Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Najdłuższe 47 minut w życiu. Nagrania z 7 października to obraz czystego zła

Kibuc Kfar Aza po ataku Hamasu, zdjęcie z 15 października 2023 r. Kibuc Kfar Aza po ataku Hamasu, zdjęcie z 15 października 2023 r. Ilan Rosenberg / Reuters / Forum
Kompilacja nagrań wideo z kamerek, które nosili członkowie Hamasu, kamer bezpieczeństwa i filmików nagranych przez świadków masakry z 7 października nie jest pokazywana publicznie – z szacunku dla zmarłych i ich rodzin. To jednak najpełniejszy obraz zbrodni, której palestyńscy terroryści dopuścili się na Izraelczykach mieszkających w pobliżu granicy ze Strefą Gazy.

Materiał był już pokazywany w Knesecie, a także dziennikarzom w Izraelu i poza jego granicami. Dziś wyświetlono go w Warszawie w obecności dziennikarzy, pracowników instytucji badawczych, ale także kilku polityków. Na salę nie można było wnieść telefonu ani w żaden inny sposób nagrywać dźwięku czy obrazu. Dowody zbrodni, które w normalnej sytuacji trafiłyby jedynie na biurka pracowników służb specjalnych czy prokuratorów, dziś pokazywane są w wielu miejscach na świecie i nie ma wątpliwości, dlaczego tak się dzieje. Od tamtej zbrodni minął już prawie miesiąc – artykuły na temat masakry w kibucach, jednostkach wojskowych, zdjęcia porwanych i wywiady z ich rodzinami ustępują codziennej gonitwie za newsem.

Izrael ma także świadomość medialnej przewagi, jaką mają dziś zdjęcia z Gazy, dlatego potrzeba przypomnienia, co tak naprawdę wydarzyło się 7 października, kto i jakimi metodami rozpoczął tę wojnę, nie może dziwić. Stąd próba pokazania światu choć częściowej rekonstrukcji wydarzeń, które nigdy nie powinny mieć miejsca, film-świadectwo – zapis surowych obrazów z kamer zamocowanych na ciałach zamachowców, z ich komórek, kamer monitoringu, mediów społecznościowych, nagrania telefonicznych przechwałek zamachowców. Obraz czystego zła.

Czytaj też: Wstrząsające relacje z Izraela. „Chcemy odzyskać nasze dzieci”

Taki jest kontekst

Od 7 października wiele się zdarzyło – Izrael rozpoczął bombardowania, odciął Strefę Gazy od paliwa, prądu, jedzenia i wody, nakazał mieszkańcom północnej części enklawy ewakuację na południe, wjechał czołgami i otoczył samo miasto Gaza. Jednocześnie kontynuuje ataki z powietrza, bomby spadają więc na szpitale, domy, szkoły, ludzi na ulicach – mimo że ponad milionowi osób nakazano przejście na południe, na północy wciąż zostały setki tysięcy ludzi, tylko w budynkach UNRWA schronienia szuka tam ich 160 tys. Mimo wezwań do ewakuacji ludzie z różnych powodów nadal tam pozostają – Hamas zawraca ich z powrotem, główna arteria prowadząca na południe jest zniszczona od bombardowań, boją się, że nie przeżyją drogi na południe (choć z północy do Rafah jest „tylko” 40 km). Hamas jak nowotwór zagnieździł się w ciągnących się 400, 500 km tunelach pod ziemią, zainstalował w szpitalach, pod szpitalami, w szkołach, w budynkach użyteczności publicznej, obozach. Efekty prób niszczenia tego nowotworu widzimy codziennie w mediach – zawalone od izraelskiego ostrzału domy, zabite całe rodziny, ciała dzieci w szpitalach, stosy gruzów i skala tragedii, za którą trudno nadążyć. Liczba ofiar według hamasowskich danych przekroczyła 10 tys., w większości są to kobiety i dzieci. Nowe nieszczęście przykrywa „stare”, które wydarzyło się zaledwie wczoraj. Dziś uwagę mediów przykuwa ewakuacja rannych i osób z podwójnym obywatelstwem, nielicznych, którym udało się z Gazy wyjechać – reszta, czyli 2,3 mln, pozostaje w pułapce. Nie mają dokąd uciec – Egipt za wszelką cenę stara się powstrzymać powszechny exodus z Gazy, a tam dociera tylko szczątkowa pomoc. Nikt nie ma pomysłu, co zrobić z tymi 2,3 mln ludzi – może poza ministrem w rządzie Beniamina Netanjahu, który nie wyklucza opcji nuklearnej i zachęca, by wyjechali… do Irlandii.

Czytaj też: Kocham Gazę, ale już nie da się tutaj żyć

To, co wydarzyło się 7 października, wydaje się więc odległe. Na ulice Londynu, Paryża czy Berlina wychodzą demonstracje propalestyńskie wzywające do „zaprzestania ludobójstwa w Gazie”, ale to nie o solidarność z ofiarami w nich głównie chodzi, lecz o to, by w eter trafił główny slogan tych protestów: „From the river to the see Palestine will be free”. Taki baner pojawił się również w Warszawie. Wiadomo, co on oznacza – od rzeki Jordan do Morza Śródziemnego nie będzie już „jakiegoś Izraela”, ale Wolna Palestyna. Co się stanie z mieszkającymi tam ludźmi, możemy się tylko domyślać. Do tego propaganda Hamasu, który od początku twierdził, że nie zabija dzieci, oraz tu i ówdzie pojawiające się komentarze, że za masakrą nie stoi Hamas, lecz sam Izrael, który zabił własnych obywateli. Taki jest kontekst.

*** Uwaga, dalsza część artykułu zawiera drastyczne treści

Co widzisz? 47 minut z 7 października

Surowy materiał – nagrania z kamer, zdjęcia, nagrania rozmów, bez komentarza. Nieobrobiony, ale na pewno poddany selekcji. Horror, który jednak nie jest filmem w kinie, lecz zapisem prawdziwych scen. Co widzisz dokładnie?

Na początku to sceny z wdzierania się na teren Izraela. Furgonetki Hamasu wjeżdżają przez wyciętą w płocie granicznym dziurę, samochody z bojownikami w Sderot i na drogach prowadzących do przygranicznych miejscowości. Strzelanie do przypadkowo mijanych samochodów, zabijanie przypadkowo napotkanych ludzi. Ledwie preludium do dalszej części dramatu.

Potem hamasowcy wchodzą do śpiących jeszcze kibuców. Jest przecież wcześnie rano, sobota jest dniem wolnym, a ta sobota jest szczególna – to święto Simchat Tora. Żywej duszy, zamachowcy na trawnikach przed domami spotykają co najwyżej psy – do których też strzelają. Duży ciemny labrador pada od pierwszej kuli, dostaje jeszcze kolejne dwie.

Czytaj także: Bliski Wschód pełznie ku wojnie. Teraz groźne scenariusze piszą się już same

A dalej widzisz, po co tak naprawdę przyszli. Ożywieni podchodzą do domów, na widok cienia za oknem – strzał. Tam, gdzie nie da się wejść, można podpalić łatwopalne elementy ozdobne przed oknem. Moskitiery rozpruć jednym cięciem noża – tak wnętrze domu staje otworem. Mężczyzna z dwoma chłopcami w wieku 10–12 lat, tylko w slipkach, wyskakują z domu na małe podwórko, potem kamera monitoringu pokazuje ich wbiegających do pomieszczenia wyglądającego na tzw. bezpieczny pokój, znikają w jego wnętrzu. Zamachowiec wrzuca do pomieszczenia granat, ciało mężczyzny wypada na zewnątrz, chłopcy zostają wyciągnięci. Chłopcy znów w pokoju, któryś skarży się, że nic nie widzi na jedno oko, pada pytanie: „Dlaczego nie zginąłem?”. Na jednym z kolejnych nagrań zobaczysz jeszcze matkę chłopców, która pojawia się na miejscu już z jednostką tzw. pierwszego wsparcia. Jest w szoku, na widok ciała leżącego u wejścia do bezpiecznego pokoju krzyczy, mężczyźni z trudem ją przytrzymują.

