Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Zachodnie czołgi dla Ukrainy. Rosja straszy eskalacją, Putin dmucha na zimne

Propagandyści, jak Sołowiow, podgrzewają atmosferę, głosząc hasła w rodzaju: „niemieckie czołgi znowu na naszej ziemi!”. Propagandyści, jak Sołowiow, podgrzewają atmosferę, głosząc hasła w rodzaju: „niemieckie czołgi znowu na naszej ziemi!”. Abaca Press / Forum
Władimir Putin taktycznie milczy, Kreml jest powściągliwy, media uspokajają, propagandyści straszą w sieci eskalacją. Atmosfera w Rosji jest nerwowa, a na horyzoncie – prócz leopardów i abramsów – wyłaniają się już inne problemy.

Decyzja o przekazaniu Ukrainie niemieckich czołgów Leopard i amerykańskich abramsów Rosjan nie zaskoczyła. Spodziewali się tego nawet mimo fiaska obrad grupy kontaktowej ds. wsparcia obronnego Ukrainy w Ramstein. Upór Olafa Scholza odczytali jako ciąg dalszy negocjacji z Amerykanami, sądząc, że sprawa tylko się odwlecze.

Moskwa czujnie więc obserwowała rozwojów wypadków. Zanim potwierdziły się doniesienia o porozumieniu między Berlinem a Waszyngtonem, już 24 stycznia Kreml przypomniał, że czołgi pogorszą stosunki Rosji z Niemcami. „Te relacje już są na dość niskim poziomie” – ocenił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. To przekaz przede wszystkim dla niemieckiego biznesu, ostrzeżenie, że powrotu do „business as usual” nie będzie.

Czytaj też: Rosja szykuje się do większej wojny. Świat się tego nie spodziewa

Putin nie komentuje, ma od tego ludzi

Sprawa nowoczesnych czołgów dla Ukrainy jest zbyt poważna, żeby władze Rosji mogły odpowiedzieć zbyt pochopnie czy przesadnie. Dlatego reakcje rozpisano na trzy głosy: powściągliwy Kremla, uspokajająco-konsolidujący mediów, paniczny propagandystów i Z-patriotów w sieci.

Władimir Putin sprawy nie skomentował, za to w pełni poświęcił się obchodom dnia studenta 25 stycznia. Jego zadaniem jest wszak ocieplanie wizerunku, zwłaszcza w obliczu wojennych trudności i zbliżających się ciężkich decyzji. Wszystkie programy informacyjne pokazywały go w otoczeniu zapatrzonych w niego adeptów Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego (MGU). W starannie wyselekcjonowanej grupie rozpoznano byłego ochotnika walczącego w Ługańsku, syna wolontariuszki z Donbasu, a także „uchodźczyni” z austriackiej uczelni, która odmówiła podpisania petycji potępiającej napaść na Ukrainę i musiała wrócić do Rosji.

Sprawy trudne zwyczajowo spadają na współpracowników Putina. Dostawy czołgów skomentował zatem rzecznik Kremla, zdecydowanie deprecjonując ich znaczenie. Przedsięwzięcie uznał za „dość nieudane z przyczyn technicznych”. Agencji informacyjnej TASS wczoraj powiedział: „Jestem przekonany, że także wielu ekspertów dostrzega absurdalność tego pomysłu. Ewidentnie przeszacowuje się potencjał, jaki zyskają rzekomo siły zbrojne Ukrainy”. Jak dodał, Kreml świetnie wie, że w NATO dochodzi do tarć i są kłopoty z dostępnością czołgów.

Czytaj też: Poligon Ukraina. Wojna to niezrównany test dla broni

Leopardy jak pantery i tygrysy

Bardziej stanowczo mogli się wypowiedzieć politycy niższego szczebla i dyplomaci. Ambasador w Berlinie Siergiej Nieczajew ostrzegł, że decyzja o czołgach przenosi konflikt na nowy poziom. Pierwszy zastępca ambasadora Rosji przy ONZ Dmitrij Polianowski w rozmowie z Russia Today uznał, że Berlin opowiedział się właśnie za eskalacją konfliktu. O dziwo zabrał głos także minister spraw wewnętrznych Władimir Kołokolcew, zapewniając, że czołgi powtórzą los innych niemieckich pojazdów pancernych, takich jak Tygrys i Pantera w czasach II wojny światowej – podał Kanał 5 związany z dziennikiem „Izwiestia”.

Konstantin Gabriłow, szef rosyjskiej delegacji na spotkaniu ws. kontroli zbrojeń w Wiedniu, mówił wręcz o prowokacji nuklearnej. „Wiemy, że czołgi Leopard 2, transportery piechoty Bradley i Marder są uzbrojone w pociski przeciwpancerne z głowicami uranowymi” – tłumaczył. Na forum OBWE zapowiedział, że pojawienie się takiego arsenału w Ukrainie Moskwa uzna za użycie brudnych bomb atomowych ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Wątek eskalacji jest istotny dla rosyjskiej propagandy. W programie „Wriemia pokażet” (Czas pokaże) na Kanale Pierwszym Władysław Szurygin, ekspert ds. wojskowych, przekonywał, że celem dozbrajania ukraińskiej armii jest ostatecznie przekształcenie jej w natowską. „Szykują nie zwykłą ofensywę, ale ogromne siły uderzeniowe” – mówił.

Linia frontu rozciąga się na ponad tysiąc kilometrów, siły obu stron są związane w kilku kierunkach. Rosjanie mocno okopali się na pozycjach, więc nie spodziewają się spektakularnej ofensywy przeciwnika. Fiaskiem byłaby jednak utrata Krymu. Przestrzegł przed takim scenariuszem dziennik „Kommierstant”, relacjonując środowy briefing w Białym Domu. Padło tam stwierdzenie, że „chcemy [USA] się upewnić, że [Ukraińcy] mają zdolności nie tylko do obrony przed Rosją, (...) ale i odebrania jej swojego suwerennego terytorium. Krym to Ukraina”.

Żaden rosyjski ekspert zarazem nie uważa, że leopardy i abramsy pomogą Ukraińcom odzyskać półwysep. Nie okażą się też – tu nie ma wątpliwości – gejmczendżerem tej wojny. Mogą jednak dać szansę na punktowe przełamanie frontu. Pytanie tylko gdzie – w grę wchodzi przecięcie korytarza krymskiego łączącego półwysep z Rosją. Gdyby to się Ukraińcom udało, widmo porażki byłoby bardziej niż namacalne.

Niemieckie czołgi znowu na naszej ziemi!

Rosjanie muszą się liczyć się z ryzykiem „utraty” Krymu, nie zakładają jednak – z wyjątkiem propagandystów – że leopardy czy abramsy wjadą na plac Czerwony w Moskwie. W Ukrainie trwa teraz wyścig z czasem. Rosjanie kończą szkolenie rezerwistów, zapowiadają kolejną falę mobilizacji. Ich mocne strony to ilość i gra na wyczerpanie. Ukraińcy muszą stawiać na jakość, bo nie mają takich zdolności odbudowy potencjału bojowego.

Dostawy najnowocześniejszego sprzętu nieco psują Rosjanom te kalkulacje i plany. Nowa mobilizacja to dla Kremla też duży kłopot, Rosjanie tym razem mogą sprzeciwić się łapankom i obławom. Dmuchając na zimne, Putin sięga już po sprawdzone rozwiązania: próbuje porządnie zastraszyć obywateli. Tak jak w 1999 r., kiedy prąc do wojny z Czeczenią, należało wykreować atmosferę zagrożenia terrorystycznego. FSB podkładało ładunki wybuchowe w moskiewskich blokach i oskarżało o to Czeczenów. Dziś wystarczy zainstalować w stolicy kilka dodatkowych systemów obrony przeciwpowietrznej, podgrzewać emocje i czekać.

Kluczowa jest w tym wszystkim fiksacja Rosjan na punkcie abramsów – nie chodzi nawet o czołgi, ale o to, że są amerykańskie. To pozwala budować narrację, że oto Rosja dzielnie stawia czoła imperializmowi USA, a Ukraina to tylko front starcia dobra (Rosja) i zła (Anglosasi). Leopardy są na drugim planie, choć propagandyści, jak Sołowiow, podgrzewają atmosferę, głosząc hasła w rodzaju: „niemieckie czołgi znowu na naszej ziemi!”.

Ton narzuca jednak Putin, który podczas rozmowy ze studentami uznał Niemcy za państwo niesuwerenne. „Po II wojnie światowej Niemcy zostały podzielone, jak wiadomo, na cztery sektory: amerykański, angielski, francuski i sowiecki” – tłumaczył. Związek Radziecki ten etap formalnie zakończył, ale Stany Zjednoczone nie, zatem „Niemcy zarówno prawnie, jak i faktycznie nadal są pod okupacją” – twierdzi Putin.

Leopardy, abramsy i brytyjskie challengery dość szybko mogą jednak przyćmić inne problemy – Rosjanie już spekulują o możliwych dostawach myśliwców F-16. Skarżą się, że to kolejna czerwona linia, którą sojusznicy Ukrainy są zdolni przekroczyć. Kijów miał paść w tydzień, a Zachód miał mu dostarczać broń przeznaczoną wyłącznie do obrony i niegroźną dla Rosji. Miały być hełmy, pomoc humanitarna i kamizelki kuloodporne. A są HIMARS-y, drony zdolne zaatakować bazę lotnictwa strategicznego pod Moskwą, leopardy i abramsy. A w przyszłości może nawet F-16.

Czytaj też: Po roku wojny rosyjski Goliat ma podbite oko

Więcej na ten temat

Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Pięć dziwactw polskiej polityki. To dlatego czeka nas zapewne dreszczowiec dekady

Nasza krajowa polityka, choć wydaje się na co dzień zwyczajna i banalna, ma jednak swoje wyraziste cechy, może i dziwactwa – w skali europejskiej i nie tylko. Te znaki szczególnie mocno się ujawniają i będą wpływać na kluczowe wydarzenia, także na wybory 9 czerwca i prezydenckie. Oto kilka z takich osobliwości.

Mariusz Janicki
16.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną