1553. dzień wojny. Ciężarówki pod presją. BAI – w tym lotnictwo Ukrainy zdaje egzamin
Obecnie ukraińska kampania paraliżowania rosyjskiej logistyki w pasie lądowego połączenia obwodu donieckiego z Krymem przynosi wymierne efekty. Tylko w weekend zaatakowano ponad 50 ciężarówek i kolumn, niszcząc niemal wszystkie. Szosy prowadzące z Doniecka przez Mariupol, Berdiańsk i Melitopol są usłane wrakami spalonych ciężarówek wojskowych wszelkich możliwych typów.
Efektem tej operacji są rosyjskie niepowodzenia na froncie. W obwodzie zaporoskim rosyjskie wojska są powolutku spychane z zajmowanych pozycji, choć ukraińskie postępy są (co typowe na tej wojnie) marginalne. Rosjanie właśnie musieli opuścić Małą Tokmaczkę, wieś, którą zdobyli z największym trudem.
Nieco lepiej idzie im na północnym odcinku frontu. W obwodzie charkowskim to rosyjskie wojska dokonują marginalnych postępów, tocząc zacięte walki o niewielkie wsie i otaczające je podmokłe lasy. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo to natarcie nie prowadzi do osiągnięcia konkretnego celu. Do Charkowa wciąż jest daleko – nawet dla artylerii polowej, która ze względu na ataki dronów nie może pozostawać zbyt blisko linii frontu.
Z kolei na najważniejszym odcinku frontu, w rejonie Łymania, na północny-wschód od Słowiańska, wczorajsze ukraińskie natarcie z użyciem pojazdów pancernych pozwoliło na opanowanie pozycji pod Ridkodubem oraz na całkowite i pewne zajęcie wsi Hluszczenkowe. Rosyjska podstawa wyjściowa do natarcia na Słowiańsk uległa więc znacznemu pogorszeniu, co oczywiście oddala Rosjan od osiągnięcia ich celu na ten rok, czyli zajęcia całego obwodu donieckiego. Z kolei po południowej stronie umocnionego pasa, w Konstantynówce, rosyjskie wojska wyprowadzają szturm za szturmem i nawet udało im się wbić nieco głębiej do miasta, ale wciąż nie są to przełomowe osiągnięcia. Rosyjska bramka czasowa na opanowanie tych twierdz to jeszcze jakieś cztery miesiące (od czerwca do września włącznie).