Trybun lodowy
Młody premier Grenlandii znalazł się nagle w centrum wydarzeń. Trafiła kosa na kamień
Na głośnej konferencji 13 stycznia wystąpił razem z premier Danii Mette Frederiksen, z którą wyraźnie się lubią. Ubrany w niebieski anorak, unowocześnioną wersję tradycyjnego grenlandzkiego stroju męskiego, prezentował się swojsko. Spokojnie tłumaczył, że Stany Zjednoczone nie mają żadnych praw do Grenlandii. Frederiksen potakiwała mu głową.
Premier Nielsen mówił zdecydowanie: „Grenlandia nie będzie własnością USA, nie będzie zarządzana przez USA i nie stanie się częścią USA. Wybieramy Danię, wybieramy NATO, wybieramy Unię Europejską”. Jest dobrym mówcą i nazywa rzeczy po imieniu. Donalda Trumpa, który od 2019 r. uparcie powraca do idei zakupu, a nawet przejęcia siłą Grenlandii, oskarżył niedawno o elementarny brak szacunku dla ludzi. Riposta Trumpa miała go unieważnić: „Nie wiem, kim on jest. Nic o nim nie wiem”. Prawda jest jednak taka, że hałas wokół Grenlandii w szybkim tempie czyni z premiera z Nuuk polityka, którym interesuje się cały świat.
Czytaj też: Czy scenariusz „bitwy o Grenlandię” jest całkowicie nie do wyobrażenia?
W duńskich objęciach
U siebie na wyspie jest bardzo popularny. Stoi na czele rządu od kwietnia 2025 r. Jest przewodniczącym probiznesowej partii Demokraci. Do wyborów szedł z postulatem reformy rybołówstwa (to najważniejsza gałąź gospodarki, 94 proc. eksportu Grenlandii) i stopniowego budowania samodzielności ekonomicznej, która z czasem może pozwolić na oderwanie się od Danii.
Dziś licząca 55 tys. mieszkańców i siedem razy większa od Polski Grenlandia otrzymuje od Danii coroczną dotację wynoszącą ponad 4 mld duńskich koron (ok.