Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Argentyna: sensacja po pierwszej turze wyborów prezydenckich. Co dalej?

Sergio Massa Sergio Massa Emiliano Lasalvia / AFP / EAST NEWS
Mimo negatywnych trendów sondażowych i dopiero trzeciego miejsca w prawyborach pierwszą turę wyborów prezydenckich w Argentynie wygrał odchodzący minister finansów Sergio Massa. Ale radykał Javier Milei też wciąż się liczy.

Na początek kilka danych. W październiku inflacja w Argentynie przekroczyła 138 proc., a to i tak dane oficjalne – nieoficjalnie może być o kilkadziesiąt punktów procentowych wyższa. Stopy procentowe są na poziomie 133 proc., ponad jedna trzecia ludności żyje w ubóstwie, a przyszłość gospodarki zależy od naprawy napiętych relacji z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, któremu Buenos Aires jest dłużne 41 mld dol. Jeśli ktokolwiek nad La Platą miał jakiś kapitał, dawno go wyprowadził, najpewniej do sąsiedniego i stabilnego ekonomicznie Urugwaju. Nic niewarte peso pozostaje w obiegu głównie na czarnym rynku. Różnica między kursem ulicznym a oficjalnym wynosi 150 proc., oba zresztą co chwila się zmieniają – zdarzało się, że wymiana u cinkciarza drożała o 60 proc. w ciągu dwóch–trzech dni.

Czytaj też: Brazylia i Argentyna chcą mieć wspólną walutę. Co to za fantazja?

Milei czy Massa? Argentyna wybiera

Taki gospodarczy krajobraz stanowi antyreklamę dla każdego, kto kieruje resortem finansów. A jeśli dodać do tego, że w sierpniowych, obowiązkowych prawyborach Sergio Massa zajął dopiero trzecie miejsce (czyli nie wszedłby do drugiej tury), przegrywając z dwójką kandydatów prawicowych: libertarianinem Javierem Mileiem i przedstawicielką centroprawicy Patricią Bullrich, jego zwycięstwo w niedzielnej pierwszej turze okaże się sensacją.

Przed weekendem wszyscy wiodący eksperci twierdzili, że Massa szanse ma niewielkie, bo jego przeciwników niesie silny prąd antyestablishmentowy. Co prawda o Bullrich ciężko powiedzieć, że nie ma nic wspólnego z polityczną elitą – szefowała resortowi bezpieczeństwa za czasów Mauricio Macriego. Ale Milei to już typowy populista spoza partyjnej sceny. Massa natomiast wywodzi się ze środowiska peronistów, najważniejszej siły w powojennej historii Argentyny. Po latach korupcyjnych skandali Argentyńczycy mieli jej rzekomo powyżej uszu.

Po raz kolejny przedwyborcze prognozy były dla prawicy zbyt optymistyczne. Pierwszą turę wygrał Sergio Massa, zdobywając 36,7 proc. głosów – 7 pkt proc. więcej, niż przewidywały najlepsze dla niego badania opinii. Do drugiej tury, zaplanowanej na 19 listopada, wejdzie też Javier Milei, którego poparło 30 proc. wyborców. Choć przez ostatnie dni w sondażach niemal się zrównywali, a w jednym badaniu – agencji AtlasIntel z 10 października – Massa wygrywał nawet o 5 pkt proc., przy remisie między Mileiem i Bullrich, to średnia wyników dawała ekscentrycznemu libertarianinowi sporą przewagę.

Czym podpadł Javier Milei

W kampanii Milei proponował radykalne zmiany gospodarcze: chciał dolaryzacji, likwidacji banku centralnego, obcięcia wydatków na programy socjalne, prywatyzacji usług transportowych, eliminacji wsparcia z budżetu dla programów opieki nad kobietami i nauk społecznych na uniwersytetach, jego zdaniem produkujących „imbecyli” i „neomarksistów”, doprowadzających Argentynę do ruiny.

Jest poza wszystkim kontrowersyjny – sugerował wielokrotnie, że feminizm zagraża ładowi społecznemu, a aborcja to zbrodnia. Dzieci kazałby rodzić nawet zgwałconym nastolatkom, bo, jak mówi, „jednego czynu kryminalnego nie można naprawiać drugim”. Co prawda głównie dlatego Milei trafiał na czołówki zagranicznych mediów. Wywiad z nim w swoim nowym internetowym kanale przeprowadził nawet Tucker Carlson. Ale trudno twierdzić, że to właśnie te poglądy zdecydowały o jego porażce, a wcześniej windowały go w sondażach. Kampania w Argentynie rozgrywa się właściwie w całości na płaszczyźnie ekonomicznej, więc to tam szukać należy źródeł niedzielnej sensacji.

Massa zapewne wygrał, bo na finiszu udało mu się zmobilizować niezdecydowanych i tych mniej zamożnych. Zadziałał też strach – minister finansów alarmował, że rządy Mileia to będzie całkowite odejście od jakichkolwiek programów socjalnych, a w dłuższej perspektywie oznaczają katastrofę. Załamałyby się te sektory, które jeszcze jakoś funkcjonują, w tym edukacja i ochrona zdrowia. Z kolei Milei, podgrzewając polaryzację i przedstawiając się jako ostatni obrońca narodu przed złem socjalizmu, zabrał część głosów Patricii Bullrich, która skończyła z trzecim wynikiem, nieco poniżej 24 proc.

Czytaj też: Dotknąć szczątków. Argentyńskie rozrachunki z dyktaturą

Zagadki skrajnie prawicowego elektoratu

Massa już apeluje o stworzenie rządu jedności narodowej, co w jego przypadku jest jedynym rozsądnym posunięciem – w końcu w niedzielę aż 55 proc. głosujących poparło kandydatów prawicy. Odbierać to trzeba jako wotum nieufności dla rządu odchodzącego Alberto Fernandeza, której Massa był jedną z wyrazistszych twarzy. Patrząc szerzej, pokazuje to niechęć do obozu peronistów, których Argentyńczycy rzeczywiście mają powoli dość. A tam Massa jest mocno zakorzeniony, o prezydenturę z ramienia tego środowiska ubiegał się już osiem lat temu, wtedy nie wszedł jednak do drugiej tury.

Biorąc więc pod uwagę, że na niechęci do spuścizny argentyńskiej lewicy kapitał budował Milei, to on jest mimo wszystko faworytem drugiej tury. Wyborcy Bullrich mogą, teoretycznie, podzielić się po równo między zwolenników ładu instytucjonalnego i tych, którzy chcą całkowitej rewolucji w architekturze państwa. Albo zostać w domu, zniechęceni polaryzacją – na to wskazują analizy think tanków, m.in. amerykańskich Wilson Centre i Carnegie Endowment.

Z Argentyny po pierwszej turze płynie też lekcja na temat przewidywania ewentualnych sukcesów skrajnej, antyestablishmentowej prawicy. Po raz kolejny w zaledwie kilka miesięcy sondaże nie są w stanie poprawnie oszacować poparcia dla takich ugrupowań czy polityków. Tak było w przypadku Vox w Hiszpanii, Konfederacji w Polsce, ofiarą trendu padł do pewnego stopnia Javier Milei. Deklarowanie sympatii dla tych formacji nie zawsze przekłada się na partycypację w wyborach i głos. Internet, gdzie prawica dominuje, ma mniejsze od zakładanego przełożenie na wyniki. Można traktować to jak wstęp do analizy elektoratów skrajnej prawicy – nie tylko opartej na ruchu w sieci, ale też ich umiejscowieniu w tradycyjnej polityce. Przede wszystkim dlatego, że pogłoski o śmierci starych partii znów okazały się przesadzone.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Fotoreportaże

Richard Serra: mistrz wielkiego formatu. Przegląd kultowych rzeźb

Richard Serra zmarł 26 marca. Świat stracił jednego z najważniejszych twórców rzeźby. Imponujące realizacje w przestrzeni publicznej jednak pozostaną.

Aleksander Świeszewski
13.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną