Oriesznik spada na Lwów. To ma być broń „na Europę”. Ale starcia z Patriotami Moskwa nie ryzykuje
Oriesznik spada na Lwów. To ma być broń „na Europę”. Starcia z Patriotami Rosja nie ryzykuje
Moskwa pochwaliła się, że ponownie zaatakowała Ukrainę pociskiem balistycznym z głowicami hipersonicznymi. Uderzenie Oriesznika, według ministerstwa obrony w Moskwie, miało być odwetem za przypisywany Kijowowi „zamach” na jedną z rzadko używanych rezydencji Władimira Putina.
Oświadczenia Rosji Ukraina oficjalnie na razie nie potwierdziła. Ale filmiki nagrywane w czasie nocnego bombardowania okolic Lwowa pokazują – o ile są autentyczne – sceny podobne, jak te z Dniepru sprzed ponad roku. 21 listopada 2024 r. na miasto spadła pierwsza w historii taka głowica najprawdopodobniej pozbawiona ładunku wybuchowego, lecz i tak powodująca w atmosferze efekty świetlne oraz zniszczenia od energii samego upadku.
Hipersoniczne głowice Oriesznika to obecnie broń kinetyczna i chyba wciąż bardziej eksperymentalna niż operacyjna. Aczkolwiek Rosja zadeklarowała wprowadzenie jej do służby, a nawet jej rozmieszczenie na Białorusi.
Czytaj też: Putin kpi z „podświń” w Europie. Rosja silnik już odpaliła, jest w gotowości
Oriesznik. Broń „na Europę”
Pierwsze użycie bojowe Oriesznika było może nie sensacją, ale jednak istotną demonstracją zdolności agresora. Do tej pory o broni hipersonicznej Rosja więcej mówiła, niż ją pokazywała. Wpisywane do tej kategorii lotnicze pociski Ch-47M2 Kindżał, przenoszone przez ciężkie naddźwiękowe samoloty taktyczne MiG-31K, to technologiczna prowizorka. Taka adaptacja do zrzucania z wysokości pocisku ziemia-ziemia (z systemu Iskander). Wysoką prędkość naddźwiękową w końcowej fazie zapewnia Kindżałowi właśnie to, że podwieszony pod nosiciela zdolnego do działania na dużym pułapie nie traci energii na pokonanie grawitacji.