Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Ludobójstwo w Strefie Gazy: bezbronni giną na oczach świata. Trzeba to nazywać

Sześcioletni Malik Nidal Saad cierpi na poważne niedożywienie. Uciekł z rodziną z Bajt Lahia. Z powodu izraelskiej blokady Strefy Gazy waga chłopca spadła z 15 do 7 kg. Sześcioletni Malik Nidal Saad cierpi na poważne niedożywienie. Uciekł z rodziną z Bajt Lahia. Z powodu izraelskiej blokady Strefy Gazy waga chłopca spadła z 15 do 7 kg. Abdalhkem Abu Riash / Forum
Jakie stanowisko trzeba zająć wobec ludobójstwa w Gazie? Takie, jakie wskazał twórca tego pojęcia i wielki humanista Rafał Lemkin.

Na oczach całego świata giną bezbronne ofiary ludobójstwa w Strefie Gazy. Ludziom, nawet w odległych krajach, trudno się z tym pogodzić. Rząd izraelski zaprzecza ludobójstwu, a krytyków swego postępowania piętnuje jako antysemitów. Jesteśmy bezradni. Niewiele możemy zrobić. Trzeba chociaż tyle: przypomnieć, nazwać i ocenić – choćby tylko we własnej głowie – podstawowe fakty tej tragicznej historii.

Izrael zabija bez celu

Brutalny atak terrorystów Hamasu 7 października na Żydów wstrząsnął cywilizowanym światem i wypełniał definicję zbrodni przeciwko ludzkości: Żydzi byli zabijani i porywani dlatego, że są Żydami. Izrael miał oczywiste prawo do obrony i zbrojnej kontrofensywy. Nawet odwetu trudno nie uznać za uzasadniony i sprawiedliwy. Trzeba było odnaleźć przywódców Hamasu wszędzie tam, gdzie się ukrywali, czasem w podziemiach, a nawet w obiektach publicznych, wśród cywilów. W tych warunkach nie można było ich znaleźć bez ryzyka strat – tak to się nieczule nazywa – ubocznych. Powodowanie tych strat z pewnością – na początku ofensywy – nie było celem działań zbrojnych. I pomimo dużej liczby ofiar „ubocznych” działania wojskowe Izraela były na ogół rozumiane i akceptowane przez społeczność międzynarodową.

Jednak z upływem czasu stało się jasne dla wszystkich, że nie ma żadnego przyzwoitego celu, który mógłby uzasadniać rozszerzenie działań zbrojnych w Gazie. Nie ma żadnego celu, który uzasadniałby kontynuowanie operacji wojskowej przy ryzyku utraty życia ciągle przetrzymywanych przez zbrodniczy Hamas zakładników i ryzyku utraty życia wielu osób w żaden sposób niezaangażowanych w konflikt. Stosowanie bezwzględnej siły jest dziś absolutnie nieproporcjonalne do zagrożenia, a nieudzielanie pomocy głodującym dzieciom wypełnia znamiona ludobójstwa.

Czytaj też: Izrael ogłasza „przerwy humanitarne” w Strefie Gazy. O wiele za późno, o wiele za mało

Zbrodnie wojenne Izraela

Ze względu na historyczne zaszłości, tragiczny los Żydów w czasie okupacji hitlerowskiej i ohydny antysemityzm w wielu społeczeństwach – u postronnych obserwatorów panuje zrozumiała obawa przed krytykowaniem tego, co państwo Izrael dziś robi. Tym bardziej trzeba przypominać, że izraelskie elity, autorytety polityczne i społeczne wcale nie popierają tego postępowania.

Wystarczy zacytować Ehuda Olmerta, byłego premiera Izraela (2006–09), który publicznie potępił swojego następcę Beniamina Netanjahu i wojnę, którą ten prowadzi w Strefie Gazy. W artykule dla znanego dziennika „Haarec” zatytułowanym „Dość tego. Izrael popełnia zbrodnie wojenne” z czerwca br. Olmert nazwał obecny rząd swego kraju „przestępczą bandą”. Napisał: „To, co teraz robimy w Strefie Gazy, to wojna niszczycielska: bezpardonowe, nieograniczone, okrutne i zbrodnicze zabijanie cywilów. Nie robimy tego, bo utraciliśmy kontrolę nad jakimś konkretnym sektorem, nie z powodu nieproporcjonalnego wybuchu gniewu żołnierzy z jakiejś jednostki. Jest to raczej wynik polityki rządu – świadomie, nikczemnie, złośliwie i nieodpowiedzialnie dyktowanej. Tak, Izrael popełnia zbrodnie wojenne”.

Parę dni temu głos zabrała Tirzah Leibovitz z izraelskiej organizacji Lekarze na rzecz Praw Człowieka (PHRI), która opublikowała raport opisujący – cytuję – „celowe i systematyczne niszczenie systemu opieki zdrowotnej w Strefie Gazy”. I głos swój spuentowała tak: „Jedna z mych najgorszych obaw to zachować milczenie, kiedy dzieją się niegodziwości i okrucieństwa. Trzeba je dokumentować i o nich mówić. Czujemy, że to jest właściwa droga, by wykorzenić okrucieństwo”.

Czytaj też: Gaza, wielki cmentarz i wielki głód. Netanjahu robi, co chce

Czym jest „ludobójstwo”

Nie chodzi mi dziś o objaśnianie terminów prawnych, ale o tę właśnie wrażliwość, którą tak prosto i przekonująco wyraża Tirzah Leibovitz.

Przypomnijmy jednak, jak narodziło się prawnicze pojęcie „ludobójstwa”. Nasz wielki rodak Rafał Lemkin (1900–59) – jeszcze zanim napisał książkę „Rządy państw Osi w okupowanej Europie” – jako młody człowiek i licealista szczególnie przeżywał informacje o rzezi Ormian podczas pierwszej wojny światowej. Uważał, że skoro cywilizowane państwa karzą obywateli za przestępstwa przeciwko godności, integralności fizycznej i życiu jednostki, to te same przestępstwa na skalę masową popełniane w imię państwa przez jego organy tym bardziej nie powinny uchodzić bezkarnie. Było to odważne i innowacyjne podejście, wynikające z wrażliwości moralnej.

Wszystko w tej sprawie już powiedziano. Obraz krzywdy bezbronnych dzieci w Gazie można zamazywać argumentem o zagrożeniu egzystencjalnym Żydów. Nam, oddalonym od ludobójstwa o dziesiątki lat albo tysiące kilometrów, grozi tylko zobojętnienie na okrucieństwo, zanik tej wrażliwości – postawa, którą kiedyś tak potępialiśmy. Przeciw temu zobojętnieniu i bezkarności wystąpił Lemkin. Budowanie i podtrzymywanie takiej wrażliwości, jaką on miał i zapoczątkował w prawie międzynarodowym, jest zadaniem wszystkich ludzi dobrej woli na świecie.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Już jedna trzecia Polaków to single. Związki wydają się dziś ciężką harówką, dane są zatrważające

Prof. Tomasz Szlendak o tym, że miłość i związki coraz częściej traktuje się jako ciężką pracę, a romantyczne uniesienia ciągle pozostają pożądane, ale nie są doświadczane.

Joanna Podgórska
06.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną