Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Putin ma rywala? Jewgienij Prigożyn, kucharz z kartoteką, szef wagnerowców

Jewgienij Prigożyn w Petersburgu, 2016 r. Jewgienij Prigożyn w Petersburgu, 2016 r. Mikhail Metzel / TASS / Forum
Jako doświadczony kryminalista i biznesmen Jewgienij Prigożyn doskonale wie, że słabnącego rywala należy bez litości dobić. Otwarcie krytykuje wojenną strategię Rosji. Ale czy zagrozi władzy samego Putina?

„Kucharz Putina” i założyciel Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn ponoć otwarcie mówił prezydentowi o błędach popełnionych w Ukrainie. Miał wyrazić niezadowolenie z faktu, że resort obrony nakłada na najemników za dużo obowiązków, nie zapewniając im przy tym dość pieniędzy i sprzętu. Informował o tym niedawno dziennik „The Washington Post”, powołując się na dane amerykańskiego wywiadu. Służby specjalne USA mają też znać skład wąskiego kręgu zaufanych Putina, którym pozwala na szczerość.

Prigożyn po rewelacjach amerykańskiej gazety w komunikacie swojej firmy cateringowej Concord zaprzeczył, jakoby ostatnio osobiście kontaktował się z Putinem. Doniesienia te potwierdzają jednak dwa inne źródła w NATO. Informatorzy reporterów „Vice” twierdzili, że „Prigożyn wprost atakuje resort Siergieja Szojgu, próbując przejąć część zasobów finansowych i wpływów jego ministerstwa”.

Prigożyn i najemnicy od Wagnera

Ostra krytyka ministra obrony świadczy o tym, że wpływy Prigożyna rosną. Przez lata pozostawał cieniu, wolał działać za zamkniętymi drzwiami, nie decydował się na publiczną ofensywę. Tak bardzo pilnował poufności, że pozywał dziennikarzy za samo sugerowanie powiązań wagnerowców z Kremlem. W 2018 r. trzech reporterów poleciało do Republiki Środkowej Afryki, żeby zbadać wagnerowski trop – zostali zamordowani.

Prigożyn dopiero niedawno zmienił zdanie – pod koniec września oficjalnie przyznał, że założył Grupę Wagnera. „Sam czyściłem starą broń, sam segregowałem kamizelki kuloodporne i znalazłem specjalistów, którzy mi w tym pomogli. 1 maja 2014 r. narodziła się grupa patriotów, którą później nazwano batalionem Wagner” – oświadczył.

Armia najemników jest oficjalnie zakazana, ale realizuje zadania Putina wszędzie tam, gdzie Kreml nie może oficjalnie posłać swoich żołnierzy. W 2014 r. wagnerowcy byli wśród „zielonych ludzików” w Donbasie i pomagali zajmować Krym. Wspierali interwencję militarną w Syrii, realizowali operacje w Libii, RPA, Sudanie i Mozambiku. Ich dowódca Dmitrij Utkin, ps. „Wagner”, był pułkownikiem wywiadu wojskowego GRU, to weteran wojny w Czeczenii i żołnierz sił specjalnych. Znany z ultranacjonalistycznych przekonań, szczyci się nazistowskimi tatuażami. Jego pseudonim (i zarazem nazwa grupy) pochodzi od nazwiska ulubionego kompozytora Hitlera Richarda Wagnera.

Kremlowi coraz trudniej zaprzeczać powiązaniom z najemnikami. Przedtem gdy trafiali na pierwsze strony gazet, władze twierdziły: „nas tam nietu” (nas tam nie ma). Ale w 2018 r. Kreml musiał przyznać, że ponad 200 wagnerowców zostało zabitych w operacji amerykańskich sił w syryjskim Dajr az-Zaur. Przyciśnięty do muru rzecznik Putina Dmitrij Pieskow zarazem przekonywał, że Kreml nie ma nic wspólnego z „prywatną inicjatywą Rosjan poza granicami kraju”.

Czytaj też: Czy Putin i jego ludzie odpowiedzą kiedyś za swoje zbrodnie?

„Kucharz Putina” od brudnej roboty

Owa „prywatna inicjatywa” to specjalność Prigożyna. W latach 90. awansował na „kucharza Putina”, prowadził bowiem jego ulubioną restaurację w czasach, gdy był jeszcze zastępcą mera Petersburga. W pływającej po Newie New Island przyszły prezydent podejmował nawet zachodnich gości, m.in. Jacques’a Chiraca i George’a W. Busha.

Fortunę Prigożyn zbił na obsłudze cateringowej państwowych instytucji: armii, szkół i szpitali. Śledczy Fundacji Walki z Korupcją (powiązanej z Aleksandrem Nawalnym) dowiedli, że dzięki kremlowskim koneksjom w pierwszych pięciu latach zarobił 3,1 mld dol. Kiedy ludzie Nawalnego oskarżyli Concord o praktyki monopolistyczne, Prigożyn odpowiedział pozwem o 1,2 mln dol. zadośćuczynienia za szkody wizerunkowe. „Zostawię ich w samych butach” – groził. Tydzień później Nawalny został otruty nowiczokiem.

Ale Prigożyn nie dotarł do serca Putina przez żołądek. Został jego człowiekiem od brudnej roboty. Profesjonalista w swoim fachu, w zasadzie całe lata 80. przesiedział w więzieniu. Skazany w 1981 r. za kradzież, oszustwa i angażowanie nieletnich w działalność przestępczą, wyszedł na wolność przed czasem. W 1990 r. założył budkę z hot dogami w Petersburgu i szybko poszerzał swój interes. Kryminalne portfolio okazało się atutem, pomagało piąć się w górę, gdy zawiązywał się układ pomiędzy biznesem, kręgami władzy i mafią.

Prigożyn został też „trollem Putina” – prowadził farmę trolli, którą Kreml w 2016 r. wykorzystał do ingerencji w wybory prezydenckie w USA. Ci sami użytkownicy podsycali nastroje separatystyczne w Katalonii, probrexitowe w Wielkiej Brytanii, antyliberalne i antyunijne wśród Europejczyków. Prigożyn nie tylko pomaga siać dezinformację na Zachodzie, ale i wzmacnia swoją pozycję w Rosji w czasie trwającej wojny. W nieformalnym sojuszu z turbopatriotami, takimi jak Igor Girkin vel Striełkow, decyduje o zasięgu i skali krytyki wymierzonej w armię Rosji.

„Prigożyn naprawdę wzmocnił się przez ostatnie miesiące – twierdzi Marlene Laruelle, dyrektor Instytutu Studiów Europejskich, Rosyjskich i Eurazjatyckich na George Washington University, w rozmowie z „The Washington Post”. – Dzięki wojnie jest bliżej Putina niż kiedykolwiek”. Ewidentnie im większe porażki zalicza regularne wojsko, tym potrzebniejszy okazuje się właściciel wagnerowców. Dzięki nim Prigożyn osłabia monopol armii na działalność zbrojną i pnie się w hierarchii kremlowskich elit.

Czytaj też: Ameryka uratowała Ukrainę. Bije Rosję, a nawet Chiny

Wygryzie Putina?

Jako doświadczony kryminalista i biznesmen Prigożyn doskonale też wie, że słabnącego rywala należy bez litości dobić. Dlatego bije w Siergieja Szojgu mocno i publicznie. Niedawno w swoich mediach społecznościowych pisał o sztabie generalnym i ministrze obrony: „Myślę, że powinniśmy wszystkich tych drani wysłać boso na front z karabinami maszynowymi”. Wtórują mu jastrzębie, a najgłośniej czeczeński watażka Ramzan Kadyrow. Prigożyn stał się w ten sposób głosem „partii wojny”. Nie tylko krytykuje nieudolnych generałów, ale i promuje stosowanie w Ukrainie taktyki spalonej ziemi. Wagnerowcy wyrastają zaś na „ostatnią linię obrony, za którą chowają się rosyjskiej siły zbrojne”. Stad zapowiedź budowy kolejnej już tzw. linii Wagnera. 19 października Prigożyn potwierdził w wywiadzie, że mimo biurokratycznych oporów ministra Szojgu jego siły będą stawiać betonowe bloki, by osłonić się przed armią Ukrainy.

Władza musi słabnąć, skoro tacy ludzie jak Prigożyn pną się brutalnie w górę. Cały system rządów jest bez wątpienia pod presją – twierdzi Fiona Hill, znana ekspertka ds. Rosji z waszyngtońskiego think tanku Brookings Institution. Jej zdaniem Prigożyn walczy nie tylko o pieniądze, lecz także o status.

Amerykański Instytut Studiów nad Wojną idzie jeszcze dalej: stawia tezę, że rosnący w siłę Prigożyn zagrozi rządom Putina. „Pogłębia rozdźwięk w rosyjskich władzach” – twierdzą analitycy ISW. Pozwalając sobie na ataki wobec Szojgu, Prigożyn siłą rzeczy uderza też w naczelnego wodza: Putina. Zdobywa serca i umysły patriotów i wszystkich tych, którzy nie chcą klęski Rosji na froncie, a widzą, w jakim tempie armia traci terytoria.

Nie wiadomo, czy rosnące ambicje Prigożyna wyjdą poza reguły gry ustalone przez Putina, który, co gorsza, musi teraz polegać na swoim byłym „kucharzu”. Warto jednak pamiętać, że do tej pory każdy oligarcha, który próbował wybić się na niepodległość, kończył jak właściciel Jukosu Michaił Chodorkowski – w kolonii karnej lub jak biznesmen Boris Bieriezowski – powieszony w łazience. Prigożyn jest ambitny, działa brawurowo, ale nie jest naiwny.

Czytaj też: „Po Putinie nikt by nie płakał, jego otoczeniu też by ulżyło”

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną