Życie w Rosji: między oligarchią a biedotą
Rosja klasowa
Indeks moskiewskiej giełdy spadł o 70 proc. 25 najbogatszych Rosjan straciło ćwierć biliona dolarów. Raczej nie zmienią swojego trybu życia. A jak żyją inni?

Jeszcze niedawno jednym z ulubionych tematów kolorowych pism były opisy wystawnego życia nowych rosyjskich miliarderów i ich zamków nad Loarą i Tamizą. Oleg Deripaska kupił dom w Belgravii za 25 mln dol., a Roman Abramowicz w tejże okolicy cztery domy za 50 mln funtów i dodatkowo zamek w zachodnim Sussex za 18 mln… Ale co tam Anglia. Na podmoskiewskim osiedlu Żukowka najskromniejszy z domów wart był 15 mln dol. W Moskwie wystawiono na sprzedaż apartament za, bagatela, 2,5 mld rubli (czyli 100 mln dol.). Trzeba przyznać, mieszkanie do małych nie należy: 1300 m kw., siedmiopoziomowe, z zimowym ogrodem i widokiem na stolicę. Świat ogląda fotografie rozjarzonej światłami Moskwy z baśniowym Kremlem w tle i witrynami ekskluzywnych sklepów, obok zdjęcia imperialnego, wyniosłego Petersburga… „Kochamy wszystko. Kochamy barwę, smak, cielesny szał…”. Feeria zbytku. Bachanalia petrodolarów. Obraz potęgi i zamożności dopełniają zdjęcia ze startu nowej rakiety strategicznej Topol-M i krążownika „Piotr Pierwszy”, płynącego ku brzegom Ameryki.

 

Można by pomyśleć, że Rosja jest potęgą, ale rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Bogata i błyszcząca Rosja, oczywiście, istnieje, tak jak naprawdę istniały, niesłusznie wyśmiewane, wsie Potiomkina (wprawdzie do potocznego języka wyrażenie „potiomkinowskie wsie” weszło jako określenie oszustwa i butaforii, ale Grigorij Potiomkin, faworyt Katarzyny II, był zdolnym administratorem i naprawdę zbudował miasta i wsie, które caryca oglądała podczas podróży na Krym w 1787 r. i które istnieją do dzisiaj). Wystarczy jednak przetrzeć oczy i przyjrzeć się uważniej, a wówczas ukazuje się też inny, mniej wystawny kraj.

Rosja jest siódmą gospodarką świata. Ale jej PKB jest wciąż znacznie mniejszy od PKB Ameryki (siedem i pół raza). A ponadto podział rosyjskiego bogactwa nie jest sprawiedliwy. Z zamożności państwa korzystają głównie krezusi, a klasę średnią i ubogich podział tortu często omija.

Rdzeniem każdego kraju jest klasa średnia. W Rosji to ci, którzy dzięki wykształceniu i zdolnościom dostosowali się do realiów rynkowych. Jeszcze przed kryzysem szacowano, że chodzi o 20 proc. rosyjskiego społeczeństwa. Socjologowie zaliczali do tej klasy tych, których roczny dochód na rodzinę przekraczał 25 tys. dol. Mówimy zatem o blisko 30-milionowej grupie dobrze wykształconych i przyzwoicie zarabiających Rosjan.

Michaił Tarusin z moskiewskiego Instytutu Projektów nazwał ich klasą pozytywną, bo w odróżnieniu od pozostałej części społeczeństwa są świadomi swoich interesów i celów, mówią o nich i dążą do ich realizacji. O względy klasy pozytywnej zabiegają politycy, którzy z jednej strony starają się na nią wpływać i pozyskiwać jej przychylność, a z drugiej adekwatnie odczytywać jej zmieniające się preferencje. Ostatnio kremlowscy konstruktorzy idei powołali nawet prawicową demokratyczną partię, aby obsługiwała interesy klasy średniej.

Rosyjski Kowalski (ten ze średniej) ma nie tylko dobrą pensję i wysokie wykształcenie, jego zachowania i zwyczaje ukształtowały się w ostatnim piętnastoleciu. Mieszka we własnym dwu-, trzypokojowym mieszkaniu w Moskwie, Petersburgu lub innym dużym mieście, dodatkowo ma podmiejski dom (daczę), samochód (najczęściej inomarkę – auto produkcji zagranicznej), konto w banku, kartę płatniczą i telefon komórkowy. Korzysta z Internetu i przynajmniej raz na dwa lata wyjeżdża za granicę (trzy czwarte Rosjan nigdy nie spędzało wakacji poza krajem). W klasie średniej jest mniej niewierzących niż przeciętnie w społeczeństwie, a rodziny mają dwukrotnie więcej dzieci niż statystyczna rodzina rosyjska. Tym, co różni Rosjanina z klasy średniej od ogółu obywateli, jest też kultura picia alkoholu. Przedstawiciel klasy średniej wypija siedem razy mniej wódki niż przeciętny Rosjanin, pije okazyjnie i dla smaku, raczej droższe i lepsze alkohole.

Jeśli do klasy pozytywnej należy blisko 30 mln Rosjan, to jak sklasyfikować pozostałe 110 mln obywateli? Jako grupę pasywną, z niskimi dochodami, niskim poziomem wykształcenia, mało zdolną do artykułowania swoich społecznych i politycznych ambicji, podatną na manipulację i generalnie zachowawczą?

Blisko 30 proc. z tych 110 mln stanowią mieszkańcy wsi. Przy czym zaledwie 2 proc. z nich prowadzi wydolne i przynoszące zysk gospodarstwa rolnicze. Ludność wiejska jest najuboższą grupą społeczną w Rosji, a rolnictwo najbardziej zapóźnionym w rozwoju sektorem gospodarki. Średni miesięczny dochód w rolnictwie oscyluje wokół 200 dol.

Rozpoczęta w 1991 r. reforma rolna ugrzęzła w bagnie nieudolnej i skorumpowanej administracji. Ziemię, będącą wcześniej w posiadaniu kołchozów i sowchozów, formalnie podzielono między 12 mln udziałowców, ale tylko 400 tys. formalnie zarejestrowało swoje prawo do gruntu. Nieuregulowana kwestia własności ziemi, brak wystarczająco silnego wsparcia ze strony państwa (1 proc. wydatków budżetowych) powodują, że rosyjskie rolnictwo balansuje między stagnacją a upadkiem, a rosyjska wieś starzeje się i wymiera.

Od rozpadu ZSRR zniknęło z mapy Rosji 18 tys. wsi, w 30 tys. innych mieszka mniej niż 10 osób, głównie kobiety w wieku emerytalnym. Mężczyzn pokonał alkohol i choroby. Większość mieszkańców rosyjskiej wsi wspomina czasy Związku Radzieckiego jako złoty okres, kiedy była praca i niewielka, ale regularna płaca, działała służba zdrowia, a w opustoszałych dziś i niszczejących szkołach było gwarno od śmiechu dzieci. O sentymencie do komunistycznej przeszłości często słychać też wśród emerytów. Niemal 79 proc. Rosjan w wieku emerytalnym żałuje rozpadu ZSRR i aż 90 proc. uważa, że można było temu zapobiec. Dla większości z nich najwybitniejszym człowiekiem w historii Rosji był Stalin (przed Leninem, Puszkinem i Putinem). To twardy elektorat partii komunistycznej (wśród głosujących na komunistów emeryci stanowią 60–70 proc.) i prokremlowskiej socjalistycznej partii Sprawiedliwa Rosja. Jest ich około 30 mln, żyją z blisko 200 dol. emerytury. Raczej nie mają komórek i dostępu do Internetu. Nowinki techniczne jeszcze do nich nie dotarły. Większość żyje z dnia na dzień i przyznaje, że przystosowanie się do nowej, niekomunistycznej rzeczywistości sprawia im olbrzymi kłopot.

Jest jednak obszar – wyobrażeń o historii, o roli Rosji i jej miejscu w świecie – w którym klasy, pozytywna i pasywna, nie różnią się od siebie. Większość żałuje upadku ZSRR, uważają, że w latach 70. i 80. system ochrony zdrowia, poziom wykształcenia i dostęp do nauki były lepiej rozwinięte niż na Zachodzie. Twierdzą też, że system sowiecki, chociaż mniej demokratyczny, był ustrojem bardziej sprawiedliwym niż zachodnie. Rosjanie są dumni nie tylko ze współczesnej Rosji i z tego, że są jej obywatelami, chwalą się również swoją historią, nie pomijając osiągnięć czasów sowieckich. Żałują ZSRR, ale nie chcą ani jego odbudowy, ani powrotu do czasów komunistycznych. Chcą powrotu do wielkości – nie sowieckiej, ale narodowej rosyjskiej, imperialnej, prawosławnej. I chcą, by świat ich wielkość uznał i uszanował.

Ekipa, która doszła w Rosji do władzy w 2000 r., trafnie odczytała nastroje większości społeczeństwa. Putin jest umiarkowanym nacjonalistą i bardzo zręcznym populistą. Mówi i proponuje to, czego oczekuje od niego większość Rosjan. Tęsknota za symbolami ZSRR? Proszę bardzo – przywrócił sowiecki hymn, armii – czerwone sztandary. Ale flaga państwa i herb – niech pozostaną rosyjskie, imperialne. Silna władza? Niechęć do nowobogackich? Utemperować gubernatorów, wsadzić za kratki jakiegoś oligarchę, innych zmusić do emigracji. Carowie w Rosji zawsze tak robili. W imię spójności narodowej mitologii prokremlowscy historycy piszą od nowa podręczniki do historii, racjonalizując błędy i relatywizując zbrodnie poprzednich reżimów i dyktatorów.

Putin i jego drużyna są aideologiczni i pragmatyczni. Dla nich jedynym kryterium oceny polityki jest skuteczność. To fundamentalna zasada wszystkich służb specjalnych świata. A 42 proc. obecnego establishmentu Rosji stanowią byli funkcjonariusze aparatu represji – służb specjalnych, armii, policji. Jak zauważył jeden z krytyków reżimu, ich jedynym biznesem jest robienie biznesu.

Tym, którzy są wyłączeni z podziału narodowego bogactwa, władza oferuje sen o potędze. Adresatem większości wojowniczych gestów Rosji na scenie międzynarodowej, w rodzaju testu (nowej tylko z nazwy) rakiety balistycznej czy przelotu pary bombowców strategicznych do Ameryki, w pierwszej kolejności jest własne społeczeństwo. Telewizja (prawie 80 proc. Rosjan tylko z niej czerpie wiedzę o wydarzeniach w kraju i na świecie) umacnia iluzje przeciętnego Iwanowa, podpowiada mu interpretację współczesności i historii.

Rośnie nowe pokolenie Rosjan, które nie zna ani ZSRR, ani deficytu towarów. Byli rodacy z Gruzji czy Tadżykistanu są dla nich równie obcy i dalecy jak Irańczycy czy Mongołowie. Nastoletni Rosjanie za obcych uważają też wszystkich innych przybyszów np. z Kaukazu, choćby i obywateli Federacji Rosyjskiej. Najchętniej pozbyliby się ich z rdzennie rosyjskich miast. Większość młodych Rosjan deklaruje swoją przynależność do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, chociaż w mszach uczestniczy okazyjnie, nie przestrzega postu ani nakazów moralnych cerkwi. Uważają, że władze powinny zarzucić stalinowską politykę pozytywnej dyskryminacji mniejszości narodowych kosztem Rosjan i proklamować otwarcie, że Rosja jest krajem dla Rosjan.

Popierają wolny rynek, ale uważają, że stabilizacja i sprawiedliwość społeczna są ważniejsze niż demokracja. Mówią o sobie, że są patriotami, wierzą w wyższość rosyjskiej kultury i duchowości nad materializmem Zachodu i są gotowi służyć w armii, chociaż aż 70 proc. ich ojców zapewnia, że zrobi wszystko, by synów przed wojskiem uchronić. Podobnie jak starsze pokolenie, tylko 21 proc. z nich uważa się za Europejczyków w sensie wyboru pewnego katalogu wartości i tylko 22 proc. uważa, że Rosja powinna podążać wspólną dla całej współczesnej cywilizacji drogą europejskiego rozwoju demokratycznego. 60 proc. jest przekonanych, że Rosja stanowi samoistną cywilizację, rady Zachodu są jej niepotrzebne i powinna iść własną drogą. 87 proc. młodych popiera Putina.

Europejczycy patrzą na dziwnych, niezrozumiałych Ruskich z wysokości swojej demokratycznej uniwersalności z poczuciem cywilizacyjnej przewagi. I w żaden sposób nie mogą zrozumieć, dlaczego w odpowiedzi widzą w oczach Rosjan „tę bezgraniczną nieokreśloność, tę szaleńczą determinację, to poczucie doskonałości i wyższości”, jak pisał Aleksiej Tołstoj.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj