Ruszyła prekampania wyborów samorządowych

Kiełbasa przedwyborcza
W pełnym słońcu toczy się pełną parą nielegalna kampania wyborcza. Ale uwaga: można się poparzyć.
Konferencja prasowa Rafała Trzaskowskiego w sprawie rewitalizacji „Różyca”.
Arkadiusz Ziółek/EAST NEWS

Konferencja prasowa Rafała Trzaskowskiego w sprawie rewitalizacji „Różyca”.

Grill z Patrykiem Jakim – spotkanie z wyborcami w miłych okolicznościach przyrody.
Grzegorz Krzyżewski/Reporter

Grill z Patrykiem Jakim – spotkanie z wyborcami w miłych okolicznościach przyrody.

audio

AudioPolityka Violetta Krasnowska - Kiełbasa przedwyborcza

Podczas majówki na plaży nad Wisłą Patryk Jaki ubrany w kucharską czapkę serwował warszawiakom kiełbasę z grilla. Jeszcze tego samego dnia POLITYKA zapytała biuro prasowe Ministerstwa Sprawiedliwości, kto finansował to kulinarno-polityczne wydarzenie i ile to wszystko kosztowało? Pytaliśmy też o to, czy wiceminister Jaki wziął na to grillowanie urlop. Biuro prasowe nie odpowiedziało, tylko odesłało nas do trzech „najbliższych współpracowników ministra, którzy zajmują się komisją weryfikacyjną i sprawami pana Jakiego”. Panowie wciąż przekładali termin udzielenia odpowiedzi, w końcu odezwał się do nas sam wiceminister. Po pierwsze, nie brał urlopu, bo codziennie pracuje do późna, więc w wyrwaniu się na kilka godzin na spotkanie z warszawiakami nie widzi problemu. Tysiąc złotych na kiełbaski wyłożył z własnej kieszeni, co może udowodnić.

A co z resztą? Wszystko przecież kosztuje – wynajęcie sali w urzędzie dzielnicy czy w bibliotece miejskiej na spotkania z mieszkańcami, kosztują nawet materiały na plansze, na których prezentuje swój program wyborczy. Kto za to płaci? Produkcję spotu wyborczego może da się opędzić partyjną młodzieżą w zamian za obietnicę politycznych apanaży (choć zwykle zleca się to jednak firmom), ale zdjęcia do spotu już kupić trzeba. Co wychwycili internauci, zwracając uwagę, że w reklamówce Patryka Jakiego zamiast warszawskiej Pragi jest ujęcie z Pragi czeskiej, i wskazując portal, na którym można kupić to zdjęcie.

Po kolejnej wpadce na profilu Patryka Jakiego – wrzuceniu zdjęć płaczących Schetyny i Tuska, żeby zilustrować wpis: „Nasi przegrali z Meksykiem”, a które okazały się zdjęciami z pogrzebu Sebastiana Karpiniuka, posła Platformy, ofiary katastrofy smoleńskiej – wiceminister powiedział, że „nie autoryzował umieszczenia wpisu z memem na swoim profilu”. Wpis zrobili – użył takiego określenia – „moi ludzie”. Nie mówi, kim są „jego ludzie”. Tak jak nie mówi o sztabie, tylko o „planowanym” sztabie. Bo wie, że to, co robi, jest nielegalne.

Działacze PiS z kolei zarzucają Rafałowi Trzaskowskiemu prowadzenie kampanii poprzez liczne spotkania z mieszkańcami. Tylko od stycznia do marca naliczyli ich 76. Wytykają jego własne słowa wypowiedziane w TVN24, że rozpoczął kampanię. Grzegorz Schetyna odpowiada na to, że to „towarzysko-przyjacielskie spotkania z wyborcami”, a nie kampania. A sam Trzaskowski, że „jeśli PiS zechce mu zakazać kontaktów z mieszkańcami, to się ośmieszy”. Inni kandydaci w boju o Warszawę też nie mogą usiedzieć spokojnie. Jacek Wojciechowicz, były wiceprezydent Warszawy, zorganizował śniadanie prasowe dla dziennikarzy, na którym przedstawiał swoje propozycje rozwoju Warszawy. A kandydat PSL Jakub Stefaniak zbiera skargi i zażalenia na założonej przez siebie stronie Jakawarszawa. Kilka dni temu zbierał wraz z grupką ludzi podpisy pod projektem „emerytury bez podatku”. To „jego ludzie”?

Politycy nie widzą problemu

Oficjalnie nie można teraz prowadzić kampanii wyborczej, agitacji, rozdawać ulotek. Cała legalna machina kampanijna ze spotami, kiełbaskami i wywiadami w telewizji itp. może ruszyć w momencie, gdy prezes Rady Ministrów ogłosi termin wyborów samorządowych, co ma zrobić po 10 sierpnia (a wyznaczy je na 21 października). Dopiero to daje prawo do powoływania komitetu wyborczego, sztabu i – co najważniejsze – kontroli wydatków. Niezbędne jest też założenie konta „wyborczego” w banku, na które (i tylko na nie) można wpłacać pieniądze na kampanię wyborczą. I to w ściśle określonych przez Kodeks wyborczy ramach i limitach.

Dlatego już jesienią ubiegłego roku rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar apelował do polityków o wprowadzenie zmian w prawie wyborczym dotyczących „prekampanii”. Tłumaczył, że ma to olbrzymie znaczenie dla zapewnienia przestrzegania zasady równości szans kandydatów i komitetów wyborczych. „Działania mające znamiona agitacji, a prowadzone jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem kampanii wyborczej, wynikają m.in. z zamiaru ominięcia limitów wydatków i procedur zapewniających jawność finansowania kampanii wyborczych, a przez to osiągnięcia przewagi nad innymi kandydatami oraz ugrupowaniami”.

Bez reakcji. A może nawet dlatego „prekampanie” przyspieszają, bo potem ze wszystkiego trzeba się będzie jawnie rozliczać. I za wszystko zapłacić. Komitetom wyborczym nie wolno przyjmować korzyści majątkowych o charakterze niepieniężnym, z czterema wyjątkami, w których komitet wyborczy może nie płacić za pracę na rzecz jego kandydata: za rozwieszanie plakatów i ulotek przez osoby fizyczne (do tego są wykorzystywane najczęściej partyjne młodzieżówki), za pomoc w pracach biurowych, za nieodpłatne wykorzystywanie przedmiotów, urządzeń, w tym aut osób fizycznych, oraz za udostępnianie miejsca do ekspozycji materiałów wyborczych przez osoby prowadzące działalność gospodarczą. Za wszystko inne trzeba płacić, i to z użyciem faktur. Całość nakładów musi się znaleźć w sprawozdaniu finansowym, którego prawdziwość i rzetelność będzie oceniała Państwowa Komisja Wyborcza.

Komitety wyborcze, ale także stowarzyszenia, fundacje, mogą zgłaszać PKW umotywowane pisemne zastrzeżenia do sprawozdań finansowych komitetów. Komitetów jeszcze nie ma, a zastrzeżenia do finansowania kampanii kandydatów już są słane do PKW.

Jak informuje POLITYKĘ Krzysztof Lorentz, dyrektor Zespołu Kontroli Finansowania Partii Politycznych i Kampanii Wyborczych Krajowego Biura Wyborczego, do Państwowej Komisji Wyborczej wpłynęło do dziś kilkadziesiąt informacji i pytań związanych z prowadzeniem agitacji wyborczej przed rozpoczęciem kampanii wyborczej (pierwsze z nich już jesienią 2017 r.). Informacje płyną z wielu stron Polski, bo wzmożenie przedwyborcze ogarnęło już praktycznie cały kraj. W warszawskich sklepach przy kasach można już zobaczyć pliki ulotek ze zdjęciem warszawskiego wiceburmistrza Ochoty Krzysztofa Kruka pod nazwą „Sprawozdanie z działalności”. Lubelska Fundacja Wolność zawiadomiła PKW o agitacji wyborczej Sylwestra Tułajewa, kandydata PiS na prezydenta Lublina, na konferencji prasowej z udziałem wiceministra MSWiA z PiS, który ogłosił: „Kandydatem na prezydenta Prawa i Sprawiedliwości w Lublinie będzie młody poseł, człowiek dynamiczny”. A sam kandydat mówił, co powinno zostać poprawione w mieście i na co będzie zwracał uwagę podczas kampanii wyborczej. Ale też zawiadomili o działaniach radnego z Platformy, który z kolei wywiesił przy drodze wielki baner: „Dr Leszek Daniewski; Radny Miasta Lublin; Człowiek Lublina” z dopiskiem „Popieram Krzysztof Żuk” oraz zdjęciem radnego z poprzedniej kampanii wyborczej.

Tajemnicze pismo, fałszywe reklamy

Warszawskie stowarzyszenie Miasto Jest Nasze wystąpiło ostatnio do PKW o zbadanie sprawy gazety, której egzemplarze zasypały Warszawę na początku lipca. Na okładce ze zdjęciem Patryka Jakiego znalazło się logo PKP Intercity i Poczty Polskiej, w środku m.in. reklamy Alior Banku, Orlenu. Rozdawaną bezpłatnie gazetę „Warszawski Wieczór” (format tygodnika, w stopce podano nakład 150 tys. egzemplarzy) wydano na grubym kredowym papierze. Gazetę kolportowano m.in. na popularnej Patelni przy stacji metro Centrum, leżała na przystankach, stacjach, ławkach.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj