Wyścig pokoju
Czy Donald Trump doprowadzi do pokoju między Rosją a Ukrainą ?
Tak jak kilka razy wcześniej zależy mu na szybkim zakończeniu wojny, niezależnie od warunków terytorialnych, humanitarnej ceny i geopolitycznych skutków. Przyspieszenie ma związek z odbywającymi się już za tydzień wyborami do Kongresu, ale świadczy też o podejściu Trumpa do Rosji, Władimira Putina i spraw światowych. Prorosyjska retoryka, antyukraińskie gesty i zapowiedź konferencji samozwańczej „wielkiej trójki” (Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny) dają powód, by jeszcze poważniej martwić się o cele Trumpa, który zanim odejdzie, chce jeszcze bardziej zdemolować światowy porządek w imię pokoju pod swoim patronatem.
Gdy na Kijów i inne miasta Ukrainy spada niemal codziennie grad rakiet, Trump uważa, że Putin chce pokoju, a Wołodymyr Zełenski zmarnował wiele szans na zakończenie wojny. Gdy w nalotach codziennie giną cywile, wysłany do Petersburga Steven Witkoff chwali Putina za humanitaryzm. To wywołało szok w Kijowie, Europie i u rozsądnej (nie tylko demokratycznej) części Kongresu, ale dowodzi, że nie ma takiej rzeczy, której Trump nie powie – a może i nie zrobi – w imię dealu. Im bardziej prezydent USA ściga się z czasem, tym wyższe koszty ponosi Ukraina – od opóźnionych dostaw uzbrojenia, przez finansowanie rosyjskiej wojny zakupami oleju napędowego na amerykański rynek, po ograniczenie dostępu do satelitarnej łączności, za którą płaci Europa, w tym Polska. O to, kto odciął militarnego Starlinka, trwa w Waszyngtonie kłótnia, ale po powszechnej krytyce w kręgach polityczno-medialnych USA łączność przywrócono. Sam Trump mógł się zorientować, że antyukraińskość już nie działa, i na ostatniej prostej postarał się o ocieplenie swojego wizerunku.
Nieoczekiwanie małżonka prezydenta Melania Trump ogłosiła, że odegrała rolę „wyłącznego pośrednika” przy ustanowieniu rozejmu obejmującego odcięte od zaopatrzenia miasto Oleszki na południowym brzegu Dniepru w obwodzie chersońskim.