„Kocham Hitlera”, „małpy”, „p***ł”. Wyciek wiadomości Młodych Republikanów podzielił prawicę w USA
Portal Politico wszedł w posiadanie niemal 3 tys. stron korespondencji prowadzonej przez partyjną młodzieżówkę za pośrednictwem aplikacji Telegram. Wyciek naszpikowanych homofobią i rasizmem wiadomości oburzył opinię publiczną, dając paliwo protestom przeciw administracji Trumpa, w ramach których pod hasłem „No Kings” (ang. Żadnych królów) ulicami USA przemaszerowało 7 mln ludzi. Reakcja Republikanów na kryzys ujawniła natomiast pęknięcie w łonie partii.
Czytaj także: Trumpizm, czyli druga amerykańska rewolucja nadciąga. „Wygramy, bo chcemy czcić Boga”
250 obelg
Działacze (znacznie rzadziej działaczki) młodzieżówki omawiali na Telegramie bieżącą politykę, dyskutowali o social mediowych strategiach i planowali logistykę eventów. Rzecz w tym, że merytoryczne ustalania przeplatają się w ich wypowiedziach z obelgami – jak zresztą podliczyło Politico, epitety „p**ał” (ang. f***ot) „upośledzony” (ang. retard) i „czarnuch” (ang. n****r) padają w rozmowach ponad 250 razy!
Ponadto uczestnicy grupy swobodnie perorują o wsadzaniu przeciwników do komór gazowych, fantazjują o „gwałceniu” liberałów i „doprowadzaniu (ich) do samobójstwa”. Z uznaniem wypowiadają się o młodszych kolegach, którzy popierają rzekomo niewolnictwo, natomiast zawodników NBA porównują do „małp”.
Ich słowa odbiły się szerokim echem, bo licząca 15 tys. młodych (18–40 lat) ludzi młodzieżówka Republikanów stanowi kuźnię konserwatywnych elit – autorzy powyższych komentarzy to często pracownicy administracji lub osoby zatrudnione przez partię, a jeden został wręcz z jej rekomendacji senatorem stanowym.
Czytaj także: Pogrzeb Charliego Kirka: spektakl i wiec. Komu Trump wypowiedział wojnę?
Przeciwnicy „do komory gazowej”
Już teraz wyciek pogrzebał kilka partyjnych karier.
William Hendrix, wiceprzewodniczący oddziału w Kansas, przodował w stosowaniu n-word i chwalił kolegów z Missouri, ponieważ – cytat: „Missouri nie lubi pe****w”. Do wybuchu afery Hendrix pracował w biurze Krisa Kobacha, stanowego Prokuratora Generalnego, gdy jednak opinia publiczna poznała jego „poczucie humoru”, został z niego natychmiast zwolniony.
Bobby Walker, wiceprzewodniczący oddziału w Nowym Jorku, określał na czacie gwałt mianem „epickiego”, a do jednego z kolegów zwrócił się słowami: „[lepiej – dop. red.] zostań w szafie, p***le”. Walker szykował się do pokierowania kampanią republikanina Petera Oberackera do stanowego kongresu. Polityk odciął się jednak od słów młodszego kolegi i poinformował, że nie zamierza z nim współpracować w przyszłości.
Samuel Douglas, który kierował młodzieżówką w Vermont, kwestionował w rozmowach „hinduskość” dziewczyny jednego z partyjnych towarzyszy („Nie jest hinduską, po prostu się nie myje”) – musiał zrezygnować z zasiadania w stanowym senacie, do czego natychmiast po publikacji Politico wezwali go gubernator i lokalna republikańska wierchuszka.
W hejcie przodował jednak Peter Giunta, do niedawna szef nowojorskich Młodych Republikanów i pretendent w walce o przywództwo nad centralą organizacji (choć w jego kampanię włączyli się m.in. kongresmenka Elise Stefanik i prezydencki doradca Roger Stone, ostatecznie przegrał wybory o włos).
