Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

1559. dzień wojny. Rosyjski system kontra ukraiński pomysł. A liczba płonących rafinerii rośnie

Ukraiński żołnierz strzela z karabinu szturmowego do rosyjskiego drona podczas misji ochrony ulic w przygranicznym mieście Drużkówka. 30 kwietnia 2026 r. Ukraiński żołnierz strzela z karabinu szturmowego do rosyjskiego drona podczas misji ochrony ulic w przygranicznym mieście Drużkówka. 30 kwietnia 2026 r. Serhii Korovainyi / Forum
Zanim nowe rosyjskie systemy niszczenia dronów wejdą do służby, upłynie sporo czasu. A w międzyczasie może nawet Rosja będzie musiała zakończyć działania wojenne w Ukrainie, która dzięki swojej pomysłowości i otwartemu myśleniu radzi sobie o wiele lepiej.

Obecnie ukraińskie drony swobodnie buszują już w okolicach Starobielska, Ługańska, Ałczewska, Biłowodśka, Biłołućka czy Snieżnego i Dołżańska, czyli praktycznie po całym Donbasie okupowanym przez Rosjan i prorosyjskich separatystów. Niszczą głównie pojazdy zaopatrzenia do 90 km od linii frontu, choć niektóre typy aparatów zapuszczają się dalej.

Za to ukraińskie maszyny dalekiego zasięgu zniszczyły co najmniej pięć z siedmiu zbiorników podczas nocnego ataku na rosyjską bazę naftową w Matwiejewskim Kurganie. Obiekt był stosunkowo mały, o łącznej pojemności około 5300 metrów sześciennych, dziś już raczej nie do użycia.

Urzędnicy okupacyjni zaporoskiej elektrowni jądrowej stwierdzili, że Ukraina przeprowadziła dwa ataki, uderzając w halę turbin bloku nr 6 (30 maja) oraz w warsztat transportowy (31 maja). MSZ Ukrainy oraz Siły Obronne Południa odrzuciły oba oskarżenia. Faktycznie pokazano zdjęcia uszkodzeń i wygląda na to, że trafiły w nie drony, tylko jaki cel miałaby Ukraina w uderzaniu w dwa obiekty bez większego znaczenia dla bezpieczeństwa w tym momencie (elektrownia jest wyłączona). Trudno uwierzyć, że w obiekcie leżącym niemal na linii frontu Ukraińcy mieliby chybić i nie trafić w czułe punkty, skoro ich drony potrafią precyzyjnie niszczyć poruszające się ciężarówki pod Mariupolem, czyli pięć razy dalej.

Według Bloomberga wysocy rangą urzędnicy ostrzegli Władimira Putina, że koszty prowadzenia wojny stają się niemożliwe do udźwignięcia. Nie chodzi o to, czy ekonomiści mają rację – bo zapaść Rosji wieszczą od lat – ale o sam fakt, że odważyli się otwarcie postawić diagnozę dyktatorowi.

Na frontach trwają zacięte walki. W obwodzie charkowskim Rosjanie próbują przenikać przez linie obrony, na co Ukraińcy odpowiadają kontratakami.

Reklama