Recenzja filmu: „Przyjaźń czy kochanie?”, reż. Whit Stillman
Bo to zła kobieta była
Film nie ma w sobie wiele z subtelności dzieł powstających na podstawie popularniejszych książek Austen.
mat. pr.

Bardzo zabawna, próżna i pełna celnych, cynicznych uwag ekranizacja krótkiej powieści Jane Austen, wydanej dopiero po jej śmierci. „Przyjaźń czy kochanie?” nie ma w sobie jednak wiele z subtelności przypisanej zazwyczaj filmom kostiumowym na podstawie popularniejszych książek Austen.

Główna bohaterka, Lady Susan (Kate Beckinsale, zupełnie inna niż w serii horrorów „Underworld”), jest co prawda wdową wzbudzającą współczucie środowiska, ale jednocześnie bez skrupułów manipuluje dobroczyńcami. Nawet gdy zostaje w filmie przyłapana na poważnym kłamstwie, przedstawia siebie jako ofiarę, bo „fakty są paskudną sprawą”. Jest potwornie amoralna, starsza i dużo bardziej niebezpieczna od bogaczy pustych jak skorupki robaczywych orzechów. Co nadal dosyć rzadkie w tego typu kinie, reżyser i scenarzysta Whit Stillman nie szuka dla kobiety szansy na odkupienie win. Podnoszone przez Austen (na początku XIX wieku!) wątki dotyczące pewnej niezależności kobiet łączy za to sprawnie ze złośliwymi, błyskotliwymi żartami z wyrachowania i z gry matrymonialnej.

Stillman nie ma też chyba problemu z tym, że film nie jest jednym z tych, które pamięta się dobrze po wyjściu z kina. Ale na sali kinowej naprawdę sprawia widzom czystą frajdę.

Przyjaźń czy kochanie?, reż. Whit Stillman, prod. Francja, Holandia, Irlandia, USA, 93 min

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj