Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Wybory do Kongresu USA. Sensacja: Demokraci zachowali większość w Senacie

Wybory są zwykle swego rodzaju plebiscytem na temat rządów urzędującego prezydenta. To zatem wielki sukces Joe Bidena. Wybory są zwykle swego rodzaju plebiscytem na temat rządów urzędującego prezydenta. To zatem wielki sukces Joe Bidena. Mike Stoll / Unsplash
Partia Demokratyczna zachowała większość wbrew przewidywaniom i historycznej prawidłowości mówiącej, że w połowie pierwszej kadencji prezydenta jego partia zwykle przegrywa wybory do Kongresu. Przesądziły zwycięstwa w Nevadzie i Arizonie, a przewaga nad GOP może jeszcze urosnąć.
Senator Catherine Cortez Masto wsparł m.in. były prezydent Bill Clinton.Mario Tama/EAST NEWS Senator Catherine Cortez Masto wsparł m.in. były prezydent Bill Clinton.

Sensacyjne rezultaty przynosi przeciągające się liczenie głosów po wtorkowych wyborach do amerykańskiego Kongresu i władz stanowych. W sobotę wieczorem (czasu USA) okazało się, że wbrew przewidywaniom Partia Demokratyczna zachowała większość w Senacie. O jej sukcesie przesądziła wygrana urzędującej demokratycznej senator Catherine Cortez Masto w stanie Nevada nad kandydatem z Partii Republikańskiej (GOP) Adamem Laxaltem, a wcześniej tego samego dnia zwycięstwo demokratycznego senatora Marka Kelly′ego, byłego astronauty, nad republikańskim challengerem Blakiem Mastersem. W rezultacie Demokraci mają już w Senacie 50 mandatów – czyli, jak dotychczas, równo połowę (w Senacie zasiada 100 osób) – co wystarcza im jednak do utrzymania kontroli, ponieważ decydujący głos w takiej sytuacji należy do wiceprezydenta, w tym wypadku Kamali Harris.

To też sukces Joe Bidena

Ta minimalna przewaga może jeszcze urosnąć po drugiej turze wyborów w Georgii, która odbędzie się 6 grudnia, ponieważ żaden z dwóch rywalizujących w tym stanie kandydatów: Demokrata Raphael Warnock ani Republikanin Hershel Walker, nie uzyskał wymaganej większości minimum 50 proc. głosów. Warnock, pastor Kościoła baptystów, wygrał z Walkerem, byłym futbolistą, różnicą 1 proc. Jeżeli powtórzy ten wynik w drugiej turze, mandaty w Senacie będą rozłożone między Demokratami a Republikanami w proporcji 51–49.

Zwycięstwo Demokratów jest tym bardziej niespodziewane, że doszło do niego wbrew historycznej prawidłowości mówiącej, że w połowie pierwszej kadencji urzędującego prezydenta jego partia zwykle przegrywa wybory do Kongresu, tracąc mandaty na rzecz opozycji albo nawet większość, jeśli ją posiada. Demokraci stracili większość w 1994 r., kiedy prezydentem był od dwóch lat Bill Clinton, w 2010 r., kiedy w Białym Domu zasiadał Barack Obama, a Republikanie w 2018 r., za prezydentury Donalda Trumpa. Wynik w Senacie jest zatem również ogromnym sukcesem Joe Bidena. Wybory są zwykle swego rodzaju plebiscytem na temat rządów urzędującego prezydenta, a sondażowe notowania Bidena oscylują wokół 40–42 proc.

Czytaj też: Recesja czy tylko spowolnienie? Biden ma kłopoty

Porażka Trumpa i jego kandydatów

Trwa jeszcze liczenie głosów w wyborach do Izby Reprezentantów, gdzie przed 8 listopada prognozowano zdecydowane zwycięstwo Republikanów i przejęcie przez nich większości od Demokratów. Wielu komentatorów, zwłaszcza sympatyzujących z GOP, prorokowało „czerwone tsunami”, czyli odebranie Demokratom wielkiej liczby, tj. 20–30 mandatów („niebiescy” to w USA Demokraci, a „czerwoni” – Republikanie). Na podstawie dotychczasowych obliczeń głosów w okręgach, gdzie jeszcze nie ma rozstrzygnięcia, głównie w zachodnich stanach, przewiduje się, że Republikanie raczej zdobędą w Izbie przewagę, ale najwyżej minimalną, rzędu raptem kilku miejsc, a i to nawet nie jest jeszcze stuprocentowo pewne. Kilkumandatowa zaledwie przewaga będzie wynikiem znacznie poniżej oczekiwań Republikanów – więc w praktyce również sukcesem Demokratów.

Przyczyną takiego obrotu rzeczy – zgodnie uważają komentatorzy – było wystawienie przez Partię Republikańską w wielu stanach i okręgach wyborczych kandydatów popartych przez Trumpa, osób bez żadnego doświadczenia politycznego ani kompetencji ustawodawczych, których główną kwalifikacją była lojalność wobec byłego prezydenta i powtarzanie za nim kłamstwa, że w 2020 r. wybory sfałszowano, nie dopuszczając do jego reelekcji. Na przykład w Pensylwanii wypromowany przez Trumpa Republikanin jako kandydat do Senatu Mehmet Oz przegrał z Demokratą Johnem Fettermanem, a kandydat na gubernatora Doug Mastriano został pokonany przez Demokratę Josha Shapiro. W stanie New Hampshire kandydat GOP do Senatu Don Bolduc przegrał z urzędującą demokratyczną senator Maggie Hassan.

Czytaj też: Burza po rewizji w rezydencji Trumpa. Fani się zagotowali

Republikanie mainstreamowi i radykalni

Niemal wszyscy faworyci Trumpa prowadzili kampanię na platformie bliskiego mu programu „America First”, czyli nacjonalistyczno-prawicowego populizmu, prezentowali skrajnie konserwatywne opinie, a niektórzy głosili spiskowe teorie powielane w internecie przez byłego prezydenta i jego fanów. Nie wszyscy przegrali, ale porażka wielu uważana jest za masowe odrzucenie polityków negujących – za Trumpem – prawomocność istniejącego systemu wyborczego, głoszących najbardziej ekstremalne poglądy. Republikanie prezentujący programy zgodne z mainstreamową ideologią tej partii, dystansujący się od Trumpa, wygrywali w wielu stanach i okręgach wyborczych, akcentując w kampanii takie sprawy jak wysoka inflacja, rosnąca przestępczość czy chaos z nielegalnymi imigracjami na granicy z Meksykiem.

Kierownictwo GOP obwinia Trumpa za niezgodny z oczekiwaniami partii wynik wtorkowych wyborów. Może to osłabić jego pozycję, tym bardziej że na Florydzie reelekcję wygrał z ogromną przewagą urzędujący republikański gubernator Ron DeSantis, od dłuższego czasu uchodzący za alternatywę dla Trumpa. Prawica w nim pokłada teraz główne nadzieje na zdobycie Białego Domu w wyborach w 2024 r.

Czytaj też: Merrick Garland. Człowiek, który ściga Trumpa

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną