Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

TSUE odpowiada neosędziemu. Co to oznacza?

Siedziba TSUE Siedziba TSUE Transparency International EU Office / Flickr CC by 2.0
Skutkiem jest to, że neosędzia Kamil Zaradkiewicz po raz drugi uwiarygodnił się za pomocą TSUE w roli sędziego Sądu Najwyższego.

TSUE po raz drugi odpowiedział na pytanie prejudycjalne zadane przez neosędziego Sądu Najwyższego Kamila Zaradkiewicza. Mogło być inaczej, gdyby RPO Marcin Wiącek przesłał dodatkowe pismo wskazujące, że Zaradkiewicza za sędziego nie uznał w listopadzie zeszłego roku Trybunał Praw Człowieka.

Czytaj też: TSUE o neosędziach. „Możliwe rażące naruszenie prawa Unii”

Co uważa i robi RPO?

Dlaczego nie przesłał, choć w odpowiedzi dla „Polityki” zapowiedział, że „zamierza przekazać TSUE dodatkowe pisemne uwagi w związku z wydaniem wyroków ws. Advance Pharma” (wyrok ETPCz nieuznający Zaradkiewicza za sędziego)? Na razie nie dostaliśmy odpowiedzi z Biura RPO. Ale już można powiedzieć, że tym samym rzecznik nie przedstawił ważnego argumentu, który mógł sprawić, że TSUE twardo wypowiedziałby się w sprawie nielegalności neosędziów. Być może wskazówką jest wypowiadany od czasu do czasu przez RPO pogląd, że nie można kwestionować powołania sędziego przez prezydenta?

Skutkiem jest to, że neosędzia Kamil Zaradkiewicz po raz drugi uwiarygodnił się za pomocą TSUE w roli sędziego Sądu Najwyższego. Zrobił to za pomocą kolejnego pytania prejudycjalnego do europejskiego trybunału. Dotyczyło tego, czy środki otrzymane przez gminę (Wieliszew) jako unijne dotacje mogą być zajęte w ramach postępowania upadłościowego banku. TSUE odpowiedział dziś, że tak. Ale kluczowe jest to, że w ogóle odpowiedział, czyli uznał, że zadający pytanie jest „sądem” w rozumieniu prawa Unii.

Pierwszy raz odpowiedział na pytanie zadane przez Kamila Zaradkiewicza w listopadzie zeszłego roku (w sprawie Getin Noble Bank). Wtedy TSUE argumentował, że aby odmówić przyjęcia pytania prejudycjalnego, musiałby mieć wyrok stwierdzający, że sędzia je zadający jest powołany z naruszeniem prawa krajowego i unijnego, a więc nie można go uznać za „sąd” w rozumieniu art. 267 traktatu o UE. Jeśli takiego wyroku nie ma – obowiązuje domniemanie, że spełnia kryteria.

Czytaj też: Zerwane kolegium SN. Spór o Izbę Dyscyplinarną i neosędziów

Kolejna taka sprawa czeka

Taki wyrok wobec Zaradkiewicza już wtedy był (ETPCz w sprawie Advance Pharma), ale informacja o tym wpłynęła już po ustaleniu terminu wydania wyroku przez TSUE. W sprawie gminy Wieliszew było jednak dość czasu, a RPO zobowiązał się, że dośle ten argument do sprawy, do której przystąpił za swojego poprzednika Adama Bodnara.

Ale nie dosłał. W związku z tym TSUE orzekł dziś w sprawie gminy Wieliszew. Zaś co do składu sądu zadającego pytanie stwierdził: „w niniejszej sprawie ani w chwili zamknięcia pisemnego etapu postępowania, ani też w momencie poddania sprawy pod obrady nie przekazano do wiadomości Trybunału, by w stosunku do sędziów należących do składu odsyłającego wydano takie prawomocne orzeczenie sądowe, a ewentualne nieprawidłowości, do jakich mogło dojść w ramach krajowej procedury ich powołania, nie mogą spowodować niedopuszczalności rozpatrywanego tu wniosku o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym”.

Prof. Maciej Taborowski, były zastępca RPO (najpierw Adama Bodnara, potem Marcina Wiącka), ma nadzieję, że inaczej będzie w sprawie trzeciego pytania prejudycjalnego neosędziów, do której przystąpił Adam Bodnar. To sprawa (720/21), w której pytanie zadał skład Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN z neosędzią Grzegorzem Żmiją, uznanym przez ETPCz za niesędziego w listopadzie zeszłego roku. Prof. Taborowski zdążył dosłać do tej sprawy w TSUE zawiadomienie o wyroku obejmującym Żmija.

Czytaj też: Wojna PiS z UE może być jeszcze droższa

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną