Armię (ze Wschodniego OW), 35. Armię (ze Wschodniego OW), 36. Armię (ze Wschodniego OW), 41. Armię (własną) i 68. Korpus Armijny (z Sachalinu).

A kto koordynuje działania obu tych dowództw? Wygląda na to, że zajmuje się tym bezpośrednio Sztab Generalny SZ Rosji, co nie jest rozwiązaniem efektywnym. Przykładem może być przenoszenie sił między grupami wojsk w razie wystąpienia takiej potrzeby. Teraz o takim ruchu musi zdecydować sam szef Sztabu Generalnego, nie mając wyczucia sytuacji, jakie mógłby mieć dowódca obecny na miejscu i zajmujący się wyłącznie prowadzeniem „operacji specjalnej”, a nie jeszcze setkami innych obowiązków.

Czytaj też: Walka z Rosją będzie długa i ciężka. Kluczowe są rezerwy

Cele Rosji nie ograniczają się do Donbasu

W rejonie na południe od Iziumu prowadzono ostrzał artyleryjski i ataki lotnicze, ale nie podejmowano żadnych szturmów. Nie oznacza to wcale, że nie planuje się tu żadnych uderzeń. Według Sztabu Generalnego Ukrainy rosyjskie wojska przegrupowują się tu do wznowienia ataków na Słowiańsk i na Barwinkowe.

Prowadzono natomiast ataki ze wschodu w kierunku na Siewiersk. Walki trwały tu w miejscowościach Hryhoriwka, ok. 10 km na północny wschód od Siewierska, nad Dońcem oraz we wsi Iwano-Darjiwka, 5–6 km na południowy wschód od Siewierska. Wygląda zatem na to, że Spirne zostało jednak oddane. Ukraińskie wojska dokonały tu pewnej rotacji. Do przodu wysunięto 17. Brygadę Pancerną im. Konstantina Pastuszka, zaś brygady OT (101. Zakarpacka BOT i 115. Żytomierska BOT) zostały cofnięte do drugiej linii, za Siewiersk, po jego południowej i północnej stronie.

Pod Bachmutem Rosjanie też usiłowali nacierać, ale również zostali odparci. Tutaj wytworzyła się ciekawa sytuacja, bowiem na południe i południowy wschód od Bachmutu znajduje się jezioro Łuhań, które trzeba obejść z jednej lub drugiej strony. Po północnej stronie jeziora jest słynna już Wuhlehirska Elektociepłownia, w której uporczywie broni się 30. Brygada Zmechanizowana im. Księcia Konstantina Ostroskogo. Dlatego Rosjanie z piechoty morskiej usiłowali obejść jezioro od południa, wspierani przez jednostkę donieckich separatystów o wdzięcznej nazwie 2. Batalion Czołgów „Diesel”. Jednak i tu zostali odparci, choć obrona ukraińska z pozoru wydawała się słabsza.

Pod Charkowem Rosjanie znowu bezskutecznie atakowali. Ukraiński wywiad GUR przechwycił rozmowę rosyjskich dowódców, w której przyznają oni, że nie obchodzą ich straty, a jedynie „wzięcie Charkowa”. Wg wywiadu ukraińskiego „głowa” separatystycznej republiki charkowskiej, którą chcą wykreować Rosjanie, Witalij Ganczew podpisał 16 lipca porozumienie o wzajemnej pomocy i współpracy ze stojącym na czele Ługańskiej Republiki Ludowej Leonidem Pasecznikiem. Przypomnijmy, że za Stalina też utworzono rząd „radzieckiej Flinlandii” z kolaborantem Otto Kuusinenem na czele, późniejszym członkiem Biura Politycznego KC KPZR. Widać zatem wyraźnie, że cele Rosji nie ograniczają się do Donbasu.

Osiem zasad sztuki wojennej Fullera

Inicjatywa to jedna z ośmiu zasad sztuki wojennej na poziomie operacyjnym, spośród których sześć sformułował swego czasu genialny brytyjski generał John F.C. Fuller, uczestnik I wojny światowej, a później teoretyk strategii militarnej. Wielki zwolennik mechanizacji wojska i czołgów. Wspomniane zasady to: celowość, inicjatywa, koncentracja sił, ekonomia wysiłku, zaskoczenie i synergia. Z czasem doszły jeszcze dwie: przewaga w powietrzu i przewaga informacyjna. Czasem na poziomie operacyjnym (a już na pewno na niższym, taktycznym) dodaje się także jednoosobowe dowodzenie.

Czytaj także: W Rosji płoną składy amunicji, paliw, ropy. To sabotaż czy robota Ukraińców?

Najciekawsze jednak jest co innego. Kiedy w latach 1981–85 kończyłem Wyższą Oficerską Szkołę Lotniczą w Dęblinie, owe zasady wykładano nam idealnie w Fullerowskim brzmieniu z jednym wyjątkiem. Oczywiście przedstawiano nam to jako genialne osiągnięcie sowieckiej sztuki wojennej, o Fullerze nikt się nie zająknął. Nie bez przyczyny – był to w istocie kanon sowieckiej sztuki wojennej przepisany do Regulaminu Walki Sił Zbrojnych PRL. Ta sowiecka mentalność przypisywania wszystkich zasług świata sobie pozostała do dziś w rosyjskiej mentalności. A owe zasady istnieją obiektywnie, jak zasady kinematyki Newtona czy na przykład prawa rządzące ekonomią. Ale w ZSRR za żadne skarby nie można było przyznać, że odkryto te zasady na „zgniłym Zachodzie”, a nie w przodującym kraju świata. Na przykład w sowieckim podręczniku aerodynamiki można było przeczytać, że liczba Ma, czyli wartość prędkości dźwięku na danej wysokości, pochodzi od rosyjskiego artylerzysty Aleksandra Mańkowskiego, który już w XVI w. w czasie strzelania z działa odkrył huk. O austriackim fizyku Ernście Machu, który jako pierwszy w 1887 r. zmierzył prędkość dźwięku i przewidział efekt „bariery dźwięku”, w sowieckim podręczniku nic nie było. Oczywiście w PRL mówiono normalnie „liczba Macha”, a podchorążowie żartowali, że według tego podręcznika silnik wysokoprężny wynalazł Siergiej Iwanowicz Dizel.

Czytaj także: Czy F-16 mogą zmienić sytuację?

Inicjatywa na wojnie. Czy warto ją mieć?

Wyjątkiem w sowieckich zasadach przepisanych żywcem z Johna Fullera była właśnie inicjatywa. Co ciekawe, Sowieci rozbijali ją na dwie oddzielne zasady: aktywność i ciągłość. Chodziło o to, że sowiecka szkoła wojenna nie uważała obrony za działania równorzędne z ofensywą. Ofensywa była podstawowa, a obrona wymuszona, chwilowa, z której jak najszybciej trzeba było przejść do ponownego natarcia. Trzeba przyznać, że była to bardzo agresywna doktryna wojenna i jak widać, w Rosji nic się nie zmieniło. Dlatego nie wystarczyło mieć inicjatywę, czyli np. w czasie działań obronnych dokonać efektywnych, paraliżujących przeciwnika uderzeń lotniczych i/lub rakietowych. Po prostu trzeba było nacierać (aktywność) i to w sposób nieprzerwany (ciągłość).

Właśnie z tego powodu rosyjska przerwa operacyjna w Donbasie, trwająca dosłownie tydzień, została tak szybko przerwana. Rosyjscy dowódcy zwyczajnie nie wyobrażają sobie takiej bezczynności, choćby po to, by wcielić do jednostek uzupełnienia, dokonać napraw sprzętu, uzupełnić stany zapasów logistycznych. Żołnierze nie mogą tak po prostu siedzieć w okopach i dłubać w nosie z nudów. Powinni nieustannie nacierać, atakować, szturmować, choćby mieli ginąć setkami. W końcu jednak któryś z ataków da jakąś małą korzyść, kilometr, może dwa. Dlatego właśnie wspomniana przerwa wystarczyła żołnierzom co najwyżej na oddanie bielizny do prania.

Inicjatywa jest jednak niezwykle istotna w działaniach wojennych, zresztą zapewne w wielu obszarach działalności człowieka. W biznesie jej odpowiednikiem jest „innowacyjność”. Przejmując inicjatywę, co niekoniecznie musi oznaczać wieczne nacieranie, stawiamy przeciwnika w sytuacji ciągłego reagowania na nasze posunięcia. Jeśli ktoś gra w szachy, wie, że jeśli się tylko reaguje na ruchy konkurenta, uciekając przez szachem, to w końcu się tę partię przegra.

