Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Viktor Orbán znów wywołał burzę

Premier Węgier Viktor Orbán Premier Węgier Viktor Orbán POOL / Reuters / Forum
Takim językiem mówią wschodni despoci, do których Orbánowi dziś bliżej niż do liberalnego Zachodu. W polityce słowa mają swoje konsekwencje, a liberalny Zachód je dostrzega.

I znów Viktor Orbán wywołał burzę. Nazwał Słowację „oderwanym od Węgier terenem” podczas tradycyjnego spotkania z węgierską mniejszością w Rumunii w siedmiogrodzkim kurorcie Baile Tusznad. Czechy uznał za przejęte przez „eurofederalistów”, goszczącej go Rumunii wytknął, że nie kwapi się z przyznaniem autonomii tamtejszej społeczności węgierskiej. Tylko Polskę pochwalił za to, że jako jedyne obok Węgier państwo członkowskie UE sprzeciwia się jej głębszej integracji, którą Orbán nazywa „federalizacją”.

Węgrom prezydencja się nie należy

Jego zdaniem wartości europejskie to tak naprawdę ochrona imigrantów i LGBT jako alternatywy dla tradycyjnej rodziny oraz wspieranie wojny w Ukrainie. Mało tego, wdał się też w rozważania o fiasku zachodniego projektu oświeceniowego: nie udało się wykorzenić w Europie chrześcijaństwa i przekształcić jej w społeczeństwo „hedonistycznych pogan”. Takim językiem mówią wschodni despoci, do których Orbánowi dziś bliżej niż do liberalnego Zachodu. W polityce słowa mają swoje konsekwencje, a liberalny Zachód je dostrzega.

W czerwcu w Parlamencie Europejskim odbyła się debata, czy Węgrom należy powierzyć półroczne przewodnictwo UE w przyszłym roku. Bo jak Węgry mogą przewodzić Unii, gdy pod rządami Orbána (jest premierem od 2010 r.) budują u siebie nieliberalną demokrację w stylu Jarosława Kaczyńskiego, podczas gdy Unia jest przecież dobrowolną wspólnotą państw liberalno-demokratycznych, szanujących prawa wszystkich obywateli i niezależny od polityków wymiar sprawiedliwości?

Po debacie odbyło się głosowanie: wyraźna większość deputowanych (440) przyjęła rezolucję, że w takiej sytuacji Węgrom nie należy powierzać rotacyjnej prezydencji w UE. Bo byłoby to de facto akceptacją polityki Orbána. Jego lipcowe wystąpienie w Rumunii potwierdza, że obawy i wątpliwości gremiów unijnych dotyczące Węgier Orbána są uzasadnione. Podobnie jak Kaczyński Orbán ciąży ku eurofobii w wydaniu skrajnej prawicy. Przyszłość Europy widzi na Wschodzie, w przymierzu z Turcją, autorytarnymi postsowieckimi państwami Azji Centralnej i Chinami. Zachód i Amerykę uważa za schodzące ze sceny. Takiego przekazu nie da się pogodzić z przekazem UE.

Węgry z władzą PiS do spółki

Tak samo jak nie da się pogodzić „wielkowęgierskich” prowokacji pod adresem Słowacji, Rumunii czy Ukrainy. Są to państwa suwerenne z systemami demokratycznymi. Hasło obrony suwerenności ma dziś na sztandarach międzynarodówka antyunijnej prawicy populistycznej. Nie przeszkadza to jednak Orbánowi, który z nią sympatyzuje. Nie przeszkadza Kaczyńskiemu, którego obóz milczy na ten temat.

Podważanie prawomocności niepodległego bytu i obecnych granic innych państw wywołuje napięcia i grozi konfliktami. Węgry nie posuną się do wojny z nimi o odzyskanie utraconych po I wojnie światowej terytoriów, ale Orbán, który stale uderza w rewizjonistyczne tony, na pewno nie wzmacnia Czwórki Wyszehradzkiej. Węgry ją współtworzyły po rozpadzie bloku sowieckiego razem z Polską, Czechami i Słowacją. Dziś są w konflikcie z tymi ostatnimi i w chwiejnym sojuszu z pisowską władzą. Razem z nią dokłada ona Unii jeden więcej problem w trudnych politycznie i ekonomicznie czasach.

Czytaj też: Bez KPO kraj wpadnie w kryzys. Ale Orbán się nie martwi

Orbán: prorok i zbawca narodu

Unia ma w tym niestety swój udział. Zwlekała z reakcjami na antyunijną, prorosyjską i antydemokratyczną politykę Orbána. Paradoksalnie stała się zakładnikiem własnego etosu nastawionego na współpracę, kompromis i konsens. Nie brała pod uwagę scenariusza, w którym państwo członkowskie kwestionuje właśnie te fundamenty wspólnoty europejskiej. Wyrzucenie Węgier byłoby klęską polityczną i wizerunkową UE, o czym Orbán wie i wykorzystuje to w swej grze geopolitycznej.

Roszczenia terytorialne są w UE wykluczone z mocy prawa. Historycznie biorąc, są zwykle pierwszym krokiem do agresji. Tak było z roszczeniami Niemiec hitlerowskich wobec Polski i Czechosłowacji. W powojennym niemieckim państwie federalnym rewizjonizm terytorialny istniał podczas zimnej wojny, nigdy jednak nie miał poparcia władzy. Współcześnie to element retoryki i polityki reżimów niedemokratycznych, np. Rosji, lub ugrupowań skrajnej prawicy nacjonalistycznej.

Wielkie Węgry to mrzonka, ale Orbán ją podtrzymuje dla politycznych korzyści. 5 mln Węgrów mieszka poza Węgrami, znaczna część w krajach z nimi sąsiadujących. Orbán kreuje się na troskliwego ojca wszystkich Węgrów, aby umocnić swoje niepodzielne rządy w kraju i węgierskiej diasporze. Udaje jednocześnie proroka zagłady Zachodu i zbawcę narodu, który dzięki niemu dołączy do mocarstw przyszłości. Zobaczymy.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Kraj

Duda nie wypełnia obowiązku. Ktoś się łudził?

PiS i Andrzej Duda dostarczyli przekonującego dowodu, że powoływani przez nich ambasadorowie byli, ogólnie rzecz biorąc, marnej jakości. Konflikt prezydenta z rządem Tuska na tym tle właśnie się pogłębił.

Marek Ostrowski
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną