Smok nie prorok
Chiny się starzeją. Polityka jednego dziecka już się nie sprawdza. Czy to się skończy wojną?
Kiedy partyjni aparatczycy chcą przekazać złą wiadomość, zazwyczaj znajdują w niej „nową przewagę”. Gdy więc Narodowe Biuro Statystyczne ogłosiło, że ludność Chińskiej Republiki Ludowej skurczyła się w 2025 r. o 3,39 mln osób, równocześnie zapewniło, że państwo nadal dysponuje „obfitymi zasobami pracy” i ogromnym rynkiem.
W chińskiej demografii dzieje się jednak zbyt wiele, żeby to zignorować. Na koniec zeszłego roku ChRL liczyła 1404,89 mln mieszkańców. W 2025 r. urodziło się 7,92 mln obywateli, najmniej w historii komunistycznych Chin, a zmarło 11,31 mln. Populacja maleje zatem już czwarty rok z rzędu. Rok 2024 przyniósł jedynie pozorne wytchnienie – liczba urodzeń wzrosła wówczas do 9,54 mln, głównie dzięki odłożonym decyzjom o dziecku w czasie pandemii i popularności Roku Smoka, w którym dobrze jest rodzić. Rok później smok odleciał, pozostawiając rachunek.
Jest on większy, niż sugeruje sam ubytek ludności. W 2025 r. 323,38 mln Chińczyków miało co najmniej 60 lat – to 23 proc. populacji i o 26,4 mln więcej niż zaledwie dwa lata wcześniej. W tym samym czasie liczba osób w wieku 16–59 lat zmalała o 13,5 mln, do 61 proc. ogółu. Chiny nie stoją przed nagłym brakiem robotników, ponieważ mają ich więcej niż Europa mieszkańców. Stają jednak przed zmianą proporcji, która z roku na rok każe mniejszej grupie pracujących finansować większą grupę emerytów, opiekować się rodzicami i jednocześnie wychowywać dzieci. To demograficzna wersja chińskiej piramidy akrobatów, w której im wyżej, tym więcej ludzi stojących na barkach jedynaka na samym dole.
Pozostała jeszcze jedna pamiątka po obowiązującej w latach 1979–2016 polityce jednego dziecka w rodzinie, do której jeszcze wrócimy. Na 100 kobiet przypadało w 2025 r.