Norweski Instytut Nobla ostrzegał ją, że tytułu nie można przekazać. Już po tym geście w Norwegii zawrzało. „Żałosne”, „surrealistyczne”, „idiotyczne”, „lekceważące [decyzję komitetu]” – tak Norwegowie od lewa do prawa komentowali decyzję noblistki. Dyrektor Instytutu Kristian Berg Harpviken przypomniał podobny gest, który wykonał laureat literackiego Nobla z 1920 r. Knut Hamsun – w akcie podziwu wysłał swój medal nazistowskiemu ministrowi propagandy Josephowi Goebbelsowi.
Machado upiera się, że Trump zasłużył na nagrodę, a rodaków wątpiących w jej gest zapewniała, że amerykański prezydent doprowadzi do demokratycznej przemiany w Wenezueli. Jej decyzja jest osobliwa, tym bardziej że po interwencji zbrojnej USA w Wenezueli 3 stycznia i porwaniu przez siły specjalne dyktatora Nicolasa Maduro Trump odsunął Machado i opozycję od wpływu na bieg zdarzeń w ich kraju. Obraził noblistkę twierdzeniem, że nie ma ona dość szacunku ani poparcia, by objąć władzę. Postawił za to na współpracę ze starym reżimem – tyle że bez Maduro, który w ukradzionych wyborach 2024 r. dostał poparcie dwa razy mniejsze niż kandydat wspierany przez Machado.
Trump, mizogin słynący z upokarzania kobiet, jest teraz w swoim żywiole: dwie liderki zabiegają o jego względy. Ta druga to Delcy Rodriguez, tymczasowa prezydentka (która przed interwencją była wice u boku Maduro); to na nią postawił Trump. „Nie są bohaterkami telewizyjnego melodramatu, w którym walczą o miłość przystojniaka, ale dwiema postaciami, które musiały uciekać się do przebiegłości, niczym współczesne Szeherezady, aby ocaleć na planszy zdominowanej przez »sułtana«: Trumpa” – napisał hiszpański „El País”. – Każda z nich musi przetrwać noc po nocy, jednocześnie zmagając się z wewnętrznymi rozgrywkami o władzę”.