Xi z wizytą u Trumpa. To był pokaz udawanej przyjaźni. „Świat jest podzielony między nas dwóch”
Gigantyczną manifestacją udawanej przyjaźni było czwartkowe spotkanie Donalda Trumpa z prezydentem Chin Xi Jinpingiem w Waszyngtonie. Przywódcy uzgodnili przedłużenie rozejmu w wojnie handlowej między USA a Chinami, ale poza tym szczyt nie przyniósł – zgodnie z przewidywaniami – żadnych nowych porozumień w innych najważniejszych spornych kwestiach.
W komentarzach podkreśla się, że czwartkowe tête-à-tête odbyło się w okresie słabnącej pozycji Ameryki i rosnącej aktywności Chin na globalnej arenie.
Xi na czerwonym dywanie
Na krajowej scenie Trump z reguły atakuje totalitarne Chiny, oskarżając je o agresywne zamiary i nieuczciwe praktyki handlowe, ale przybywającemu z wizytą Xi zgotował przyjęcie, jakim nie zaszczyca sojuszników Ameryki. Kiedy chiński prezydent przyleciał w środę wieczorem, osobiście powitał go na lotnisku, rozwijając dla niego czerwony dywan i przyjmując w asyście kompanii honorowej, z odegraniem hymnów obu państw i 21 salutami armatnimi. Druga uroczystość powitalna odbyła się następnego dnia przed Białym Domem, z kolejnymi paradami wojska w historycznych uniformach. Gościowi Trump okazywał poufałą serdeczność, prawiąc mu komplementy i poklepując po ramieniu.
Tak przyjazne powitanie Xi Jinpinga spotkało się z krytyką nawet przewodniczącego komisji sił zbrojnych Rogera Wickera. Republikański senator przypomniał, że amerykański prezydent nazywa „komunistami” swych przeciwników w kraju, polityków Partii Demokratycznej, tymczasem z najwyższymi honorami przyjmuje dyktatora komunistycznego państwa.