1465. dzień wojny. Superarmia i sojusze mogą nie wystarczyć. Polska może łatwo paść łupem Rosji
Zdjęcia satelitarne zakładu chemicznego w miasteczku Dorogobuż pod Smoleńskiem pokazały, że ukraińskie drony zniszczyły znaczną część głównych hal produkcyjnych, przypuszczalnie wywołując trudny do opanowania pożar.
W Biełgorodzie znów było słychać głośne wybuchy. A po nich nastąpiło to, co zwykle, czyli kompletny blackout. Najwyraźniej Biełgorod jest dla Rosjan demo tego, co przeżywa Ukraina pod ich uderzeniami.
Minionej doby także Ukraina była silnie atakowana przez Rosjan z użyciem aż 420 dronów i 38 pocisków, w tym 24 rakiet skrzydlatych Ch-101 odpalanych z bombowców strategicznych, 11 rakiet balistycznych Iskander i trzech innych pocisków, wśród których był hipersoniczny Cirkon odpalony z jednego z okrętów Floty Czarnomorskiej. Ukraińska obrona powietrzna zestrzeliła 374 drony i 32 pociski, ale pozostała część, która trafiła w cele, narobiła szkód. Ponownie atakowano ukraińską energetykę. Celem ataku były Kijów, Dniepr, Czernihów, Zaporoże i Odessa, a także okolice tych miast.
25 lutego Donald Trump i Wołodymyr Zełenski odbyli rozmowę telefoniczną, omawiając postępy negocjacji oraz uzgadniając szczegóły techniczne kolejnej rundy. Wiadomo jednak, że Rosja nie jest skłonna ustąpić i dąży wyłącznie do całkowitego podporządkowania sobie Ukrainy.
Według doniesień Chińska Republika Ludowa wspiera Rosję dostawami komponentów do produkcji uzbrojenia i sprzętu, np. jest głównym dostawcą światłowodów, na bazie których produkowane są bezpilotowce sterowane światłowodowo.
Rosjanie przerzucają pod Kupiańsk pierwsze elementy nowo sformowanej 34. Dywizji Artylerii.