Czytaj także: Idziemy po was! Ukraińscy partyzanci mszczą się na Rosjanach

Pętla Boyda. OODA: Observe, Orient, Decide, Act

Znaczenie inicjatywy szczególnie docenił amerykański teoretyk wojskowy z lat 70. płk John Boyd. Sformułował on nawet słynną zasadę pętli OODA – Observe, Orient, Decide, Act – obserwuj rozwój sytuacji, orientuj się w niej, decyduj, działaj. Pętla, bo Boyd od razu powiedział, że skutkiem naszego działania będzie zmiana sytuacji, którą trzeba ponownie obserwować, zorientować się w tych zmianach, podjąć ponowną decyzję i działać – i tak w kółko. Płk Boyd napisał, że kto jest w stanie ową pętlą kręcić szybciej, ten wygrywa. Jako przykład podał kampanię francuską, w której Brytyjczycy i Francuzi, realizując pierwotny plan zajęcia większością swoich sił wysuniętych pozycji obronnych w Belgii, nie dostrzegli, że Niemcy przeszli swoimi czołgami przez Ardeny, a następnie sforsowali Mozę pod Sedanem i wyszli na tyły głównych sił aliantów. W ten sposób alianci stracili inicjatywę, a nie orientując się w sytuacji na czas, wysuwając się do Belgii, tylko pogorszyli własną sytuację – jak mysz włażąca głębiej w pułapkę. W rezultacie zostali odcięci w rejonie Dunkierki, co skończyło się sromotną ucieczką.

Ale tu role się odwróciły. Z Niemców zeszła para, musieli podciągnąć piechotę, która została z tyłu za czołgami, i do likwidacji powstałego kotła przystąpili niemrawo. W ten sposób oddali inicjatywę Brytyjczykom, którzy nie zastanawiając się wiele, zdołali ewakuować spod Dunkierki ponad 300 tys. żołnierzy, głównie własnych, ale też i francuskich, belgijskich, holenderskich. Później te wojska bardzo im się przydały w ostatecznym pokonaniu Niemiec.

Oczywiście nie wszyscy docenili znaczenie pętli OODA. Francuzi pokpiwali z Amerykanów: Observe, Overreact, Destroy, Apologize, czyli obserwuj, reaguj nerwowo, zniszcz, przeproś. Jednakże błyskotliwa operacja Cobra II, czyli ofensywna część Iraqi Freedom, którą gen. Tommy Franks przeprowadził w mistrzowski sposób, pokazała, że OODA jak najbardziej działa. Szybkość, z jaką Amerykanie działali w Iraku, oraz śmiałość samego manewru sparaliżowała decyzyjnie irackie dowództwo, którego reakcje zawsze były spóźnione i nieadekwatne do dynamicznie zmieniającej się sytuacji. Do tego stopnia, że kiedy minister propagandy Iraku Mohammed Saeed al-Sahhaf (znany jako Comical Ali – komiczny Ali, w nawiązaniu do gen. Alego Hassana al-Majida używającego broni chemicznej przeciwko Kurdom, znanego jako Chemical Ali) prowadził jedną ze swoich konferencji prasowych w Bagdadzie, za jego plecami pojawiły się amerykańskie bojowe wozy piechoty M2 Bradley.

Inicjatywa Ukraińców – nowy, trzeci etap wojny

Rosjanom daleko do takiej sprawności. Raczej bliżej im do zbiurokratyzowanej i zcentralizowanej armii Saddama Husseina. Dlatego Ukraina musi przejąć inicjatywę. Przejęcie inicjatywy przez Ukraińców rozpocznie nowy, trzeci etap tej wojny.

Do pewnego stopnia ukraińskie wojska już to zrobiły. Działania HIMARS-ów przeciwko rosyjskim składom amunicji, ale też i stanowiskom dowodzenia (pod Kupiańskiem zaatakowano dowództwo 106. Tulskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej, zabijając trzech zastępców dowódcy tej dywizji i kilku innych oficerów sztabu), to jest już częściowe przejęcie inicjatywy, na które Rosjanie muszą reagować. Rozpraszać swoje zapasy logistyczne, pilnie je uzupełniać, co okazuje się niemożliwe, a w konsekwencji zmniejszać intensywność własnych działań.

Czytaj także: HIMARS-y w akcji, postrach Rosjan

Na pewno przejęciem inicjatywy będzie wejście do działań amerykańskich samolotów bojowych, bowiem jest nadzieja, że Ukraińcy z doradztwem NATO pokażą Rosjanom, co znaczy powietrzna przewaga. I jakie są jej konsekwencje. O powietrznej przewadze też napiszemy, bo to prawdziwy game changer.

Musi też w końcu nastąpić przejęcie inicjatywy na lądzie, czyli wprowadzenie do działań ofensywnych, formowanych na sprzęcie NATO, ukraińskich jednostek. Czekamy na to z wielką niecierpliwością. Zakładamy jednak, że Sztab Generalny SZ Ukrainy, z odpowiednią poradą ze strony państw zachodnich (USA nie oddaje broni za miliardy dolarów, mówiąc „róbta z tym, co chceta”) i z dużo większą świadomością sytuacji niż my wszyscy, doskonale wie, co robi. Czego pewnie za jakiś czas da nam dowód.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną