Wybory na Węgrzech: młodzi mają dość Orbána i Rosji w Budapeszcie. A co z prowincją?
Na plakacie zawarłem przesłanie do wyborców Fideszu. Napisałem, że są tacy sami jak my, ale muszą się obudzić i do nas dołączyć. Jeśli nie zrobią tego w niedzielę, będzie już za późno – mówi Bence, 23-letni student z Budapesztu. W kurtkę wpięte ma dwie przypinki: jedną z logo Amnesty International, drugą z twarzą Pétera Magyara, lidera opozycyjnej partii TISZA. Na transparencie litery w słowach „za późno” pomalował w kolorach rosyjskiej flagi. To nie przypadek, bo, jak tłumaczy, dla młodych Węgrów jest oczywiste, że Fidesz jest partią „już nawet nie prorosyjską, a po prostu realizującą rosyjskie interesy”.
Młodzi przeciw Orbánowi
Stołeczny plac Bohaterów, gdzie rozmawiamy, otacza monumentalna kolumnada z posągami osób ważnych w historii Węgier. Odbywa się tu olbrzymi koncert muzyki alternatywnej, który odgrywa rolę nieformalnego finału kampanii TISZY w stolicy. Oficjalnie Magyar zakończy przedwyborczy maraton w sobotni wieczór w Debreczynie, bo o Budapeszt obawiać się nie musi. Poparcie ma tu niezagrożone, symulacje rozkładu mandatów pokazują, że zgarnie najpewniej wszystkie 18 mandatów.
Mimo to na plac przyszły tłumy, zamieniając sporą część miasta w festiwal muzyczny. Według szacunków liczba uczestników koncertu przekroczyła 100 tys., a średnia wieku była szokująco niska. Na trawnikach, w okolicznych parkach i na ulicach grupowali się studenci, licealiści.
Czytaj też: Węgry wybierają. Orbán ukręcił na siebie bicz. W innym kraju Magyar wygraną miałby w kieszeni
Koncert nie był oficjalnym wiecem, nie przemawiali tu politycy, nie widać straganów z ulotkami.