Na Telegramie zachęcał (?) do swojej kandydatury słowami: „każdy, kto zagłosuje przeciw, trafi do komory gazowej”. Zapytany, dlaczego mają w niej wylądować Republikanie, odparł: „Trzeba nam prawdziwie wierzących” (ang. true believers). Co do reszty: „Musimy udawać, że ich lubimy. Hej, chodźcie wziąć miły, relaksujący prysznic. Bum – jesteście martwi” – pisał. Dla swoich oponentów Giunta obiecał „przygotować najbardziej bolesne tortury w historii ludzkości”, gdy zaś dowiedział się, że oddział w Michigan „zagłosuje na najbardziej prawicowego” z pretendentów, odparł: „Świetnie. Kocham Hitlera”.
Młody działacz wielokrotnie wyrażał także pogardę dla niebiałych Amerykanów. Gdy kolega z oddziału w Arizonie zapytał na kanale, czy ktoś śledzi rozgrywki NBA, Giunta odpisał: „Jeśli chciałbym oglądać, jak małpy bawią się piłką, poszedłbym do zoo”. Kiedy indziej mówił o „arbuzowych ludziach” (ang. watermelon people). Nawiązał tym samym do rasistowskiej propagandy, jaka szerzyła się po zniesieniu niewolnictwa, gdy niepogodzone z abolicjonizmem konserwatywne Południe prezentowało czarnych obywateli jako osoby leniwe, brudne i dziecinne, niezdolne ani do podjęcia pracy, ani nawet wzięcia za siebie odpowiedzialności. Ich nieodłącznymi atrybutami były właśnie arbuzy, które spożywali oni z – mówiąc bardzo eufemistycznie – brakiem kultury.
Czytaj także: Trump i podżegacze. Po śmierci Kirka jadą już po bandzie
J.D. Vance: Zostawcie te „dzieciaki”
Po wycieku młodzi działacze próbowali się bronić, zresztą w klasyczny na prawicy sposób: wietrząc spiski. Walker, autor wypowiedzi o „epickich” gwałtach, uważa, że część wiadomości „mogła być poddana obróbce, wyjęta z kontekstu lub w inny sposób zmanipulowana”. Słowo klucz: „mogła”.
Podobnie myśli Giunta, który co prawda przeprosił „tych, którzy poczuli się urażeni”, zaraz jednak dodał: „Choć biorę na siebie pełną odpowiedzialność, nie miałem możliwości zweryfikowania dokładności [cytowanych wypowiedzi – dop. red.] i jestem głęboko zaniepokojony, że kwestionowane konwersacje mogły zostać podstępnie sfałszowane”. Słowo klucz: „mogły”.
Ponadto polityk snuje w mediach narrację, że za wyciekiem stoi inny nowojorski działacz, który miałby „wziąć udział w konspiracji mającej na celu publiczne zrujnowanie jego kariery”.
Reakcja partyjnej góry była jednak stanowcza. W związku z publikacją Politico wystosowała ona oświadczenie, w którym stanowczo potępiła „niemający żadnego usprawiedliwienia język” swoich działaczy, a ich zachowanie uznała za „niegodne” Republikanina. W piątek partia zdecydowała o rozwiązaniu komórki Młodych Republikanów w Nowym Jorku, chwilę wcześniej zawiesiła oddział w Kansas. „Młodzi Republikanie byli fatalnie zarządzani, a dla wulgarnego języka, jakiego [jak się okazało – dop. red.] używają, nie ma miejsca ani w naszej partii, ani w organizacjach z nią powiązanych” – przyznał kongresmen Ed Cos, szef nowojorskich struktur (prywatnie zięć prezydenta Nixona).
Choć jednak „starzy” działacze zachowują się przyzwoicie, młodzieżówkę wziął w obronę wiceprezydent J.D. Vance. „Rzeczywistość jest taka, że dzieciaki będą robić głupie rzeczy, a już szczególnie młodzi chłopcy” – komentował w podcaście „The Charlie Kirk Show” wypowiedzi ponadtrzydziestoletnich kolegów (sam ma 41 lat). Nie zdecydował się na potępienie ich słów, których wagę bagatelizował, nazywając: „niepoprawnymi, ofensywnymi dowcipami”. Przestrzegał również: „Nie chcę żyć w kraju, w którym głupie żarty mogą zrujnować komuś życie”.
Czytaj także: Katoliccy kowboje od J.D. Vance’a. Są coraz silniejsi, ale spanikowali po wyborze Leona XIV
Biały Dom: a co z hejtem Demokratów?
Choć po lekturze korespondencji młodych liderów prawicy trudno w to uwierzyć, do niedawna Republikanie prezentowali różne oblicza konserwatyzmu. Mnogość opinii była zresztą naturalna także w ich młodzieżówce, bo Young Republican National Federation to w istocie związek ponad 500 mniejszych organizacji. Działa on zresztą podobnie do partii matki: dysponuje więc władzami na poziomie federalnym, ale także 50 autonomicznymi oddziałami stanowymi (każdy ma własny program, władze i regulamin) oraz mniejszymi filiami zakładanymi w miastach czy hrabstwach.
W przedtrumpowskich czasach mieścili się w niej (i w partii, i w jej młodzieżówce) konserwatyści fiskalni i społeczni, libertarianie, fuzjoniści, a do tego centryści, nacjonaliści, ewangelicy i technokraci, jednak od jakiegoś czasu dominującym głosem (i w partii, i w jej młodzieżówce) jest populizm spod znaku MAGA.
Tymczasem „im bardziej otwarta i wyzwalająca staje się atmosfera polityczna – a tym poskutkowało pojawienie się Trumpa (...) – tym bardziej młodzież i ludzie od niej starsi są skłonni do opowiadania rasistowskich dowcipów i wygłaszania rasistowskich komentarzy” – diagnozuje na łamach Politico Joe Feagin, profesor socjologii na Texas A&M University. Prof. Art Jipson z University of Dayton dodaje, że na sposób komunikacji Młodych Republikanów wpłynął sam Donald Trump, którego przemowy pełne są hiperboli i ładunku emocjonalnego. Portal przypomina, że podczas kampanii Trump oskarżył haitańskich migrantów o jedzenie psów, nazwał Puerto Rico „pływającym wysypiskiem” i dworował sobie z arbuzów i czarnej społeczności.
Rzeczniczka Białego Domu Liz Huston kategorycznie nie zgadza się jednak z wiązaniem prezydenta ze sprawą. „Tylko aktywistyczny, lewicowy reporter mógłby spróbować powiązać prezydenta Trumpa z czatem grupowym, z którym nie ma on nic wspólnego – pomijając przy tym niebezpieczne oszczerstwa ze strony polityków Partii Demokratycznej, którzy fantazjowali o morderstwie swojego przeciwnika i nazywali Republikanów nazistami i faszystami” – oznajmiła. Tymczasem jej zdaniem „nikt nie był narażony na bardziej zajadłą krytykę i przemoc niż prezydent Trump i jego zwolennicy”.
Głos ws. wycieku zabrał także spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson, którego dziennikarka zapytała na konferencji, czy treść ujawnionych wiadomości to oznaka większego trendu w Partii Republikańskiej. Wpływowy polityk rzucił krótko: „Nie”. Jak dodał, „oczywiście stanowczo potępia tego typu bzdury”, a o Młodych Republikanach „nigdy nawet nie słyszał”. Co znamienne: Johnson odciął się od młodszych kolegów chwilę po tym, jak sieć obiegło zdjęcie z biura jego kolegi, kongresmena Dave’a Taylora. Na jednej z tablic widać amerykańską flagę, w którą wkomponowano nazistowską swastykę. Cóż, czym skorupka za młodu nasiąknie…