1559. dzień wojny. Rosyjski system kontra ukraiński pomysł. A liczba płonących rafinerii rośnie
Obecnie ukraińskie drony swobodnie buszują już w okolicach Starobielska, Ługańska, Ałczewska, Biłowodśka, Biłołućka czy Snieżnego i Dołżańska, czyli praktycznie po całym Donbasie okupowanym przez Rosjan i prorosyjskich separatystów. Niszczą głównie pojazdy zaopatrzenia do 90 km od linii frontu, choć niektóre typy aparatów zapuszczają się dalej.
Za to ukraińskie maszyny dalekiego zasięgu zniszczyły co najmniej pięć z siedmiu zbiorników podczas nocnego ataku na rosyjską bazę naftową w Matwiejewskim Kurganie. Obiekt był stosunkowo mały, o łącznej pojemności około 5300 metrów sześciennych, dziś już raczej nie do użycia.
Urzędnicy okupacyjni zaporoskiej elektrowni jądrowej stwierdzili, że Ukraina przeprowadziła dwa ataki, uderzając w halę turbin bloku nr 6 (30 maja) oraz w warsztat transportowy (31 maja). MSZ Ukrainy oraz Siły Obronne Południa odrzuciły oba oskarżenia. Faktycznie pokazano zdjęcia uszkodzeń i wygląda na to, że trafiły w nie drony, tylko jaki cel miałaby Ukraina w uderzaniu w dwa obiekty bez większego znaczenia dla bezpieczeństwa w tym momencie (elektrownia jest wyłączona). Trudno uwierzyć, że w obiekcie leżącym niemal na linii frontu Ukraińcy mieliby chybić i nie trafić w czułe punkty, skoro ich drony potrafią precyzyjnie niszczyć poruszające się ciężarówki pod Mariupolem, czyli pięć razy dalej.
Według Bloomberga wysocy rangą urzędnicy ostrzegli Władimira Putina, że koszty prowadzenia wojny stają się niemożliwe do udźwignięcia. Nie chodzi o to, czy ekonomiści mają rację – bo zapaść Rosji wieszczą od lat – ale o sam fakt, że odważyli się otwarcie postawić diagnozę dyktatorowi.
Na frontach trwają zacięte walki. W obwodzie charkowskim Rosjanie próbują przenikać przez linie obrony, na co Ukraińcy odpowiadają kontratakami.