Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

1631. dzień wojny. Rosjanie zrzucają bomby i mają ich coraz więcej. Ukraina musi łatać lukę

Preferuj w Google
Rosyjski myśliwiec podczas wykonywania akrobacji, maj 2026 r. Rosyjski myśliwiec podczas wykonywania akrobacji, maj 2026 r. Tass / Zuma Press / Forum
Rosyjskie bomby szybujące sieją prawdziwe spustoszenie w szeregach ukraińskich wojsk i niewiele można na to poradzić. A czy u nas będzie z tym problem?

Kolejna noc upłynęła pod znakiem wzajemnych ataków dronowych. Ukraińskie bezzałogowce, m.in. odrzutowe Palianica, oraz pociski Neptun uderzyły w port w Noworosyjsku. Doszło do pożaru, ogień pojawił się także w terminalu zbożowym.

Głośno było też na Krymie. Ukraińskie drony atakowały na całym półwyspie, niszcząc m.in. wiadukt nad linią kolejową Kercz-Dżankoj oraz stację retranslacyjną wykorzystywaną do łączności z rosyjskimi bezzałogowcami. Wygląda na to, że poza mostem Krymskim, stosunkowo skutecznie chronionym, Rosjanie mają tu poważne problemy.

Rosyjskie drony zaatakowały z kolei w Kijowie, i to w dzień. Odrzutowe bezzałogowce są znacznie szybsze od napędzanych śmigłem Szahedów, więc trudniej je zwalczać. Rosjanie uderzyli też w magazyny w Browarach i spowodowali przerwy w dostawach prądu w obwodach odeskim, chersońskim i charkowskim.

W ostatnich dniach nieco spadła liczba rosyjskich dronów dalekiego zasięgu. Według ukraińskiego wywiadu nie musi to oznaczać, że ataki osłabną – być może przygotowują się do silniejszej fali uderzeń, której celem będzie infrastruktura energetyczna.

Rosjanie nacierają na pas twierdz w obwodzie donieckim. Osiągnęli ostatnio niewielkie postępy w kierunku Drużkiwki, na północnej flance Słowiańska i w rejonie Konstantynówki.

Reklama