Potem kolejne sceny, jeszcze nie wiesz, co tak naprawdę zobaczyłeś – zmasakrowane ciało, twarz, kończynę, zalany krwią długi korytarz, stos ciał, by skupić uwagę na ciałach dzieci, także niemowląt z naklejonymi na czółka różowymi plastrami identyfikacyjnymi. Zakrwawionych ciałach osób w łóżkach. Jeszcze więcej ciał. Nie wiesz, co przedstawiają niektóre zdjęcia - tak jakby Twój mózg nie chciał dopuścić do świadomości, że to, co widzisz, w ogóle jest możliwe. Że ktoś mógł tak zmasakrować czyjąś twarz, pociąć ciało na kawałki – i nie jest to horror w kinie. Stos zakrwawionych ludzi w ciemnym pomieszczeniu. „Ezra, ezra” – jakiś młody mężczyzna po hebrajsku wzywa pomocy. Odpowiada mu „Allahu Akbar” – i tak raz za razem, gdy jeden z zamachowców próbuje odrąbać szpadlem głowę leżącego bez oznak życia mężczyzny.

Na przechwyconych nagraniach zamachowców, którzy dzwonią do rodzin i znajomych, chwaląc się dokonaniami, słyszymy instrukcje, by „odcinali głowy i bawili się nimi jak piłką”. Na innym mężczyzna o imieniu Muhammad dzwoni do rodziców i chwali się, że „zabił co najmniej dziesięciu Żydów”, poleca ojcu, by jak najszybciej „otworzył WhatsAppa”, bo chce pokazać mu dowody swojego „bohaterstwa”.

Filmików, na których widać radość i dumę z dokonanych czynów, jest więcej, świętują głównie młodzi, 20-, może 30-letni mężczyźni. Cieszą się z dzieła zniszczenia. Na niektórych zdjęciach kobiety w dziwnych pozach, bez bielizny, zakrwawione. Wiele spalonych i powyginanych ciał, odcięta głowa. Część obrazów jest już z Gazy, gdzie wjeżdżają samochody z porwanymi, młoda kobieta w zakrwawionych spodniach dresowych wyciągana jest z paki furgonetki i wciągana do środka pojazdu. Słyszysz „Allahu Akbar”, wiwaty, widzisz zielone hamasowskie przepaski na głowach mężczyzn z karabinami.

Oddzielną częścią są nagrania i zdjęcia z Re’im, w pobliżu którego na otwartej przestrzeni odbywał się festiwal muzyki elektronicznej Supernowa. Tu widzisz nagrania uczestników, którzy nie rozumieją, co się dzieje. Paniczna ucieczka, strzelanina, pojedyncze strzały oddawane w każdą ze stojących w rzędzie przenośnych toalet. Potem zakrwawione wnętrze jednej z nich. Zespół wsparcia podchodzi do baru przykrytego niewielkim namiotem. „Pierwsze, drugie, trzecie ciało” – ktoś liczy. Potem przestaje. Za barem ciało za ciałem, ciało na ciele, na ziemi, obok skrzynek z coca-colą, obok plastikowych kubłów na śmieci. Dziesiątki? „Czy ktoś żyje, niech ktoś da znak życia” – słyszymy z offu. Nikt nie odpowiada.

Czytaj także: Skąd Hamas ma pieniądze? Sumy przyprawiają o zawrót głowy

Kiedy to się skończy

Więc chcesz, żeby to w końcu się skończyło. Ile jeszcze jesteś w stanie znieść? Widziałeś już najgorsze czy to dopiero przed Tobą? A przecież wiedziałeś, co cię czeka – znasz relacje, fragmenty filmików przeciekły do social mediów. Ale wiedzieć to nie to samo, co zobaczyć. Na planszy końcowej czytasz, że na nagraniach widziałeś tylko 138 ciał – zaledwie 10 proc. wszystkich zabitych 7 października. Nie możesz uwierzyć.

Na końcu warszawskiego pokazu ambasador Izraela w Polsce pyta: „Czy mają państwo jakieś pytania”? Odpowiada mu cisza.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Przybywa dzieci, które nie chcą żyć

O problemach psychicznych najmłodszych opowiada Lucyna Kicińska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Joanna Cieśla
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną