Opowieść wołyńska
Muzeum w Kortelisach na Wołyniu. Historia pisana dla współczesnej Ukrainy
Północny Wołyń, droga do wsi prowadzi przez las. To trasa z Łucka do Brześcia i skrót do Kobrynia. Kiedyś z Ukrainy na Białoruś jechała tędy ciężarówka za ciężarówką. Teraz przejścia graniczne zamknięte na głucho. W poprzek betonowe bloki, zapory przeciwczołgowe, miny. Po lasach wojsko. Pod bronią czeka, kiedy Aleksandr Łukaszenka przyłączy się do Władimira Putina. Międzynarodowa droga zmieniła się w ślepą uliczkę. Żywego ducha. Tylko co jakiś czas wiozą trumnę z wojskowym. – Chłopcy wracają do domu – mówi Lena, która na ochotnika pomaga przy pogrzebach.
We wsi Kortelisy jest muzeum, o którym wie cały kraj. Mały parterowy budynek, kilka sal. Otacza go potężny memoriał poświęcony ofiarom faszyzmu. Centralną częścią jest pomnik i zbiorowe mogiły. To pamięć po spalonej i wymordowanej przez hitlerowski oddział osadzie. Memoriał wybudowano z komunistycznym rozmachem – zajmuje 20 ha, pomnik stoi na kurhanie usypanym w 1980 r. w 35. rocznicę zakończenia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
Wówczas na otwarciu był Wołodymyr Szczerbycki, I sekretarz Komunistycznej Partii Ukrainy. „Na tej ziemi 23 września 1942 r. męczeńską śmierć z rąk faszystowskich oprawców poniosło 2875 osób, w tym 1620 dzieci. Dziś patriotyczne uczucia, które rozpalały serca obrońców Ojczyzny, uskrzydlają nowych bohaterów pracy” – mówił do tysięcy zebranych. – Memoriał był jego oczkiem w głowie – opowiada Mykoła Andronowicz Mychalewycz, obecny dyrektor muzeum. Zaczął tu pracę w latach 80., pamięta więc okres świetności. Wycieczka za wycieczką. Kilku naukowców na etatach, do tego pracownicy dbający o tereny zielone. Dziś w muzeum pracuje tylko Mychalewycz i na część etatu jego współpracownica. A teren porządkują uczniowie w czynie społecznym.