A gdyby Wenezuelczycy się mocniej bronili? Były oficer GROM dla „Polityki” o akcji USA w Caracas
Amerykanie podali pierwsze szczegóły ujęcia prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, z których wynika, że była to operacja przygotowywana i planowana miesiącami. Zaangażowane zostały w nią siły i zasoby wojska, służb mundurowych i wywiadu. Ostatecznymi wykonawcami były jednostki specjalne Delta Force oraz współpracujący z nimi 160. pułk operacji specjalnych, elitarna formacja lotnicza zapewniająca przerzut grup bojowych na miejsce działań i ich ewakuację po wykonaniu zadania.
Czytaj też: Jak Donald Trump walczy z kartelami narkotykowymi Ameryki Środkowej
Delta Force na szpicy
Z opisu zdarzeń, przedstawionego przez szefa kolegium połączonych sztabów sił zbrojnych USA gen. Dana Caine’a, wyłania się obraz szybkiej, precyzyjnie wykonanej i w pełni skutecznej misji, w której siły amerykańskie nie poniosły strat w ludziach czy sprzęcie. Chociaż ostrzelany został śmigłowiec, a kilku żołnierzy jest rannych. Na świecie musi to wywoływać pod względem politycznym i wojskowym „szok i przerażenie”, o co – nie kryjmy – chodzi też Amerykanom.
Co w tej operacji widzi były operator Jednostki Wojskowej GROM, od lat zajmujący się szkoleniami, również w Ameryce Łacińskiej? Przemyśleniami podzielił się z „Polityką” porucznik rezerwy Mariusz Urbaniak, który bywał w Caracas i ma sto razy lepsze od nas – laików – rozeznanie w realiach wojskowych zarówno po stronie amerykańskiej, jak i wenezuelskiej.