Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Putin traci rywala? Borys Nadieżdin nie został dopuszczony do wyborów w Rosji

Borys Nadieżdin Borys Nadieżdin Maxim Shipenkov/EPA / PAP
Centralna Komisja Wyborcza nie dopuściła Borysa Nadieżdina do wyścigu o fotel prezydenta Rosji. Putin stracił największego rywala.

Informację przekazał sam Borys Nadieżdin. „CKW [Centralna Komisja Wyborcza] odmówiła zarejestrowania mojej kandydatury na stanowisko prezydenta Federacji Rosyjskiej. Nie zgadzam się z tą decyzją. Zebrałem ponad 200 tys. podpisów w całej Rosji. Zbiórkę prowadziliśmy otwarcie i uczciwie – cały świat obserwował kolejki w naszej siedzibie i punktach zbiórki” – napisał na Telegramie.

CKW uznała za nieważne 9147 ze 105 tys. wymaganych podpisów, które Nadieżdin złożył 31 stycznia. Jej zdaniem na liście znalazły się osoby zmarłe lub nieistniejące. Polityk zapowiedział, że odwoła się do rosyjskiego Sądu Najwyższego. „Kandydowanie na prezydenta w 2024 r. to najważniejsza decyzja polityczna w moim życiu. Nie wycofuję się ze swoich zamiarów” – dodał Nadieżdin.

W odpowiedzi na zarzuty komisja poinformowała, że podczas liczenia głosów nie był obecny żaden przedstawiciel ze sztabu Nadieżdina.

Czytaj też: Nadieżdin, największy rywal Putina. Jeśli Kreml pozwoli

Sympatyczny rosyjski inteligent

Borys Nadieżdin był uznawany za największego rywala Władimira Putina w marcowych wyborach. Nazywany „liberalnym” i „propokojowym” – krytykuje wojnę w Ukrainie i samego Putina. Sam o sobie mówi, że jest po prostu sympatycznym rosyjskim inteligentem. I faktycznie tak wygląda, zauważył na łamach „Polityki” Jacek Poprzeczko. Zażywny, z miłą zaokrągloną twarzą, błyskiem w oku i inteligencką bródką. Mówi wartko, składnie i ciekawie, dobrze prezentuje się w mediach.

Urodził się w 1963 r. w Taszkiencie, w inteligenckiej rodzinie. Dzieckiem był utalentowanym, w 1979 r. zdobył II nagrodę w ogólnozwiązkowej olimpiadzie matematycznej. Ukończył Moskiewski Instytut Fizyczno-Techniczny, a kilka lat później moskiewski Instytut Prawny. Początkowo poświęcił się karierze naukowo-badawczej, ale potem zajął się też polityką.

W latach 2000–03 był deputowanym do Dumy i zastępcą przewodniczącego frakcji Sojusz Sił Prawicowych, utworzonego w 1999 r. ugrupowania liberalno-demokratycznego, którego liderem był znany demokratyczny polityk Borys Niemcow. Nadieżdin w polityce zajmował się raczej doradztwem i organizacją kampanii. Współpracował też swego czasu z Aleksiejem Nawalnym, a w innym czasie – z putinowską Jedną Rosją. Słowem: z niejednego pieca jadł chleb, ale zawsze z drugiego szeregu.

Czytaj też: Gdy Rosjanie się boją, uciekają w okultyzm i ludowe fantazje

„Nie jestem liberałem”

Jak to się stało, że polityk drugiego planu stał się nagle pierwszoplanową postacią kampanii przed rosyjskimi wyborami prezydenckimi, które odbędą się w połowie marca? Borys Borysowicz Nadieżdin tak opowiadał o tym w wywiadzie dla niezależnego portalu „Meduza”: „Gdy odmówiono mi rejestracji w wyborach na gubernatora obwodu moskiewskiego [w lipcu 2023 r. – red.], zezłościłem się i mówię prosto z mostu: jak mnie nie puszczacie w gubernatory, to wam zrobię taki numer, że będę kandydował na prezydenta”. Wtedy uznał to tylko za świetny bon mot, ale potem zmienił zdanie.

Kim jest dzisiaj? „Kiedy mnie pytają, czy jestem liberałem, odpowiadam: nie, jestem rosyjskim patriotą. I to czysta prawda, chcę, żeby Rosja była wielka, ale nie w takim stylu, jak myśli Putin, ciskając, gdzie popadnie »Kindżałami« i »Iskanderami«. Wielka w takim sensie, żeby była wolnym i pokojowym krajem, do którego każdy chce przyjechać, a ludziom jest w nim dobrze. Jeśli się uczestniczy w wyborach prezydenckich i chce się zdobyć ponad 10 proc. głosów – a ja już, najwyraźniej, zyskuję ponad 10, śledzę przecież sondaże – nie powinno się sztywno przywiązywać do jakiejś określonej ideologii czy siły politycznej”.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat

NATO kilku prędkości? Pomysły trumpistów coraz bardziej szalone i coraz groźniejsze

Lepsza ochrona dla krajów więcej „płacących” – gorsza lub brak dla tych, którzy się ociągają. Tak według wojskowego doradcy Trumpa miałoby wyglądać NATO po reformie. Dawni członkowie trumpowskiej administracji mówią wprost: następna kadencja oznacza wyjście USA z Sojuszu i jego rozpad.

Marek Świerczyński, Polityka Insight
17.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną