Świat

Trumpowi grozi 600 lat więzienia. Czy dojdzie do skazania? Kluczowy jest czas

Były prezydent USA Donald Trump Były prezydent USA Donald Trump Alex Brandon / Associated Press / EAST NEWS
Donald Trump usłyszał nowe zarzuty, ale nie przyznał się do winy. Stwierdził, że „to smutny dzień dla Ameryki”, a wytoczona mu sprawa to „prześladowanie politycznego przeciwnika”.

Oskarżony o nadużycie władzy w celu nielegalnego utrzymania się na stanowisku prezydenta po przegranych wyborach Donald Trump stawił się w czwartek przed sądem federalnym w Waszyngtonie, gdzie przedstawiono mu zarzuty. Przyleciał do stolicy w asyście agentów Secret Service własnym prywatnym samolotem z New Jersey, gdzie przebywał w swoim klubie golfowym. Przed sądem demonstrowało z banerami koło stu osób, jego zwolenników i przeciwników.

Panie Trump!

Przewodnicząca posiedzeniu sędzia magistrat Moxila A. Upadhyaya zwracała się do oskarżonego per „panie Trump”. Po zadaniu rutynowych pytań o nazwisko i wiek pouczyła go o jego prawach, poinformowała, jaka grozi mu kara – łącznie ponad 600 lat więzienia – i ostrzegła, że przestępstwem jest wywieranie nacisków lub grożenie sędziom przysięgłym i świadkom. Jak oczekiwano, były prezydent nie przyznał się do winy.

Upadhyaya, z upoważnienia prowadzącej sprawę Trumpa sędzi Tanyi Chutkan, wyznaczyła na 28 sierpnia datę następnego przesłuchania. Na czwartkowe nie wpuszczono kamer. Trump opuścił sąd i udał się z powrotem do New Jersey. Przed wejściem do samolotu powiedział mediom, że „to smutny dzień dla Ameryki”, a wytoczona mu sprawa to „prześladowanie politycznego przeciwnika”.

Bliski termin następnego przesłuchania obserwatorzy komentują jako sygnał, że sędzia Chutkan, znana z surowych wyroków na uczestników szturmu na Kapitol 6 stycznia 2021 r., stara się przyspieszać procedurę i może wyznaczyć dość szybki termin pierwszego w historii procesu kryminalnego byłego prezydenta USA. Przypuszcza się, że może dojść do niego już w marcu, chociaż obrońcy Trumpa będą naciskać, żeby odbył się jak najpóźniej.

Czy Trump zostanie skazany?

Tempo postępowania aparatu sprawiedliwości ma tu kluczowe znaczenie. Jeżeli proces nie odbędzie się przed wyborami do Białego Domu w listopadzie przyszłego roku i jeśli Trump wybory wygra, sprawa umrze śmiercią naturalną, gdyż jako urzędujący prezydent będzie miał immunitet. A jeśli dojdzie do procesu zakończonego uznaniem jego winy i skazaniem, będzie mógł – jeśli znowu wprowadzi się do Białego Domu – sam siebie ułaskawić (prawdopodobnie) i zwolnić prowadzącego dochodzenia w sprawie jego przestępstw prokuratora specjalnego Jacka Smitha (na pewno). Prawo USA nie zabrania ubiegania się o najwyższy urząd i obejmowania go nawet osobom skazanym prawomocnym wyrokiem.

Jakie są szanse uzyskania wyroku skazującego Trumpa? Jego wina wydaje się oczywista. Po przegraniu walki o reelekcję w 2020 r. ogłaszał publicznie przy każdej okazji, że wybory zostały sfałszowane, chociaż nie znaleziono na to żadnych dowodów. Upierał się przy tym, wiedząc, że rozpowszechnia kłamstwo. Naciskał na władze kilku stanów, gdzie rzekomo doszło do oszustw, aby legalnych elektorów zobowiązanych do głosowania na zwycięzcę, Joe Bidena, zastąpić elektorami dobranymi przez zdominowane przez Republikanów legislatury stanowe. Dzwonił do sekretarza stanu w Georgii i domagał się, by „znalazł” mu brakujące kilka tysięcy głosów (spotkał się z odmową). A 6 stycznia 2021 r. wezwał fanów do ataku na Kapitol, aby nie dopuścili do zatwierdzenia przez Kongres jego wyborczej porażki. Doszło do starć z policją i śmierci sześciu osób.

Podkast: Czy wybory w USA są uczciwe?

Odwracanie kota ogonem

Jak wynika z wypowiedzi adwokatów Trumpa, jego obrona będzie się opierać na tezie, że do wszystkich działań uznawanych przez oskarżenie za nielegalne miał on prawo na podstawie pierwszej poprawki do konstytucji, gwarantującej wolność wypowiedzi, a także wolność zgromadzeń i politycznych protestów. Zdaniem obrońców Trump mógł rzeczywiście wierzyć, że przegrał wskutek oszustw wyborczych, niepoliczenia części głosów i podobnych nieprawidłowości – odbieranie mu takiego prawa jest równoznaczne z polityczną represją.

Przeważająca większość prawników wypowiadających się w amerykańskich mediach odrzuca takie argumenty jako absurdalne. Pierwsza poprawka do konstytucji nie chroni oskarżonego – wyjaśniają – jeśli „wolności wypowiedzi” używa się do popełnienia przestępstwa, w tym wypadku próby zmiany wyniku wyborów przez oszukańcze manipulacje z elektorami, a w końcu siłą – bo do tego sprowadzał się szturm tłumu na Kapitol, a więc próba uniemożliwienia pokojowego transferu władzy.

Trumpa bronią niektórzy konserwatywni prawnicy i jego stronnicy z prawicy, którzy próbują odwrócić kota ogonem, twierdząc, że to nie on nadużył władzy, tylko jego oskarżyciele z administracji prezydenta Bidena. Zdaniem trumpistów prokurator specjalny Jack Smith jest narzędziem w ręku prokuratora generalnego Merricka Garlanda, członka gabinetu prezydenta (Garland powołał prokuratora specjalnego). A postawienie Trumpowi kryminalnych zarzutów na rok przed wyborami ma według nich na celu wyeliminowanie go jako kandydata do Białego Domu w 2024 r.

Czytaj też: Trump oskarżony. Niewypał? Prezydentem USA może być i tak

Jak zdążyć przed wyborami

Oskarżenie Trumpa, ogłoszone przez Smitha we wtorek, nie zaszkodziło mu w oczach Partii Republikańskiej. Według najnowszych sondaży 69 proc. Republikanów uważa, że Biden nie jest prawomocnym prezydentem, bo to Trump wygrał w 2020 r., i mniej więcej ten sam odsetek popiera Trumpa jako kandydata do partyjnej nominacji prezydenckiej – więcej wyborców GOP niż tych, którzy popierają wszystkich jego rywali razem wziętych. Następne przesłuchanie, 28 sierpnia, odbędzie się pięć dni po pierwszej debacie telewizyjnej kandydatów GOP do nominacji, z prawdopodobnym udziałem byłego prezydenta. Zapewne tylko mu to pomoże, bo umocni jego wizerunek jako ofiary politycznych prześladowań.

Żeby Smith uzyskał wyrok skazujący, musi przekonać ławę przysięgłych, że były prezydent jest winien „ponad wszelką wątpliwość”. W sprawach karnych sąd przysięgłych musi wydać orzeczenie jednomyślnie, co oznacza, że wystarczy jeden ławnik (na 12), który uprze się, by głosować „niewinny”, żeby sąd nie mógł wydać werdyktu. Prowadzi to zwykle do kolejnego procesu. Jeżeli zdarzy się tak w sprawie Trumpa, maleją szanse zdążenia z rozstrzygnięciem przed wyborami.

Proces prowadzi sąd federalny w Waszyngtonie i tam też powinna odbyć się rozprawa, jako że tam przestępstwo zostało popełnione. DC (District of Columbia to nazwa administracyjna stolicy USA) to jednak miasto zdecydowanie antyrepublikańskie, w wyborach 90 proc. jego mieszkańców głosowało na Bidena, więc obrońcy Trumpa mają silne argumenty, by domagać się przeniesienia procesu – i sygnalizują już taki zamiar. W wypadku spraw prowadzonych przez sądy federalne często dochodzi do zmiany miejsca rozprawy. Jeżeli dojdzie do niej w stanie czy mieście zamieszkanym przez więcej sympatyków Trumpa, wzrośnie prawdopodobieństwo, że nie zostanie uznany za winnego.

Byłego prezydenta czekają jeszcze dwa inne procesy. Pierwszy z oskarżenia w Nowym Jorku o fałszowanie raportów biznesowych w celu ukrycia opłat pornoaktorce za nieujawnienie seksu z Trumpem (zanim został prezydentem), drugi – o bezprawne zabranie z Białego Domu po zakończeniu urzędowania i przechowywanie w rezydencji w Mar-a-Lago tajnych dokumentów państwowych. Ta ostatnia sprawa, również prowadzona przez Smitha, uchodzi za łatwiejszą do wygrania niż ta o przestępczą próbę odwrócenia wyniku wyborów.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Nauka

Czy istnieją miasta idealne? Nowa Huta warunki spełnia. Warto przyjrzeć się jej bliżej

75-lecie Nowej Huty to okazja do rachunku sumienia dla urbanistów, decydentów i deweloperów. A dla nas – do refleksji, gdzie naprawdę chcielibyśmy mieszkać.

Marcin Skrzypek
09.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną