Duet z tupetem
Witkoff i Kushner: duet memiczny. O dramatach świata rozmawiają jak o nieruchomościach. Efekty mikre
W sierpniu 2025 r. specjalny wysłannik prezydenta Stanów Zjednoczonych Steve Witkoff, poleciał do Moskwy, aby przygotować spotkanie Trump–Putin na Alasce. Wrócił do Waszyngtonu rozpromieniony i zameldował, że rosyjski dyktator gotów jest do ustępstw. Jeżeli Ukraina wycofa swe wojska z niezajętych jeszcze przez Rosjan terenów w obwodach donieckim i ługańskim, Władimir Putin odda Kijowowi okupowane regiony obwodów zaporoskiego i chersońskiego. Droga na szczyt rosyjsko-amerykański, pierwszy od inwazji Ukrainy, jest otwarta!
Uradowany początkowo Donald Trump w Anchorage nie krył zdumienia, kiedy optymistyczne zapowiedzi jego negocjatora się nie sprawdziły. Putin nie oddał ani centymetra zdobytej Ukrainy i szczyt okazał się fiaskiem. Witkoff się pomylił – Putin nie obiecał mu żadnej „wymiany terytoriów”. Do nieporozumienia doszło dlatego, że amerykański wysłannik podczas rozmów nie miał tłumacza z ambasady ani nawet stenotypistki i polegał na tłumaczeniu z Kremla.
Kilka miesięcy później, w lutym br., Witkoff razem z zięciem prezydenta Jaredem Kushnerem toczyli rozmowy w Omanie i Genewie z ministrem spraw zagranicznych Iranu Abbasem Aragczim. Pod groźbą użycia siły mieli skłonić irański reżim do rezygnacji z budowy broni nuklearnej i oddania wzbogaconego uranu.
Jak ustalił „New Yorker”, szef irańskiej dyplomacji poczynił daleko idące ustępstwa. Oferował nawet całkowite wstrzymanie wzbogacania uranu i rozcieńczenie posiadanych już jego zapasów. Zdaniem nowojorskiego tygodnika Witkoff i Kushner zignorowali te koncesje, gdyż się nie zorientowali, co dokładnie Aragczi proponuje. A to dlatego, że na rokowania nie wzięli ze sobą doradców znających się na technicznych niuansach zbrojeń atomowych. Po rozmowach Kushner oświadczył, że Irańczycy ani na jotę nie zmienili swego stanowiska i grają na zwłokę.