Unia zbrojna
Unia zbrojna. Czy pomysł jednej armii dla całej Europy kiedyś się ziści?
Europa się skrzykuje. Kanclerz Friedrich Merz na niedawnej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa podtrzymał zapowiedź budowy największej armii w Europie jako fundamentu kontynentalnej obrony. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen domaga się unijnych gwarancji wzajemnego bezpieczeństwa wzorowanych na tych natowskich. Prezydent Francji Emmanuel Macron zapowiada system europejskiego odstraszania nuklearnego oparty na francuskich bombach.
Niemiecki tygodnik „Der Spiegel” zilustrował to wszystko okładką, na której piątka rycerzy i rycerek wokół von der Leyen (nikt znad Wisły!) woła: „Donald, już dosyć tego!”. Nawet zatwardziali suwereniści, dotychczasowi sojusznicy Donalda Trumpa w rozbijaniu Unii Europejskiej, czują się już niepewnie w wyścigu narodowych egoizmów z udziałem supermocarstw. Prawica ceni siłę, ale przecież nie z pozycji europejskiego zawalidrogi.
Nawet Alice Weidel, szefowa Alternatywy dla Niemiec, obrusza się na uwagę Trumpa o tchórzliwych Niemcach w Afganistanie i wytyka mu złamanie obietnicy wyborczej, że nie będzie ingerować w sprawy wewnętrzne innych krajów. Dla AfD przymilanie się Trumpowi czy Władimirowi Putinowi stało się kłopotliwe, bo aż 44 proc. jej sympatyków obawia się rosyjskiego ataku na Niemcy. Wygląda na to, że prawica nie jest już taka pewna korzyści z „twórczego chaosu” Trumpa.
Tradycyjni zaś konserwatyści coraz głośniej wzywają do jednoczenia Europy. Spośród całego wachlarza projektów dla Europy opublikowanych ostatnio w Niemczech chyba najdalej wychylił się ceniony i u nas monachijski ekonomista Hans-Werner Sinn. Swoją najnowszą książkę zatytułował demonstracyjnie „Trump, Putin und die Vereinigten Staaten von Europa” (Trump, Putin i Stany Zjednoczone Europy).