Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

USA grożą Hiszpanii, ale ona się nie cofa. Dlaczego Sanchez idzie na kolejne zderzenie z Trumpem?

USA grożą, Hiszpania się nie cofa. Dlaczego Sanchez idzie na kolejne zderzenie z Trumpem?

Hiszpański premier Pedro Sanchez, powoli wyrastający na głównego europejskiego krytyka obecnej amerykańskiej administracji, w dodatku odważnego na tyle, by przynajmniej deklaratywnie iść pod prąd europejskiego serwilizmu wobec Waszyngtonu. Hiszpański premier Pedro Sanchez, powoli wyrastający na głównego europejskiego krytyka obecnej amerykańskiej administracji, w dodatku odważnego na tyle, by przynajmniej deklaratywnie iść pod prąd europejskiego serwilizmu wobec Waszyngtonu. Juan Medina / Forum
W krótkim oświadczeniu premier Pedro Sanchez stwierdził, że „hiszpańska pozycja względem tego konfliktu zamyka się w trzech słowach: „nie dla wojny”. W wersji oryginalnej słowa były cztery, „no a la guerra”.

Amerykański prezydent zagroził „zerwaniem stosunków handlowych” z rządem w Madrycie po tym, jak premier Pedro Sanchez odmówił wojskom USA korzystania z hiszpańskich baz przy ataku na Iran. I nadal twardo stawia na swoim.

W kioskach, na ekranach i w nagłówkach serwisów informacyjnych na Półwyspie Iberyjskim dominują trzy podmioty rodzaju męskiego. Pierwszym jest Donald Trump, opisywany przez tutejsze media jako „grożący Hiszpanii”, co często ilustrowane jest niekoniecznie przychylną fotografią.

Drugim – premier Pedro Sanchez, powoli wyrastający na głównego europejskiego krytyka obecnej amerykańskiej administracji, w dodatku odważnego na tyle, by przynajmniej deklaratywnie iść pod prąd europejskiego serwilizmu wobec Waszyngtonu. Trzecim jest... irański dron Shahed, rozkładany tu przez ekspertów na części pierwsze.

„El Pais”, największy dziennik na półwyspie, pierwsze dziesięć stron swojego środowego wydania poświęcił wydarzeniom na Bliskim Wschodzie. W jednym z tekstów Oscar Gutierrez z mieszanką zachwytu i przerażenia przedstawia irańską technologię dronową, konkludując, że jest ona „wielokrotnie tańsza w produkcji niż pociski przechwytujące, które te drony teraz strącają”.

Wojna w Ukrainie, w której drony całkowicie przedefiniowały sposób przeprowadzania konfliktów zbrojnych w XXI w., wchodzi właśnie w piąty rok. Takich Shahedów na osiedla cywilne w Kijowie, Charkowie czy innych miastach Ukrainy codziennie spadają setki. W dodatku Rosjanie najpierw kupowali drony od Iranu w ilościach masowych, potem import nieco zredukowali, ale tylko dlatego, że – jak wielokrotnie podkreślał Mark Galeotti, brytyjski ekspert zajmujący się Rosją, związany z University College London – zdążyli Irańczykom ukraść własność intelektualną, kopiując bliskowschodnie rozwiązania.

Reklama