Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Świat

Wielki dramat Strefy Gazy. Izrael opóźnia operację lądową, trwa wyścig z czasem

Palestyńczycy czekają na pomoc ONZ w Khan Junis, 23 października 2023 r. Palestyńczycy czekają na pomoc ONZ w Khan Junis, 23 października 2023 r. Mohamed Salem / Reuters / Forum
Do bombardowanej Strefy Gazy dotarły pierwsze konwoje z pomocą humanitarną, ale następne stoją pod znakiem zapytania. Amerykanie naciskają na Izrael, żeby opóźnił operację lądową. Katastrofa się pogłębia.
Lech Mazurczyk/Polityka

To już nie jest kryzys, to jest tragedia. Brakuje wody, jedzenia, nieliczne generatory prądu pracują na resztkach paliwa. Ludzie giną nie tylko od bomb, ale i z powodu pogarszających się warunków. Pierwsze 20 ciężarówek, które po dokładnym sprawdzeniu w sobotę dotarły do Gazy, to kropla w morzu potrzeb. Według ONZ potrzeba minimum 160 dziennie, i to tylko z wodą – mówi jeden z europejskich dyplomatów w Jerozolimie. – To trochę tak, jakby do „Titanica” podpłynęła szalupa i zostawiła jakieś paczuszki na burcie. A reszta tonie.

W Rafah przy granicy z Egiptem do tej pory mieszkało ok. 260 tys. osób. Ile jest teraz, trudno powiedzieć, bo trafiła tu część ludzi uciekających z północy po rozkazie izraelskiej armii. Tutaj też znajduje się jedyne przejście na granicy z Egiptem, przez które może być teraz dostarczana pomoc do enklawy. Po bestialskim ataku Hamasu 7 października Izrael zamknął oba przejścia od swojej strony, odciął Strefę Gazy od dostaw paliwa, elektryczności, jedzenia i wody. W nalotach został też zniszczony zakład odsalania wody, co uszczupliło i tak niewielkie jej zapasy. Woda jest ściśle racjonowana, jednej osobie przysługuje maksymalnie litr dziennie.

Pomoc humanitarna za zakładników?

W poniedziałek przez Rafah wpuszczono trzeci konwój, a w niedzielę wjechało tędy 14 ciężarówek ze sprzętem medycznym, lekami i jedzeniem. Tylko te środki obejmuje wynegocjowana przez Joe Bidena z premierem Beniaminem Netanjahu zgoda Izraela na „ciągłą pomoc humanitarną dla Gazy”. Do enklawy nie może dotrzeć paliwo, a bez niego praktycznie niemożliwa jest praca szpitali, wykonywanie jakichkolwiek zabiegów czy utrzymanie inkubatorów. Tragedia powiększa się mimo iluzorycznej poprawy, jaką mają być te śladowe ilości pomocy.

A i to może stanąć pod znakiem zapytania. Minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gvir na platformie X (dawniej Twitter) napisał, że „jakiekolwiek porozumienie w sprawie »ciągłej pomocy dla Gazy«, które nie obejmuje uwolnienia wszystkich naszych zakładników, jest po prostu kontynuacją koncepcji, która doprowadziła nas do miejsca, w którym jesteśmy”. Jak dodał, pomoc powinna być dostarczana wyłącznie w zamian za zakładników.

To może być kolejny wybryk jednego z najbardziej radykalnych polityków w obozie Netanjahu, ale może też oznaczać coś więcej. W ostatni piątek świat obiegła informacja o tym, że Hamas uwolnił dwie zakładniczki z amerykańsko-izraelskim obywatelstwem. Wiele rodzin, które czekają na bliskich, nabrało nadziei. Izrael na razie potwierdził, że w rękach Hamasu i innych organizacji w Strefie Gazy jest 212 osób. Wśród nich ok. 20 osób z amerykańskim obywatelstwem, ale też obywateli Argentyny, Niemiec, Francji, Tajlandii, Portugalii, Polski (Alex Dancyg, porwany z kibucu Nir Oz, gdzie mieszka od kilkudziesięciu lat).

W sobotę Brygady al-Kassam, zbrojne ramię Hamasu, oświadczyły, że są gotowe uwolnić kolejnych dwóch zakładników. Kilka godzin później kancelaria Netanjahu stwierdziła, że to „fałszywa propaganda”, a Izrael będzie robił, co konieczne, by sprowadzić wszystkich jeńców do domu. Temu prawdopodobnie mają służyć wypady armii do Strefy Gazy; w niedzielę w potyczce zginął izraelski żołnierz, trzech innych zostało rannych.

Czytaj też: Wstrząsające relacje z Izraela. „Chcemy odzyskać nasze dzieci”

Strefa Gazy: katastrofa się pogłębia

Według amerykańskich mediów USA naciskają na Izrael, by opóźnił operację lądową, zyskując czas na próby uwolnienia zakładników na drodze dyplomatycznej, ale i ulokowanie większej ilości amerykańskich sił na Bliskich Wschodzie oraz umożliwienie dostarczenia pomocy do Gazy.

Szpitale, prowadzone przez UNRWA szkoły i inne placówki dają dziś schronienie setkom tysięcy ludzi, którzy musieli opuścić północną część enklawy. Na południu w Khan Junis wyrosło miasteczko ze 120 namiotami, ale potrzeby są większe. Hamas i Islamski Dżihad nadal odpalają rakiety, a izraelskie lotnictwo nieustannie atakuje cele w Gazie. Według strony palestyńskiej zginęło już ponad 5 tys. osób, w tym ponad tysiąc dzieci, 15 tys. ludzi odniosło rany. Tylko wczoraj zaatakowano 320 celów, zginęło ponad 400 osób. W nocy z niedzieli na poniedziałek kolejne 60, a 30 w ataku na obóz Dżabalia na północy. Według palestyńskich źródeł większość rannych w szpitalu Al-Aksa w centralnej Gazie to dzieci, atakowane są też cele teoretycznie „bezpieczniejszej części”, jak Khan Junis czy Rafah. Z Gazy płyną dramatyczne apele o pomoc i zdjęcia przedstawiające ogrom ludzkiej tragedii. Pojawiły się informacje, że w kostnicach znajdowane są ciała dzieci podpisane z imienia i nazwiska, prawdopodobnie zostawione przez matki.

Do apeli organizacji międzynarodowych i ONZ o wstrzymanie konfliktu, by dało się dotrzeć do Strefy Gazy z pomocą, dołączył w poniedziałek szef unijnej dyplomacji Josep Borrell. W niedzielę przywódcy USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Niemiec zapewnili o poparciu dla Izraela i jego prawa do obrony przed terroryzmem, ale i wezwali do „poszanowania międzynarodowego prawa humanitarnego, w tym ochrony ludności cywilnej”. W ich wspólnym oświadczeniu znalazły się wezwania do uwolnienia zakładników, zobowiązanie do pomocy własnym obywatelom w regionie, zwłaszcza tym, którzy chcą opuścić Strefę Gazy. Zachodni liderzy chcą też zapobiec rozlaniu się konfliktu.

W mediach na całym świecie pojawia się coraz więcej apeli o to, by Izrael nie stosował odpowiedzialności zbiorowej. „Powinniśmy starać się podtrzymywać ideę, że każde życie ma tę samą wartość. Jeśli zgodnie z waszą etyką niektóre dzieci są bezcenne, a inne jednorazowe, to nie jest kwestia jasności moralnej, ale krótkowzroczności. Nie wolno nam zabijać dzieci z Gazy, aby chronić dzieci izraelskie”, napisał na łamach „New York Timesa” amerykański dziennikarz Nicolas Kristof, zdobywca Pulitzera.

Czytaj też: Kocham Gazę, ale już nie da się tutaj żyć

Wygrać wojnę, ale co potem?

Goszczący w zeszłym tygodniu w Izraelu Joe Biden przestrzegł Izrael przed poszukiwaniem zemsty i przypomniał, że polityka Zachodu w walce z terroryzmem po 11 września nie okazała się sukcesem. Izraelscy politycy podlegają jednak wewnętrznym presjom. Obywatele to ich winią za skutki ataku 7 października, rodziny porwanych domagają się uwolnienia bliskich, a mieszkańcy ewakuowanych kibuców i miasteczek spod granicy z Gazą, ale i Libanem (gdzie trwa wymiana ognia z Hezbollahem), chcą wrócić do domu. Minister obrony narodowej Joaw Gallant podkreśla, że nadchodząca ofensywa lądowa w Gazie może potrwać dwa, trzy miesiące, ale będzie ostatnią, bo celem Izraela jest eliminacja Hamasu. Co zdaniem wielu ekspertów nie jest do końca możliwe. Mimo dorwania licznych dowódców wciąż nie udało się dopaść dwóch osób, które stoją za atakiem 7 października, czyli szefa zbrojnego skrzydła Hamasu Mohameda Deifa i Jahiji Sinwara, politycznego przywódcy organizacji w Gazie.

Wszyscy też pytają, co stanie się dzień po zakończonej operacji. Kto przejmie władzę w Strefie Gazy? Izrael ostatnio sugerował, że władze Autonomii Palestyńskiej. Problem w tym, że nie panują nawet nad tym, co się dzieje na Zachodnim Brzegu, nie mówiąc o powszechnej nieufności w Gazie, gdzie od 2009 r., czyli od czasu wprowadzenia całkowitej blokady ze strony Izraela, wyrosło już kolejne pokolenie, nieznające innego świata i innej władzy niż Hamas. To najpewniej wśród nich będą rekrutować ci, którzy pozostaną po Hamasie czy Islamskim Dżihadzie.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną