Marek Henzler
6 lipca 2010

Na straży na plaży

Latem nad Bałtykiem szukamy słońca i czystego piasku. My proponujemy wędrówkę szlakiem nadmorskich fortyfikacji z XIX–XX w. i poligonów. Coraz więcej militarnych obiektów udostępnianych jest turystom, a ich tajemnice odsłaniają tajne dotąd archiwa.

W Gdańsku, poza twierdzą Wisło-ujście – architektoniczną perełką z przełomu XV–XVI w. i pozostałościami po twierdzy pruskiej (patrz ubiegłoroczne „Markowe szlaki” -  „Twierdze znad Wisły”), w dzielnicy Stogi znajdziemy młodsze militarne pamiątki. Od pętli tramwajowej przy ul. Nowotnej przez laski i wydmy Mierzei Wiślanej wytyczono pieszy i rowerowy szlak nadmorskich fortyfikacji Gdańska (8,2 km). Są tu m.in. pozostałości po Baterii Wydmowej i bateriach haubic (z czasów pruskich), schrony i zapory przeciwpancerne (niemieckie) z okresu II wojny i wieża obserwacyjna polskiej Baterii Artylerii Stałej (BAS). Szlak kończy się w Górkach Zachodnich. To tu Wisła w 1840 r. wypłukała sobie przez mierzeję najkrótsze ujście do morza, zwane dziś Wisłą Śmiałą. Z Górek jedziemy do Gdyni.

Wiara w moc dział nadbrzeżnych baterii, skutecznie osłaniających w XIX w. porty, fiordy i przejścia przez cieśniny, przetrwała nawet II wojnę światową. I kiedy Polska zyskała ponad 500-kilometrowe wybrzeże, zdecydowano nie tylko o rozwoju marynarki wojennej, ale i budowie baterii nadbrzeżnych, od ujścia Wisły po wyspę Wolin. Pierwszą sformowano w 1946 r. w Gdyni Redłowie, a drugą – na Helu w 1949 r. Do połowy lat 50 kolejne BAS stanęły pod Międzyzdrojami, w Kołobrzegu, Ustce, Gdańsku Stogach, Ustroniu Morskim, Rozewiu, Gdyni Oksywiu, Helu Borze i na Helu (już druga). W każdej służyło po ok. 150 żołnierzy. Z reguły miały one po cztery żelbetowe stanowiska dla dział produkcji radzieckiej o kalibrze od 100–152 mm, główne i zapasowe stanowiska dowodzenia, schrony dla załogi, na amunicję i reflektory, własną elektrownię i punkty obserwacyjne, z czasem wyposażane w radary. Stawiano je na wysokim klifie i maskowano. Już dekadę później sztabowcy doszli do przekonania, że rozwój broni rakietowej stawia pod znakiem zapytania sens posiadania stałych baterii, łatwych do zniszczenia precyzyjnym atakiem rakiet bądź zrzutem dużych bomb lotniczych. Obsadę BAS początkowo skadrowano, a w 1974 r. większość rozformowano.

Kępę Redłowską w Gdyni, z jej wysokim klifem i pięknym lasem, w 1938 r. uznano za rezerwat przyrody. Po wojnie rozlokowało się w nim wojsko i właśnie tu stanęła pierwsza BAS ochraniająca podejście do głównej bazy floty w Gdyni Oksywiu. Wojsko szczyt Kępy zajmuje dalej, ale płot odsunęło od brzegu klifu, co umożliwia cywilom dostęp do rozmieszczonych na jego krawędzi stanowisk dla dział. Za wojskowym płotem pozostał schron dla załogi i wieża kierowania ogniem. Do najciekawszego militarnego zabytku Gdyni z parkingu na Polance Redłowskiej wiedzie 700-metrowa edukacyjna ścieżka. Podziwiać z niej można Zatokę Gdańską, co rusz mija się schrony i transzeje broniące kiedyś dostępu do samej baterii. Na końcu ścieżki znajdziemy trzy stanowiska ogniowe z działami o kalibrze 130 mm, o zasięgu strzału 25 km. Ważąca 1466 ton żelbetowa bryła stanowiska czwartego działa w latach 60. osunęła się wraz z podmywanym przez morze klifem. Ogromnego dwukondygnacyjnego schronu nie musiał więc niszczyć wróg.

 

W 1940 r. produkcję niemieckich okrętów podwodnych i torped zdecydowano się przenieść poza zasięg alianckich bombowców. Idealnie nadawał się do tego rejon Zatoki Gdańskiej. W północnej części portu gdyńskiego zbudowano torpedownię Oxhoft (Oksywie) i drugą – na wysokości osiedla Hexengrund (Babie Doły), u wylotu nadmorskiego wąwozu, gdzie przed wojną był ośrodek kwarantanny dla chorych marynarzy z wpływających do Gdyni statków. Zbudowano hale montażowe, magazyny, schrony i sieć wąskotorowej kolejki. W pierwszej torpedowni testowano m.in. torpedy akustyczne, w drugiej – torpedy lotnicze. Odpalano je na ćwiczebnych torach z punktami obserwacyjnymi na wodach Zatoki Gdańskiej. Po testach torpedy wyławiano i przygotowywano do użycia już z ładunkami bojowymi. Przy ich montażu pracowało kilka tysięcy osób.

Po wojnie torpedownię oksywską przejęła polska marynarka wojenna. Druga, zrujnowana i opuszczona, stoi ok. 300 m od brzegu. Nie ma już mola łączącego ją z lądem. Dostrzeżemy ją, kiedy z wojskowego osiedla przy lotnisku Babie Doły (ul. Dedala) zejdziemy z klifu schodami na brzeg. Z ogromnej betonowej ruiny korzystają dziś morskie ptaki, amatorzy nurkowania i filmowcy. Tu m.in. nakręcono końcowe sceny „Czterech pancernych i psa”, a także epizody do paru innych wojennych i kryminalnych filmów.

 

W 1936 r. prezydent Ignacy Mościcki podpisał dekret o utworzeniu Rejonu Umocnionego Hel. Na mierzei wprowadzono wtedy pierwsze ograniczenia w budowie cywilnych budynków i w swobodzie ruchu ludności. Zbudowano port wojenny, schrony amunicyjne, podziemne zbiorniki paliwa, służącą głównie wojsku sieć kolejową i postawiono baterię artylerii nadbrzeżnej im. Heliodora Laskowskiego, wyposażoną w 152-mm działa z fabryki Boforsa. Lokalne naturalne warunki i powstałe umocnienia umożliwiły obronę Helu przed Niemcami do 2 października 1939 r., a potem z kolei obronę tu Niemców do ostatniego dnia wojny w Europie.

Z czasów niemieckiej okupacji u wjazdu do miasta Hel został militarny zabytek klasy światowej – stanowiska ogniowe baterii Schleswig-Holstein, wyposażonej w 406-mm działa (Adolfkanone), najpotężniejsze, jakie kiedykolwiek ulokowano na stałych stanowiskach. Miały być na pancernikach Kriegsmarine. Kiedy zrezygnowano z ich budowy, trafiły na ląd (trzy na Hel i siedem do Norwegii). Bateria helska gotowość bojową osiągnęła w maju 1941 r., a cztery miesiące później Niemcy działa przenieśli do Sangatte w okupowanej Francji (nieopodal miejsca, gdzie dziś jest wjazd do Eurotunelu), skąd już jako bateria Lindemann blokowały one żeglugę na kanale La Manche i ostrzeliwały okolice angielskiego miasta Dover. W 1944 r. baterię zdobyli i zniszczyli Kanadyjczycy.

Tysiące ton betonu wylane na budowę na Helu stanowisk ogniowych baterii Schleswig-Holstein poszło na marne. A każde z nich to ogromny bunkier o wymiarach 64 na 40 m, z miejscem na górze na Adolfkanone. Działo to, z lufą o długości 21,1 m, ważyło 160 ton (plus 400 ton wieża). Bunkier we wnętrzu krył m.in. maszynownię, magazyny pocisków i ładunków, windy amunicyjne, ośrodek łączności i pomieszczenia z zapleczem dla ok. 70 osób obsługi każdego z dział.

Po wojnie bunkry wykorzystywano jako wojskowe magazyny, a w jednym, przekazanym cywilom, Fundacja Przyjaciele Helu stworzyła Muzeum Obrony Wybrzeża. Znalazły się w nim niemieckie, radzieckie i polskie eksponaty, ilustrujące militarne dzieje Helu i codzienne życie służących tu żołnierzy. Można tu odbyć przejażdżkę wojskową wąskotorówką. Warto też obejrzeć 9-piętrową betonową wieżę kierowania ogniem tej baterii z pięknym widokiem na wody Zatoki Gdańskiej i pełne morze. W środku wieży zwiedza się dawne służbowe pomieszczenia, a z plansz i fotografii poznaje historię najcięższych dział różnych armii świata. Czeka nas tam też niespodzianka – pieczołowicie odtworzony, przeniesiony z dawnego mieszkania w Gdyni – gabinet kpt. Karola Olgierda Borchardta, wychowawcy wielu roczników oficerów polskiej floty, pisarza marynisty, autora m.in. kultowej książki „Znaczy kapitan”.

 

Z Helu jedziemy do Łeby. Wędrując mierzeją między morzem a jeziorem

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną